Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przygody prawnuka Luke’a – recenzja komiksu „Star Wars: Dziedzictwo. Złamany”

Świat Gwiezdnych Wojen został rozbudowany do naprawdę imponujących rozmiarów. Przyczyniły się do tego bazujące na filmowych trylogiach książki, gry, a także komiksy. To dzięki nim poznać możemy dalsze losy naszych ulubionych bohaterów. Nawet jeśli fabuła wybiega sto lat w przyszłość.

Jak przedstawiono to w filmach, rycerzy Jedi – obrońców galaktycznego prawa i porządku, spotkała prawdziwa czystka. Władający mroczną stroną mocy Sithowie pragnęli zniszczyć zakon, jednak Luke Skylwalker ostatecznie pokonał zło, stając się pierwszym, nowym rycerzem odrodzonego zakonu Jedi. Prawie 130 lat po tych wydarzeniach Jedi znowu znajdują się na skraju zagłady.

Świątynia rycerzy na planecie Ossus zostaje zaatakowana i zniszczona przez odnowiony zakon Sithów. Ojciec Cade’a Skywalkera, Kol, ginie broniąc ostatnich uczniów. Zdruzgotany chłopak mimo usilnych prób nie potrafi uratować ojca. Sithowie są zbyt potężni. Ich przywódcy, Darth Kraytowi, udaje się podstępem przejąć władzę w galaktyce. Praworządny imperator zjednoczonej galaktyki musi ukryć się w bezpiecznym miejscu. Świat znów zostaje skuty przez żelazny uścisk zła. Choć moc Jedi słabnie, trzymają się oni swojej ostatniej nadziei. Tylko spadkobierca rodu Skylwalkerów może przywrócić pokój w galaktyce.

Cade Syklwalker jest jednak postacią tragiczną. Zdruzgotany po śmierci ojca, porzuca ścieżkę nauk Jedi. W siedem lat po opisanych wydarzeniach znany jest jako bezlitosny łowca nagród. Nie waha się nawet przed ściganiem innych rycerzy Jedi, jeśli tylko została za nich wyznaczona nagroda. Na domiar złego, uzależnił się od narkotyków, które tłumią jego połączenie z mocą. Tak więc, czy taki człowiek, mimo swojego nazwiska, może uratować galaktykę?

Kreska, jaką posługuje się rysownik komiksu, Jan Duursema, jest naprawdę estetyczna i miła dla oka. Zgrabnie operuje on zarówno światłocieniem jak i kolorem. Dlatego też efekty świetlne, takie jak ostrza mieczy czy strzały z blasterów są bardzo realistyczne. Podobnie ma się sprawa z przedstawieniem obcych ras. Galaktyka „Gwiezdnych Wojen” zawsze obfitowała w różne rodzaje kosmitów, a grafikowi udało się to bardzo dobrze i plastycznie oddać. Sylwetki obcych nawiązują do tych znanych z filmów jak i oryginalnie wykreowanych dla potrzeb komiksu. Szczególnie przykuwa oko umięśniona postać zielonoskórego przywódcy piratów, Rava. Jego głowę zdobią przedziwne mackowate zakończenia, zaś zamiast nogi posiada mechaniczną protezę. Również lordowie Sithów są bardzo ciekawie narysowani. Przedstawiciele pochodzący z różnych ras mają ozdobioną skórę w czerwono-czarne tatuaże, które przywodzą na myśl te, które posiadał Darth Maul w filmowym epizodzie pierwszym pt.: „Mroczne Widmo”. Rysownik wyraźnie zrezygnował z komputerowej obróbki swoich prac na rzecz tradycyjnego podejścia do komiksów. Grafiki przedstawione są linearnie, a kontury są zarysowane wyraźne.

Polski wydawca zadbał, aby każdy czytelnik, który przystąpi do lektury, łatwo zorientował się w sytuacji jaka panuje w świecie Gwiezdnych Wojen, mimo że od filmowej sagi minął cały wiek. Pierwsze strony zeszytu zawierają skondensowaną historię wydarzeń, które zostały ukazane w licznych książkach, komiksach i grach. Ponadto, w drugim numerze „Star Wars – Komiks”, również wydanym przez Egmont, znajduje się szesnastostronnicowy dodatek poświęcony „Dziedzictwu”. Zawiera on szczegółowe opisy nie tylko postaci ale i realiów, w których znalazła się galaktyka 130 lat po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci.

Pierwszy tom „Dziedzictwo: Złamany” to pozycja, którą koniecznie powinien poznać każdy fan gwiezdnej sagi. Ale nie tylko. Również miłośnicy komiksu, którzy lubią ciekawą fabułę i estetyczny, klasyczny rysunek, powinni sięgnąć po ten zeszyt.

Dyskusja