Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wybaczać nie jest łatwo – recenzja książki „Aby przebaczyć”

Najtrudniej w życiu pisać o sprawach najprostszych i o tych, które dotyczą silnych emocji. Łatwo wtedy o potknięcie, przesadną tkliwość lub wręcz przeciwnie – nadmierną szorstkość. Kłopotem bywa również zbyt skomplikowane omawianie tematu, ale największym problemem jest zbanalizowanie opowieści. Urszula Ledzewicz w powieści „Aby przebaczyć” ten błąd, niestety, popełniła.

A szkoda, bo historia opowiedziana w książce miała spory potencjał. Przedstawia ona losy Marty Borowskiej, która z powodu rodzinnej tragedii i wydarzeń z przeszłości, decyduje się na emigrację do Stanów. Także i tam długo będzie czekać na upragnioną stabilizację, a ukojenia i spokoju ducha doświadczy dopiero, gdy będzie w stanie wybaczyć. Komu i za co niech czytelnik odkryje już sam. Odbieranie mu okazji do tego, byłoby odbieraniem części przyjemności z lektury. To właśnie wokół motywu wybaczania koncentruje się oś fabuły. Autorka stara się jednak, by temat wypłynął dopiero na końcu, choć do samego aktu wybaczenia przygotowuje fabułę już wcześniej.

Opowieść toczy się w realiach Polski okresu PRL. Autorka zgrabnie zarysowała paradoksy starego systemu i problemy z jakimi musieli się wówczas mierzyć przeciętni obywatele. Później akcja przenosi się do Stanów. Tu również ciekawie zostały opisane losy Polaków na emigracji. Pojawiają się również retrospekcje i wspomnienia z czasów wojny. To zresztą historia rodziców Marty w tym okresie jest otwarciem dla fabuły, która swój finał ma już w wolnej Polsce. Warto przy okazji zauważyć i docenić to w jaki sposób autorka spina powieść klamrą, która dowodzi że historia kołem się toczy.

Skoro więc fabularnie jest dobrze, to co sprawia, że „Aby przebaczyć” jest mało porywającą lekturą? Są to dwie rzeczy. Pierwsza z nich to strywializowanie tematu. Autorce, o czym już wyżej wspomniano, nie udało się uniknąć banału. Ponadto cała historia jest opowiedziana zbyt prosto i zbyt przewidywalnie. Postacie mogą również sprawiać wrażenie jednowymiarowych, choć prawdą jest również, że bohaterowie, zwłaszcza ojciec Marty – funkcjonariusz SB – mogą być poddawani różnym ocenom.

Głównym powodem jest jednak język i samo podejście do tematu, miejscami ckliwe, ocierające się o romansidło, a miejscami wprowadzające wątki kryminalne, czy sensacyjne, tak jakby autorka nie do końca wiedziała jaką konwencję przyjąć. Dramatyzmu nie brakuje i owszem, ale wszystko to czyta się jak czyjś pamiętnik, co niekoniecznie jest zaletą. Warto przy tym zauważyć, że książka sprawia wrażenie autentyzmu – częściowo jest to pewnie spowodowane faktem, że zawiera ona wątki autobiograficzne i prawdziwe, choć fabularnie przetworzone wydarzenia i historie.

Wracając do języka: problemem nie jest to, że autorka pisze mało zgrabnie, zawile czy niezrozumiale. Kłopot w tym, że choć język jest poprawny, to nie urzeka. Jeśli ktoś czytał Coelho – zrozumie. Pozostałym musi wystarczyć uwaga, że mówienie o rzeczach oczywistych jest sztuką, która musi uwodzić. Tu niestety brak tego elementu. Autorka zresztą przedstawia nam te prawdy, niejako podając je na talerzu. Mimo to, w powieści jest kilka ciekawych zabiegów narracyjnych (chociażby w prologu), które mogą zainteresować chociażby Mistrzów Gry w późniejszych opisach na sesji.

Najprawdopodobniej jednak tematyka i sama opowieść miłośników fantastyki nie zaciekawią. Sięgnąć mogą po nią za to ci, których interesuje temat przebaczenia i losy polskich emigrantów na Jackowie w Chicago. O ile nie będą zbyt wymagający i wybredni powieść może im się spodoba. Mimo pewnych wad czyta się ją w końcu szybko i przyjemnie.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja