Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ni śnieg ni deszcz piekielnej poczty nie zatrzyma – recenzja książki „Piekło Pocztowe”

Ni śnieg ni deszcz nie zatrzyma urzędnika pocztowego, tak jak nic nie zatrzyma Terry’ego Pratchetta od zaserwowania wiernym czytelnikom kolejnej historii z tak poczytnej serii jaką jest Świat Dysku. Najnowsza książka „Piekło Pocztowe” znów porywa nas do tego wspaniałego świata, gdzie nieprawdopodobne może się zdarzyć i to bardzo często.

Głównym bohaterem tej powieści jest Moist von Lipwig. Mistrz oszustwa, który nie kradnie po to by się wzbogacić. No nie tylko dlatego. Oszustwa i malwersacje finansowe doprowadził do perfekcji i uczynił z tego prawdziwą sztukę. Doskonale wie, kiedy przegrać w trzy karty, albo jak uczynić z kawałku szkła brylant błyszczący bardziej niż prawdziwy kamień. Uwielbia zmieniać swoje wizerunki. Raz ma krzaczaste wąsy, innym razem nazywa się na przykład Albert Spangler. Ale każdemu może podwinąć się noga. Tak więc czytelnik poznaje Moista w celi śmierci. Wyrok zapadł i został wykonany. Nikt nie wątpi, że oszust został powieszony. Oszust imieniem Sprangler, a nie Von Lipwig.

Moist dostał drugą szansę. Nie dokładnie od losu, ale od anioła. Od anioła w metaforycznym tego słowa znaczeniu. Bo trudno jest określić zarządzającego miastem Patrycjusza Vetinariego, aniołem. A jednak. Daje on szanse Moistowi. Może on wrócić na łono społeczeństwa. Ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze musi wykorzystać swoje niezwykłe talenty do postawienia na nogi urzędu pocztowego w mieście. Po drugie musi to zrobić uczciwie, pod prawdziwym nazwiskiem. A po trzecie…a po trzecie otrzyma dość niezwykłego kuratora: Pana Pompę. Pan Pompa jest golemem i nigdy się nie męczy. Propozycja ta wydaje się niezwykle kusząca, bowiem alternatywą jest uśmiercenie nie tylko fałszywych tożsamości, Moista ale jego samego – tym razem na prawdę. Wybór wydaje się dość prosty – wszak anioły przychodzą tylko raz.

Z urzędem Pocztowym jest jednak kilka problemów. Największym jest to, że został on wygryziony z branży przez linię sekarów, zarządzanych przez chciwą korporację zwaną Wielkim Pniem. Sekary to linia semaforów i sygnalizatorów, dzięki którym możliwe jest przesłanie wiadomości z jednego końca Dysku na drugi w zawrotnym tempie. Innym poważnym problemem poczty jest to, że listy nie zostały dostarczone przez nią przez ponad sto lat. Nie dokładnie nie dostarczone. Po prostu ich dostarczenie zostało odłożone w czasie na inny termin. Termin, który najwygodniej jest określić jak „kiedy indziej”.

Moist wie doskonale, że jego zadanie jest praktycznie niewykonalne. Jednak baczna kuratela golema nie daje mu szansy nie wywiązania się ze swojego zadania. Bohater „Piekła pocztowego” mimo wszystko stawia urząd pocztowy na nogi i, o dziwo, udaje mu się to. Doręcza pierwszy list. A listy chcą być doręczone.

Terry Pratchett przeszedł samego siebie przy kreowaniu bohaterów tej powieści. Czytelnikowi dawno nie było dane spotkać tak wielu ciekawych indywidualności jak w „Piekle pocztowym”. I nie chodzi tu tylko o Moista – choć przywodzi on na myśl wielu znanych z kina i książki kasiarzy, oszustów, ale na pewno gentlemanów. Inną przykuwającą uwagę osobą jest niewątpliwie panna Adora Belle Dearheart. Ma naprawdę ostry język i charakter. I nic dziwnego, że od razu spodobała się nowemu poczmistrzowi. Ale niestety Moist nie ma czasu na romanse. Chociaż pomaga mu młodszy listonosz Groat, który w zasadzie jest bardzo starym człowiekiem, ale nadal nie dostał awansu na starszego listonosza. Drugą, mająca na względzie dobro poczty osobą, jest Stanley. No właśnie, Stanley. To w zasadzie dobry chłopak, tylko czasami ma bardzo nerwowe chwile i lepiej do nich nie doprowadzać. No i zbiera szpilki. Ma nawet koszulkę z nadrukiem „zapytaj mnie o szpilki”.

„Piekło pocztowe” bardzo przypomina w swym charakterze „Prawdę”, również poczta tak jak i drukarnie gazet przeżywają rewolucje na Dysku. Coraz bardziej przypominają przez to te z realnego świata, ale trzeba pamiętać, że płaska ziemia nadal jest miejscem magicznym, a jej mieszkańcy bardzo lubią jak dzieje się coś nowego, bo może będą jakieś ofiary.

Humor w powieściach Terry’ego Pratchetta też przeszedł znaczną ewolucję pod względem jego pierwszych powieści. Nie brak gier słownych, nie brak humoru postaciowego i sytuacyjnego, ale wszystko to przesycone jest inteligentnym cynizmem i ironią. Wielki Pień to odbicie wszystkich wielkich korporacji w naszym świecie, które nie dbają o drobnych pracowników. A na poczcie oczywiście muszą pracować kobiety, które jeśli za bardzo się uśmiechają (tzn. jeśli kącik ust im drgnie do góry) muszą najeść się cytryn by mieć odpowiednią minę. Dzięki tym analogiom jak i nawet odrobinie czarnego humoru „Piekło pocztowe” czyta się bardzo dobrze i szybko.

Warto wspomnieć, iż chociaż „Piekło pocztowe” nie należy do żadnego ze znanych serii osadzonych w Świecie Dysku, to losy Moista Von Lipwiga doczekały się kontynuacji w niewydanej jeszcze w naszym kraju książce, której oryginalny tytuł brzmi „Making Money”.

Podsumowując, można śmiało stwierdzić, że „Piekło pocztowe” to bardzo przyjemna w odbiorze lektura. Nie jest ona jednak, jak mogłoby się wydawać, łatwa, prosta i przyjemna, a zatem płytka. Wręcz przeciwnie. Zapewne niejeden z czytelników odkryje jak wiele mądrości płynie z ironicznych na pozór żartów.

Ocena: 8/10

Tytuł: „Piekło pocztowe”
Tytuł oryginału: „Going Postal”
Autor: Terry Pratchett
Seria: Świat Dysku
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka ,
Data Wydania: Wrzesień 2008
ISBN: 978-83-7469-849-8
Liczba stron: 360
Cena: 29,90

Dyskusja