Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Militarnego SF ciąg dalszy – recenzja książki „Zaginiona flota: Nieustraszony”

Mówiąc o wojsku, często zapomina się, że nie jest to jeden, wielki organizm. Gdy ścierają się ze sobą dwie armie, często zapomina się, że w istocie jest to zbiorowisko ludzi. Każdy człowiek to odrębna indywidualność, posiadająca własne cele i ambicje, często niespełnione. Mimo to mogą one wpłynąć na los całej armii. Z tym zagadnieniem musi zmierzyć się bohater powieści Jack’a Campbella, John „Black Jack” Geary, w drugim tomie cyklu o Zaginionej Flocie, pt. „Nieustraszony”.

Po wydarzeniach, opisanych w pierwszym tomie serii, pojawia się dodatkowy problem do rozwiązania, groźniejszy niż tylko wrodzy Syndycy. Wewnątrz armii ujawniają się przeciwnicy znacznie większego kalibru, tacy, z którymi ciężko jest prowadzić otwartą walkę za pomocą dział i rakiet. Są to starzy oficerowie, niezadowoleni z nowego dowódcy.
Ponadto coraz więcej szczegółów świadczy o tym, że oprócz Sojuszu i Syndyków, w konflikt może być zamieszana trzecia, „nieludzka” strona.Nadaje to całej historii dreszczyku emocji i niepewności. Dzięki temu powieść staje się coraz bardziej interesująca. W pierwszym tomie fakt ten był tylko zasygnalizowany, w „Nieustraszonym” jest za to znacznie rozbudowywany.

Do grona postaci, które czytelnik zdążył poznać w „Nieulękłym”, autor dodaje nowe, ciekawe archetypy. Z obozu pracy Syndyków zostaje wyswobodzony „Waleczny Falco”. Ten zagorzały, fanatyczny żołnierz napsuje sporo krwi „Black Jackowi” swoją przewrotną pomysłowością.
Warto także wspomnieć osobę Viktorii Ronie, którą czytelnik ma okazję znacznie lepiej poznać, także od strony jej kobiecej natury.

W porównaniu do „Nieulękłego”, w drugim tomie Campbell zdołał wygospodarować odrobinę miejsca na humor i ironię. Postawy bezmyślnie zapatrzonych we własną ścieżkę kariery starych wiarusów i młodych oficerów- pyszałków aż proszą się o odpowiedni komentarz. Jest on przedstawiany najczęściej w myślach głównego bohatera powieści.
Opisy starć w przestrzeni kosmicznej również przeżyły swoistą metamorfozę. Dzięki przybliżeniu czytelnikowi fachowej terminologii, używanej podczas starć i przy wydawaniu komend, odbiór przebiegu walki staje się jeszcze bardziej plastyczny niż w pierwszej części „Zaginionej Floty”.

Mimo że początkowo mogłoby się wydawać, że drugi tom może być tylko nic niewnoszącą kontynuacją poprzedniczki, to w świetle wyżej przytoczonych argumentów, można śmiało stwierdzić, że tak nie jest. „Nieustraszony” to nadal wspaniała space-opera, która potrafi zaintrygować i wciągnąć czytelnika, serwując mu to, co zdążył już polubić w poprzedniej części, a także zaoferować nowe smaczki. Po zakończeniu lektury wypada mieć więc nadzieję, że trzecia część postawi poprzeczkę jeszcze wyżej.

Ocena: 4/5

Dyskusja