Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Szpony Lorda Sith – recenzja komiksu „Star Wars: Dziedzictwo. Smocze Szpony”

Można zarzucać Gwiezdnym Wojnom, że wraz z każdą kolejną grą, książką czy komiksem uniwersum rycerzy Jedi coraz bardziej przypomina telenowelę. Zdarzają się jednak takie historie, które wybijają się ponad przeciętną. Doskonałym przykładem na to może być dziejąca się 130 lat po „Powrocie Jedi” seria: „Dziedzictwo”.

W opowieści tej Cade, potomek Luke’a Skylwalkera, staje przed zadaniem odbudowania zakonu Jedi, który za sprawą zdrady znowu stanął na krawędzi zagłady. Problem jednak w tym, że bohater mimo nienawiści do Sithów, którzy zabili mu ojca, darzy antypatią także rycerzy. Decyduje się jednak podjąć wyzwanie.

W odróżnieniu do drugiego wydanego w Polsce tomu, „Okruchy”, gdzie w krótkich rozdziałach czytelnik miał okazję poznać losy pobocznych bohaterów, w „Smoczych Szponach” fabuła wraca na właściwe tory i skupia się z powrotem na postaci prawnuka Skylwalkera. Cade, decydując się na samotną wyprawę na opanowaną przez Sithów planetę-stolicę galaktyki, Coruscant, daje się skusić ciemnej stronie mocy.

Historia przedstawiona w „Smoczych Szponach” skonstruowana jest w sposób ciekawy i przemyślany. Nie brak w niej typowych dla space opery wątków przygodowych i kosmicznych batalii. Jest tu także miejsce dla zagadek i akcji szpiegowskich rodem z filmów sensacyjnych. Nie brak wartkiej akcji, nagłych zwrotów sytuacji na polu walki, czy błyskotliwych forteli szpiegowskich. Wszystkie te niuanse scenariusza komiksowego to tylko plusy. Mimo że informacji pozornie może wydawać się za dużo, opowieść przedstawiona jest w sposób klarowny i łatwo przyswajalny.

Mimo tego, że główny wątek skupia się na dalszych losach Cade’a Skylwalkera, nie brak w trzecim tomie „Dziedzictwa” retrospekcji. To dzięki nim czytelnik może poznać historię Darth Krayta – głównego, czarnego charakteru. Jest ona nie tylko w pełni spójna z innym komiksem duetu twórców „Dziedzictwa” – komiksem „Za linią wroga” (polskie wyd. „Star Wars – Komiks 3/09), ale i całością wątków fabularnych na przestrzeni 130 lat od „Powrotu Jedi” wykreowanych w Expanded Universe. Rzecz ta ucieszy wielu fanów, którzy zwracają uwagę na detale i spoistość ich ulubionego świata.
Na pierwszy plan wybija się także inna postać – agentka imieniem Corde, która – jak mieliśmy szanse się dowiedzieć z poprzedniego tomu – jest matką Cade’a. Jej historia może się okazać bardziej zaskakująca niż wspomnianego wyżej Mrocznego Lorda.

Od strony graficznej komiks prezentuje się znacznie lepiej niż jego poprzednia część. Odpowiedzialność za warsztat plastyczny na stałe przejął Jan Duursema. Jego warsztat to czysta, klasyczna komiksowa kreska. Plastyk wyraźnie zaznacza kontury jednocześnie dbając, aby nadmiar detalu nie zanieczyścił całego obrazu. O planszach już na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że prezentują wszystko to, co miłośnicy komiksów umiłowali przez te wszystkie lata. Choć kolory zostały nałożone w sposób tradycyjny – tuszem – to widać tu i ówdzie delikatną ingerencję komputerowej obróbki graficznej. Nie ma tu jednak nadużyć, bo technika ta została wykorzystana tylko po to, by podkreślić na przykład efekty świetlne albo wybuchy.

Trzeci tom serii „Dziedzictwo” prezentuje się zdecydowanie najlepiej z dotychczas wydanych albumów w serii. Nie brak w nim bardzo dobrych stron, a to przecież ważne dla czytelników. Należy mieć tylko nadzieję, że następny tomik zapowiadany na sierpień 2009 roku, utrzyma poziom wyznaczony przez „Smocze Szpony”.

Dyskusja