Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Katastrofa debiutu – recenzja komiksu „Barbarzyńcy. Tom 1. Klątwa”

Wydawnictwo Egmont wydaje nie tylko prace uznanych i szanowanych na całym świecie twórców komiksowych, którzy osiągnęli już wiele w tej dziedzinie sztuki. Wydawcy chcieli dać także szanse młodym rysownikom i scenarzystom, którzy dopiero wkroczyli na rynek wydawniczy. Przykładem może być trio z kieleckiego liceum plastycznego: Janusz Ordon, Rafał Urbański i Norbert Rybaczyk. Tom pierwszy ich dzieła zatytułowany jest „Barbarzyńcy: Klątwa”. Czy jednak dobrze wykorzystali daną im przez los szansę?

Album przedstawia nieszablonowe spojrzenie na świat fantasy. W tej rzeczywistości elfy zostały przedstawione w sposób odmienny od ogólnie ustalonego szablonu rasy. Twórcy postawili ich po drugiej stronie barykady. Zrobili z nich zachłanne i mściwe istoty, chcące opanować świat. Za to tępe trolle i smoki okazały się rasami najlepiej współżyjącymi z człowiekiem.

Milena, wnuczka głównego bohatera komiksu, daje się omamić księciu elfów i obiecuje mu pomoc w dokonaniu zemsty na ludziach. Jej dziadek, wraz z dwójką braci dziewczyny, próbują ją odszukać i uratować. Nawet poza bramą światów. Nie dokonają tego jednak sami. Z pomocą przyjdą sędziwy smok i nieco młodszy wampir. Obaj, jak wynika z opowieści, są w niewiadomy sposób spokrewnieni z wyrodną dziewczyną. Drużyna o nietypowym składzie zrobi wszystko, by napsuć krwi elfom.

Komiks z założenia miał być opowieścią heroic fantasy o zabarwieniu humorystycznym. Jednak to absolutnie nie sprawdziło się w tym przypadku. Żarty humorystyczne i postaciowe wydają się bardzo naciągane i stworzone na siłę. Jedyny śmieszny moment to chwila, kiedy wampir, przygotowując się do bitwy, myje zęby. Cała reszta gagów okazuje się niewypałami i raczej nudzi niż śmieszy.

Podobnie ma się rzecz z całą fabułą. Wydaje się ona skonstruowana na siłę, bez głębszego sensu czy polotu. Ot kolejna historia o bohaterach ratujących świat przed zagładą. Brak w niej motywów które mogłyby na stałe zainteresować czytelnika. Dotarcie do końca opowieści sprawia wręcz niemałe problemy.

Również rysunek to kolejny minus dla „Barbarzyńców: Klątwy”. Strona graficzna jest przykładem przerostu formy nad treścią. Artysta niewątpliwie bardzo starał się, aby jego prace przykuwały oko. Niestety, proces ten nie do końca się udał. Główny zarzut dotyczy mimiki bohaterów. Miała ona podkreślać dramaturgię wypowiedzi, ale w rezultacie jest sztuczna i odpychająca. Bohaterowie krzycząc wyglądają groteskowo, ich twarze są jak gumowe maski. Również sylwetki postaci w ruchu pozostawiają wiele do życzenia. Na niektórych kadrach postacie wyglądają wręcz jak kiepsko animowane marionetki z powykręcanymi kończynami. W kreacji bohaterów warto zwrócić uwagę na pewien detal: tylko przywódca elfów posiada włosy! Każdy inny jest łysy jak kolano, przez co, w połączeniu z obrzydliwą mimiką i spiczastymi uszami, przypominają bardziej gobliny czy orki niż przystojne i piękne elfy. Może jest to efekt zamierzony? A może tylko przypadek? Tła i kolorystyka to kolejne wady, o których można powiedzieć tylko tyle, że są one ubogie i nieciekawe.

Podsumowując można stwierdzić, że album ten jest raczej nieudaną próbą wykorzystania szansy zaistnienia na polskim rynku komiksowym. Nic też dziwnego, że choć komiks ten ukazał się w naszym kraju kilka lat temu, w 2004 roku, nie doczekał się kontynuacji. Z tego powodu zawarta w nim historia urywa się nagle. Może to i dobrze, bo poznając tom pierwszy od razu mija ochota, by wydać pieniądze na kolejne pozycje z tej serii.

Dyskusja