Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Sierociniec”

Guillermo del Toro stał się ostatnio niezwykle popularny. Znakomite filmy, m.in. „Kręgosłup Diabła”, „Hellboy” czy „Labirynt fauna” zapewniły mu pozycję cenionego reżysera i producenta. Nic więc dziwnego, że o wszystkim co firmuje swoim nazwiskiem jest głośno. Jednocześnie, tak jak to było poprzednio z japońskimi horrorami, pojawiła się moda na hiszpańskojęzyczne filmy z dreszczykiem. Jedną z takich produkcji jest „Sierociniec”, reklamowany jako europejska odpowiedź na „Szósty zmysł” z Brucem Willisem i „Innych” z Nicole Kidman.

Opowiedziana w filmie historia ma miejsce w Hiszpanii w prowincjonalnym sierocińcu. Laura, która się tu wychowywała, powraca do niego po latach. Wraz ze swym mężem chce przywrócić go do dawnej świetności. Pomimo ciężkiej choroby swego adoptowanego syna – Simona, przyszłość wydaje się być jasna. Sielankowa atmosfera kończy się, gdy chłopak znika, a w domu zaczynają się dziać rzeczy nadprzyrodzone.

Nastrój w filmie jest dobrze budowany, stopniowo wzmagany i podkreślany sugestywną muzyką. Chociaż nie ma jej zbyt dużo, to stanowi idealne tło dla rozgrywających się wydarzeń. Atmosferę dodatkowo zagęszczają klaustrofobiczne ujęcia kamery, jak chociażby w chwili, gdy Laura wyjeżdża na wózku z pokoju, czy w czasie przeszukiwania jaskini. Dzięki charakterystycznej dla kina europejskiego pracy operatorów, przekonująco ukazano emocje bohaterów. Zatroskana twarz Laury jest tak wykadrowana, że widać tylko jej fragment, co podkreśla siłę tego uczucia; w innej scenie, zastosowanie odpowiedniej perspektywy sprawia, że uwagę widza przykuwa jej przerażony wzrok. Niesamowicie wygląda również widziana w noktowizorach kobieta-medium, w trakcie hipnozy w nawiedzonym sierocińcu. Wszystkie zabiegi tego rodzaju sprawiają, że film wzbudzając lekki dreszczyk, pozostaje jednocześnie subtelny i delikatny. Nie ma tu prawie wcale scen drastycznych. Nie będziemy świadkami jatki, ani straszeni okrucieństwem lub dziwacznymi potworami. Kto spodziewa się tego typu horroru, zawiedzie się.

Film kierowany jest do sympatyków realizmu magicznego, znanego z prozy Gabriela Garcii Marqueza czy z „Labiryntu Fauna”. „Sierociniec” nie jest jednak aż tak baśniowy, natomiast sposób w jaki przenikają się między sobą świat realny ze światem niematerialnym, jasno określa charakter dzieła. Podobne znaczenie dla tej produkcji ma to, jak historia sprzed trzydziestu lat, przeplata się ze zniknięciem Simona.

Warto podkreślić, że aktorzy grają przekonująco i bardzo naturalnie. Dotyczy to nie tylko głównych bohaterów, ale także postaci drugoplanowych i epizodycznych. Może jedynym wyjątkiem jest chłopiec grający Simona. Do Haleya Joela Osmenta z „Szóstego zmysłu” nie ma co go nawet porównywać. Chłopak wypada nienaturalnie i blado, ale trzeba uczciwie przyznać – jego rola nie była zbyt rozbudowana.

Mimo bardzo pozytywnego wrażenia jakie „Sierociniec” wywołuje, trzeba jednak zaznaczyć, że nie mamy w nim do czynienia z niczym odkrywczym. Wszystko co w nim pokazano, gdzieś już było. Scenariusz zbytnio nie zaskakuje, choć historia wciąga, a jej zakończenie i rozwiązanie jest interesujące. Można by się też przyczepić do niektórych scen – przykładowo, która matka pozwoliłaby swemu siedmioletniemu synowi na eskapadę w głąb jaskini. Chwilami można też odnieść wrażenie, że akcja filmu jest prowadzona trochę na siłę.

Mimo to ostatnie dzieło Juana Antonia Bayona jest dobrą rozrywką. Ogląda się je z przyjemnością i z dreszczykiem emocji. Nie zmienia tego nawet dość banalne przesłanie, ani wrażenie powtarzalności.

Ocena: 7/10

Tytuł: Sierociniec
Tytuł oryginału: El Orfanato
Reżyseria: Juan Antonio Bayona
Scenariusz: Sergio G. Sanchez
Muzyka: Fernando Velazquez
Data premiery: 2008-05-09 (Polska), 2007-05-20 (Świat)
Czas trwania: 105 minut
Kraj:Hiszpania, Meksyk
Obsada: Belén Rueda, Fernando Cayo, Roger Príncep, Mabel Rivera i inni

Ocena: 7/5

Dyskusja