Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ikony SF część 1: Rutger Hauer

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie ponowne obejrzenie kultowego dzieła Ridleya Scotta „Łowca Androidów”. Przypomniałem sobie genialną kreację Rutgera Hauera, aktora, który dzięki swojemu kunsztowi scenicznemu oraz nietuzinkowej aparycji stał się ikoniczną wręcz postacią science-fiction. W historii kina jest kilka takich postaci, niektóre zostały już zapomniane, inne grają do dziś. Opowiem o mojej prywatnej liście bohaterów s-f.

Rutger Hauer

Ten holenderski aktor, urodzony w 1944 roku w małym portowym miasteczku, wcielił się w postać zbuntowanego androida Roya Batty w „Blade Runnerze” (rok produkcji 1982). Jego zimne spojrzenie elektryzowało, chłodna analiza danych, przez doskonale skonstruowaną sztuczną inteligencję – porażała dokładnością. W kreacji tej trudno było dostrzec, czego jest więcej: robota czy człowieczeństwa. Lekko ironiczny uśmiech towarzyszył mu cały czas, jakby był zdziwiony i rozbawiony otaczającym go zepsutym światem. Uśmiech zniknął na chwilę, kiedy mordował swojego Stwórcę, J. F. Sebastiana. Hauer w sposób perfekcyjny ukazał wewnętrzne rozdarcie między ludzką częścią natury, a maszyną. Motyw ten poruszany jest w kinematografii co jakiś czas, a chyba najbardziej znanym przykładem jest „Ghost in the Shell” Mamoru Oshii. Drugim jest „Ja, Robot” na podstawie opowiadania Isaaca Aasimova. Ciekawostką jest podobieństwo głównego bohatera „GiTS” czyli Batou do Hauera – efekt zamierzony autorów czy przypadek?

Mottem korporacji Tyrell, która była producentem replikantów, było „Bardziej ludzcy niż ludzie” i coś w tym jest, gdyż roboty czuły, przeżywały emocje, pragnęły. Wirtuozerię H. możemy podziwiać oczywiście również dzięki świetnemu scenariuszowi i reżyserii. Ridley Scott, adaptując dzieło Philipa K. Dicka, „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”, skupił się na moralnych rozterkach bohaterów. Jego zamiarem nie było stworzenie sztampowego kryminału w egzotycznych plenerach L. A. 2019 roku, lecz dzieła bardziej refleksyjnego. Udało mu się zrobić coś więcej – obraz absolutnie kultowy, wręcz filozoficzny, a perłą świecącą wyjątkowo jasno jest właśnie Rutger Hauer. Główną postacią jest wprawdzie łowca androidów, Rick Deckard, w którego wcielił się Harrison Ford, lecz moim zdaniem to Hauer został królem tej sztuki.

Od czasu sukcesu w „Łowcy androidów” Rutger Hauer wystąpił w kilkudziesięciu innych, mniej lub bardziej udanych produkcjach. Niestety, wiele z nich zostało bezlitośnie skrytykowanych, lecz fani cyberpunku i s-f z pewnością zapamiętali takie obrazy jak „Omega Doom”, „Krew bohaterów”, „W mgnieniu oka”, „Obroża”, „Śmierć w gigabajtach” czy z nowszych, epizody w „Sin City” i „Batman: Początek”. Należy tu również wspomnieć o kreacji psychopatycznego mordercy w filmie Roberta Harmona „Autostopowicz”, który do dziś uważany jest za kanon thrilleru. O niektórych filmach wolałbym zapomnieć, jak np. „Dracula 3: Dziedzictwo” (Hauer odegrał tytułową postać księcia ciemności), jednak nie przez wspomnianego aktora, a przez całokształt beznadziejności.

Moim zdaniem Hauer nie miał szczęścia w wielkim kinie, w ostatnich czasach rzadko można go zobaczyć na dużym ekranie, nie licząc drobnych ról drugo- i trzecioplanowych. Żałuję i mam nadzieję, że będzie miał jeszcze swoją drugą młodość, jak chociażby Clint Eastwood, który jako reżyser i aktor odrodził się na początku naszego wieku. Nie wiem niestety, czy filmy z gatunku fikcji naukowej stały się jego przekleństwem, czy też błogosławieństwem. Może gdyby nie rola androida w dziele Ridleya Scotta, dzisiaj byłby drugim Nicholsonem. Jedno wiem na pewno: Rutger Hauer swoimi rolami wpłynął na świadomość milionów ludzi na całym świecie. Kiedy myślę o epokowych dziełach s-f, widzę jego chłodną twarz, mrożące spojrzenie i charakterystyczne platynowe włosy…

Dyskusja