Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zabawy w czasie – recenzja komiksu „Podróże smokiem Diplodokiem”

Jak tu ocenić dzieło, które należy do kanonu gatunku? Pisać źle przecież nie wypada. Nie za bardzo zresztą można. W końcu nie bez powodu się tam znalazło. Z drugiej strony – pisać dobrze? Ile można? Inaczej się jednak nie da, zwłaszcza jeśli ma się do czynienia z takim twórcą jak Tadeusz Baranowski.

„Podróże smokiem Diplodokiem” nie są więc łatwe do zrecenzowania. Po prostu trudno do czegokolwiek się tu doczepić. A jeśli nawet to jest to czepianie się na siłę. Komiks jest bez wątpienia wart poznania. Szczególnie młodsi czytelnicy powinni po niego sięgnąć, bo mimo tego, że twórczość Baranowskiego trafi do osoby w każdym wieku, to jednak dzieciom album sprawi największą radochę. Jego lżejszy charakter, w porównaniu z poprzednimi tomikami, daje się odczuć już od pierwszych stron.

Album ma dwóch głównych bohaterów. Jednak tym razem nie są to ani Kudłaczek i Bąbelek, ani profesorek Nerwosolek i jego asystentka Entomologia, chociaż ta druga para pojawia się w komiksie jako postacie drugoplanowe. „Podróż smokiem Diplodokiem” to gra na pierwsze skrzypce czarnoksiężnika – lorda Hokus-Pokus. Towarzyszyć mu zaś będzie tytułowy smok Diplodok (dla przyjaciół Dodek) – dinozaur posiadający umiejętność latania i przenoszenia się w czasie i przestrzeni.

W „Antresolce” czarnoksiężnik chciał przejąć kontrolę nad historyjką. Również tym razem sprawi autorowi trochę kłopotów i wyruszy na spotkanie przygód takich, które sam wymyśli. Baranowski standardowo puszcza oko do czytelnika „uświadamiając” bohaterów swojego komiksu. Jak zwykle sporo tu nawiązań do innych utworów, legend i tradycji. Pojawia się między innymi Baba Jaga i jeden z krasnoludków z opowieści o sierotce Marysi (właściwie to Gburek z Królewny Śnieżki). Oprócz przenoszącego się w czasie Diplodoka poznamy też jego rodzinę, dziadków, wujków, babcie i ciocie czyli całą gadzią menażerię. Prehistoryczne olbrzymy często pojawiały się w literaturze światowej. Najlepszym przykładem „Zaginiony Świat” Arthura Conana-Doyle`a czy „Park Jurajski” Crichtona. W polskich utworach nie było ich jednak zbyt wiele. Tym bardziej warto przyjrzeć się temu, jak Baranowski przedstawił dinozaury. Albumu nie należy jednak traktować jako źródła wiedzy o nich, a inspirację do pogłębiania wiedzy. Jest tu bowiem trochę przekłamań.

Jak zwykle u Baranowskiego, komiks opiera się na grze abstrakcyjnych skojarzeń – głównie językowych. Żarty bawią jak zawsze, chociaż – to subiektywne odczucie – trochę mniej niż w poprzednich komiksach. Niektóre przygody sprawiają też wrażenie na siłę rozciągniętych. Mniej tu też zabaw z kadrami i bardziej swobodnego potraktowania materii komiksu. Czytając można odnieść wrażenie braku nowych pomysłów i świeżości. Tylko czy to naprawdę jest wada? Chyba nie, bo komiks i tak kończy się zbyt szybko.

Jak do tej pory album miał trzy wydania. Pierwsze i drugie ukazały się nakładem Młodzieżowej Agencji Wydawniczej w 1986 i 1988 roku. Po raz trzeci komiks został wydany w 2005 roku pod szyldem wydawnictwa Manzoku. Ukazał się ze zmienioną, twardą okładką. Niektóre plansze zostały narysowane od nowa, inne, wydane wcześniej przez Młodzieżową Agencje Wydawniczą, tylko poprawione.

Dyskusja