Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Archetyp Wikinga – recenzja komiksu „Thorgal. Tom 1. Zdradzona czarodziejka”

Każda opowieść ma gdzieś swój początek. Ta zaczyna się na dalekiej północy, w skutej lodem i smaganej przez mroźne wichry okrutnej krainie wikingów. Dodajmy: zaczyna się jak u Hitchcocka – prawdziwym trzęsieniem ziemi, bo jak inaczej nazwać próbę uśmiercenia głównego bohatera już na pierwszej stronie?

Bohater ten – Thorgal – zostaje bowiem przytwierdzony łańcuchami do kamienia ofiarnego i tym samym skazany na pewną śmierć. Wkrótce pochłonie go przypływ, a wszystko przez to, że ośmielił się pokochać córkę Gandalfa Szalonego – króla wikingów. Wybawienie przychodzi z rąk rudowłosej kobiety z wyłupionym okiem. Zanim jednak uwolni Thorgala, ten musi obiecać, że przez rok będzie jej służyć. Czego pragnie, kim jest i jakie są jej plany? Tego nasz bohater szybko się dowie, a kontynuację tej historii znajdziemy w drugim tomie przygód Thorgala.
To jednak nie jedyna opowieść, przedstawiona w albumie. Druga przenosi nas w góry północy, do tajemniczej krainy pod lodowcem – miejsca, w którym czas płynie wolniej. Trzy siostry tu uwięzione zaopiekują się wojownikiem. Dwie spróbują go zatrzymać, trzecia pomoże uciec. Opuszczenie sanktuarium będzie jednak miało tragiczny skutek.

Choć obydwa scenariusze nie są szczególnie skomplikowane, a niektóre rozwiązania mogą trącić sztampą i są zbyt dużymi uproszczeniami, to rekompensuje to wartka akcja. W pierwszej opowieści nie ma chwil przestoju, a czytelnik cały czas utrzymywany jest w napięciu. Druga jest mniej dynamiczna, ale i przy niej nie można się nudzić.

Siłą komiksu są dobrze zarysowane postacie bohaterów – wiarygodne i charakterystyczne zarazem. Mimo że przy ich tworzeniu Van Hamme wykorzystał typowe stereotypy, to sprytnie je przetworzył. Postacie te mają przy tym sensowne motywacje i nie są jednoznaczne. O ile Thorgal jeszcze się specjalnie nie wyróżnia – jego mocny kręgosłup moralny i wstręt do przemocy są ledwie zasugerowane – to Gandalf nie jest tylko i wyłącznie okrutnym i głupim wrogiem głównego bohatera. Również Aaricia nie gra standardowej roli kobiety, którą trzeba ratować i do której bohater wraca po skończonych przygodach. Tak samo jest w przypadku rudowłosej, tytułowej zdradzonej czarodziejki, która nie jest szlachetną, krystaliczną wybawicielką. Charakter postaci nie jest jednak tak wyraźnie zaakcentowany jak w późniejszych albumach serii.

Podobnie jest z tematyką opowieści. Kwestie podejmowane w pierwszej historii dotyczą zemsty, lojalności i honoru. W drugiej, zatytułowanej „Prawie raj…”, mowa o pragnieniu wolności i szczęścia. To także zderzenie dwóch światów i przestroga przed dążeniem do celu, bez zważania na konsekwencje. O pierwotnym sukcesie komiksu zadecydowało jednak umieszczenie akcji na dalekiej północy i naszpikowanie jej elementami kultury nordyckiej. Okrutni wikingowie, skrzaty, demony, czarodziejki zawsze byli nośnym i fascynującym tematem.

Graficznie album jest typowym przedstawicielem europejskiej szkoły rysunku z lat 70-80. Przypomina przy tym inne, późniejsze dzieło Van Hamme`a – XIII. Rysunki są jednak bardziej ekstrawaganckie, a kadrowanie bardziej odważne. Rosiński potraktował tła z dużo mniejszą dbałością o szczegóły niż sylwetki i twarze bohaterów. Choć nie brakuje im dynamiki, obrazki są jednak stosunkowo proste. Podkreśla to surowość krain północy i znakomicie komponuje się z chłodną kolorystyką komiksu. Warto też zwrócić uwagę na charakterystyczne wykorzystanie dominant barwnych w kadrach, dodatkowo determinujących atmosferę wydarzeń.

„Zdradzona czarodziejka” jest dobrym początkiem dla całej sagi. Pierwszy album, mimo pewnych niedociągnięć, wciąga i jest satysfakcjonującą lekturą. To udany debiut duetu Van Hamme/Rosiński i znakomity wstęp do kolejnych przygód. Poza tym to klasyk, który przeczytać po prostu trzeba.

Dyskusja