Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Lot żywych trupów”

Żywe trupy to nad wyraz wdzięczny temat do filmowania. Świadczą o tym obrazy wydawane na przestrzeni lat przez George’a A. Romero oraz przez twórców zainspirowanych jego twórczością. Był ich świat, była noc, była też ich ziemia. Wszystko wskazuje na to, że opanowanie ziemi to dla zombiaków za mało. Najlepszym tego dowodem jest film Scotta Thomasa, zatytułowany „Lot żywych trupów”.

[img=right]http://bestiariusz.pl/_images/filmy/obrazki/planedead1111.jpg[/img]Szalony naukowiec, doktor Lucas Thorp, wynalazł środek umożliwiający wskrzeszenie martwego człowieka. Chcąc zaprezentować efekty swych badań we Francji, przemyca na pokład lecącego do Paryżu samolotu trumnę ze zwłokami młodej kobiety. Nie informuje nikogo, że trumna zawiera zmutowanego, śmiertelnego wirusa, który nie dość, iż ożywia martwe ciała, to niegdysiejszych ludzi przemienia w potworne, opętane żądzą krwi kreatury. Lecąc podczas burzy, samolot wpada w turbulencję. Podczas jednego ze wstrząsów pojemnik z trumną otwiera się, odkrywając zwłoki. Ożywiona kobieta zaraża wirusem pilnującego ją strażnika. Wkrótce wszyscy podróżni będą musieli zmierzyć się z armią ożywieńców.

Przede wszystkim należy zauważyć, że „Lot żywych trupów” to kino grozy klasy B. Bardzo dobre kino klasy B, jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało. A co za tym idzie, film adresowany jest do konkretnego widza. Zawiedzie wszystkich tych, którzy oczekiwali czegoś ambitniejszego, bądź przynajmniej obrazu na miarę dzieł Romero. To nie ten poziom. „Lot żywych trupów” to klasyczny przykład rozrywkowego kina grozy, mającego dostarczać widzowi frajdy, a nie zmuszać go do jakichkolwiek refleksji.

Od strony technicznej „Lot żywych trupów” prezentuje się dość przeciętnie. Gra aktorów jest niezła, ale nie powala. David Chisum jako Thurman Burrows jest nawet przekonujący, podobnie jak aktorzy wcielający się w czwórkę nastoletnich pasażerów. Żaden z nich jednak nie ma większego filmowego dorobku, a nawet jeśli, to są to raczej role w niszowych, mało znanych produkcjach, takich jak ta. Tym bardziej cieszy fakt, że swoich bohaterów – mimo, że epizodycznych – odegrali naprawdę nieźle. Jedynym znanym mi dobrze aktorem z „Lotu żywych trupów” jest Erick Avari, człowiek, który przygodę z aktorstwem rozpocząłem już w latach sześćdziesiątych. Znany z ról w takich produkcjach jak „Gwiezdne wrota”, „Mumia”, „Daredevil” czy „Planeta małp”, w „Locie żywych trupów” jednak nie pokazuje nic rewelacyjnego.

Ciężko jednoznacznie ocenić ścieżkę dźwiękową. Wykorzystano tu szereg różnych utworów. Poza typowymi, instrumentalnymi kawałkami, twórcy pokusili się o odrobinę hard-rocka, który idealnie sprawdza się w scenach strzelanin. Jakkolwiek owe cięższe brzmienia trafiły w mój gust, to wspomniana „klasyczna” filmowa muzyka, wydała mi się bezpłciowa i niezbyt dobrze dopasowana.

Czas na esencję, czyli tytułowe żywe trupy, ich wykonanie, oraz zastosowanie efektów specjalnych. Zombiaki prezentują się dość standardowo. To pokraczne, nieco komiczne, opętane żądzą krwi istoty, o rozczochranych włosach i wielkich, zielonych źrenicach. Słowem – typowe zombiaki, jakich tysiące widzieliśmy już w podobnych produkcjach. Niemniej jednak, sceny, w których się pojawiają, zostały bardzo dobrze nakręcone i zmontowane. Efektów specjalnych jest tutaj jak na lekarstwo, a liczne strzelaniny stworzono z dużą dbałością o detale – zdecydowany plus.

„Lot żywych trupów” to jeden z ciekawszych horrorów klasy B, jakie przyszło mi w ostatnim czasie obejrzeć. Idealny wprost na wieczór spędzony ze znajomymi o podobnych filmowych upodobaniach, którym nie będzie przeszkadzać dystans, z jakim twórcy podeszli do własnego dzieła. Nie zabrakło dowcipu – choćby zombie przebijane na wylot parasolem, czy zakonnica kopiąca umarlaka glanem. Jest też miejsce na kilka nielogiczności, spośród których mistrzostwem świata było zdetonowanie na pokładzie bomby-samoróbki bez szkody dla samolotu. Jeśli komuś nie przeszkadzają takie gagi, a wręcz przeciwnie, lubi się z tego typu banałów pośmiać – „Lot żywych trupów” jest filmem dla niego.

Ocena: 6/10*

Tytuł: Lot żywych trupów
Tytuł oryginału: Flight of the Living Dead – Outbreak on a Plane
Reżyseria: Scott Thomas
Scenariusz: Scott Thomas
Muzyka: Nathan Wang
Czas trwania: 89 minut
Data premiery: 2007-04-06
Kraj: USA
Obsada: David Chisum, Kristen Kerr, Kevin J. O’Connor, Richard Tyson, Erick Avari

* miłośnicy kina grozy klasy B mogą dodać do oceny dwa dodatkowe oczka

Ocena: 6/5

Dyskusja