Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Nocny pociąg z mięsem”

Nieczęsto spotyka się dzisiaj oryginalne filmy grozy. Jeszcze trudniej o obrazy gore, które poza dużą dawką krwi i latających na wszystkie strony wnętrzności, zaoferować mogą całkiem przyzwoitą, nietypową rozrywkę. Takim niecodziennym horrorem jest „Nocny pociąg z mięsem” w reżyserii Ryuhei Kitamury.

Leon Kaufman jest nowojorskim fotografem, który postanowił, że w swoich zdjęciach ukaże prawdziwe oblicze miasta. Robi zdjęcia za dnia i w nocy, ukazując piękno metropolii, jak i rzeczy, o których każdy mieszkaniec wolałby nie wiedzieć. Kiedy jego prace zyskują zainteresowanie właścicielki jednej z najważniejszych nowojorskich galerii, Leon postanawia, że zbliżającej się wystawie zaprezentuje fotografie ukazujące ciemną stronę ludzkiej natury. Szukając inspiracji, podczas podróży nocnym pociągiem staje oko w oko z seryjnym mordercą o imieniu Mahogany. Zabójca zostaje nieświadomym modelem Leona, jednak wkrótce zdaje sobie sprawę, że ktoś go śledzi. Kiedy w sprawę zostaje uwikłana dziewczyna Kaufmana, Maya – rozpoczyna się batalia o życie, która zaprowadzi ich do samego piekła.

„Nocny pociąg z mięsem” inspirowany jest opowiadaniem Clive’a Barkera. Jeśli jest się fanem jego twórczości, to wystarczająca rekomendacja, by czym prędzej sięgnąć po najnowsze dzieło Kitamury. Wiadomo doskonale, jak specyficzna jest proza Barkera. Wszechobecne zło, nieustanne poczucie zagrożenia, zainteresowanie Piekłem i demonologią to charakterystyczne cechy jego twórczości, których nie brakowało do tej pory na szklanym ekranie (choćby „Hellraiser”), a które pojawiają się także w „Nocnym pociągu z mięsem”. Szczególnie objawia się to w końcowych scenach, które dla widza nie znającego literackiego pierwowzoru, są iście przerażającym zaskoczeniem.

Oprócz mrocznego nastroju i atmosfery niepokoju, film oferuje widzowi także liczne sceny morderstw. Twórcy wykazali się dużą inwencją – nie brakuje widoków, mogących zniesmaczyć nawet doświadczonych miłośników horroru. Jak stwierdził mój towarzysz seansu – „ludzi zrównano tu z trzodą czy bydłem”, i nie ma w tych słowach ani trochę przesady. Nie byłoby to do tego stopnia przerażające, gdyby nie doskonała kreacja Mahogany’ego, w którego wcielił się niezbyt znany Vinnie Jones. Jako wiecznie milczący, bezlitosny i posłusznie wykonujący narzucone zadania rzeźnik, wypada niezwykle przekonywająco. Efektu dopełniają jego potężna postura i wyraz twarzy, z którego niezmiennie bije chłodna obojętność.

Poza Vinnim Jonesem, w „Nocnym pociągu z mięsem” pojawia się tak naprawdę dwoje znaczących aktorów, pozostali członkowie obsady tworzą drugi plan i pojawiają się co najwyżej w kilku scenach. Leon Kauffman odegrany przez Bradley’a Coopera wypada naprawdę dobrze, jego gra pozbawiona jest właściwie jakichkolwiek niedociągnięć. Pewnych błędów nie ustrzegła się natomiast Leslie Bibb, odtwórczyni Mayi, jednak i ona w gruncie rzeczy poradziła sobie z powierzoną rolą. Generalnie, aktorstwo w „Nocnym pociągu z mięsem” prezentuje przyzwoity poziom. Nikt nie zasłużył na Oscara, ale z drugiej strony – trudno mieć większe zastrzeżenia wobec któregokolwiek z aktorów. Nie inaczej jest z muzyką i udźwiękowieniem – mroczne nuty idealnie komponują się ze scenami na ekranie i odgrywają znaczną rolę w budowaniu napięcia.

Ogólnie rzecz biorąc, „Nocny pociąg z mięsem” to jeden z ciekawszych filmów grozy, jakie przyszło mi w ostatnim czasie zobaczyć. Nie jest to dzieło na skalę światową, ale zdecydowanie ma w sobie coś, co czyni je bardziej wartościowym od filmów grozy, które pojawiły się na ekranach polskich kin w ciągu minionych kilku miesięcy. Jeśli więc jesteś miłośnikiem twórczości Clive’a Barkera, bądź lubisz horrory, w których mroczny nastrój przeplata się ze scenami gore – film Nakamury z pewnością przypadnie Ci do gustu.

Ocena: 4/5

Dyskusja