Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Oszukać Przeznaczenie 4 – 3D”

Jest nadzieja! Naprawdę jest nadzieja, że czwarta część „Oszukać przeznaczenie” jest już tą ostatnią. Moje przypuszczenie opieram na dość ciekawej obserwacji. W przypadku wszystkich poprzednich części, w oryginalnej nazwie zawsze występuje liczebnik określający daną odsłonę, czyli kolejno 1, 2 i 3. W tym przypadku, twórcy nazwali swoje najnowsze dzieło „THE Final Destination”, sugerując, że jest to ostateczna wersja historii. Jednak polski dystrybutor w trosce o widownię dorzucił numer porządkowy, tak dla pewności, żeby nikt nie miał wątpliwości. Obok czwórki postawiono również symbol 3D, co oczywiście oznacza, że film nakręcono z zastosowaniem technologii trójwymiarowej. Jak to wszystko wygląda na ekranie? Posłuchajcie.

[img=right]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/final_dest_1.jpg[/img]Przewodni wątek filmu przetrwał właściwie niezmieniony od czasów części pierwszej, czyli znowu zaczyna się tajemniczą wizją katastrofy, w której w straszny sposób ginie wiele osób. Tym razem grupka przyjaciół wybiera się na tor wyścigowy Nascar, aby obejrzeć ścigające się z zawrotną prędkością samochody. W pewnym momencie Nick ma przebłysk świadomości, nagle widzi eksplozję, a potem roztrzaskane i rozpędzone szczątki pojazdów z impetem wpadające na trybuny, miażdżąc i zabijając jego przyjaciół oraz kilkudziesięciu innych widzów. To było bardzo realne przeżycie, w ostatniej chwili udaje mu się przekonać znajomych i paru przypadkowych ludzi, żeby jak najprędzej opuścili to miejsce. Po kilku sekundach słychać wybuch i przepowiednia spełnia się. Od tej pory śmierć, a właściwie Przeznaczenie, czyha na naszych bohaterów na każdym kroku.

Niestety nie posiadam danych ze sprzedaży biletów, nie wiem jeszcze czy film okazał się finansową klapą, co biegli potrafią przewidzieć po pierwszym tygodniu emisji, czy też może powtórzył sukces sprzed 9 lat, kiedy to wydano „jedynkę”. Jednak najnowsza część, jak już wspomniałem, ma coś, co może przyciągnąć opornych przed ekrany. Magiczny dopisek 3D robi swoje, gdyż sam stałem się jego ofiarą. Mówiąc szczerze dałem się naciągnąć jak dzieciak, gdyż rezerwację w kinie miałem na najnowszą wersję „Ostatniego domu po lewej” (recenzja w przyszłym miesiącu), ale gdy zobaczyłem 3D, postanowiłem zamienić bilety.

[img=left]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/final_destination_2.jpg[/img]Nie żałuję decyzji, a to uczucie zazwyczaj towarzyszy marnym produkcjom, na które dałem się skusić. Efekty specjalne są zdecydowanie najlepsze ze wszystkich części i całkowicie rekompensują dziury w scenariuszu. Można to zauważyć już w pierwszych minutach seansu. Nie ma co się oszukiwać, idąc na film tego typu, każdy spodziewa się wyjątkowo ciekawych scen śmierci i w tej kwestii reżyser nie zawodzi ani przez chwilę. Flaki latają gęsto i często, a krew chyba jeszcze nigdy nie była taka czerwona. W zasadzie jedyną niewiadomą pozostaje, czy postać zginie od ciosu ostrym narzędziem, spłonie żywcem, może się utopi, a może jeszcze inaczej. Dość interesujące podejście do kwestii suspensu. Analogię zauważam w serii „Piła”, lecz tam twórcy silą się na zachowanie logiki fabularnej. Po pięciu kolejnych odcinkach, konia z rzędem dla osoby, która wie, o co tam tak naprawdę chodzi. Wszystko sprowadza się do coraz bardziej udziwnionych egzekucji. Różnica jest taka, że twórcy „Oszukać Przeznaczenie” podchodzą do swojej pracy z jajem, co zdecydowanie widać na ekranie. Nie są to oczywiście dosadne dowcipasy w stylu „American Pie”, ale subtelne znaki dla uważnego widza. Całokształt pomimo pozornie ciężkiej atmosfery, w rzeczywistości jest pastiszem typowego kina dla nastolatków z czasów „Koszmaru minionego lata”.

Scenarzysta idąc prawdopodobnie za namową producentów, pierwszy raz umieścił w skrypcie scenę seksu, a ilość pokazanych trupów jest jeszcze większa niż ostatnio. Cóż, kino prosto z Hollywood na miarę naszych czasów, ale w tym przypadku nie ma to negatywnego wpływu na odbiór – jest krótko i sensownie. Film trwa ledwie 82 minuty, co jest czasem wręcz idealnym dla tego typu produkcji. To taka energetyczna piguła, którą szybko można przełknąć i równie szybko zapomnieć. Utkwiła mi za to w pamięci charakterystyczna już dla serii ciężka muzyka, która przygrywa w agresywnych momentach. Niestety, jeżeli chodzi o grę aktorską, nie do końca mnie przekonała, ale nie narzekam. Mogło być znacznie gorzej. Cieszę się, że twórcy dają szansę młodym aktorom się wykazać, jeszcze przyjdą złote czasy Oscarów i Złotych Globów.

Jeżeli miałbym podsumować czwartą część „Oszukać przeznaczenie”, to powiem, że warto iść na to do kina, zwłaszcza, jeżeli macie dostęp do IMAX. Na konwencjonalnym ekranie oczywiście też można, ale pamiętajcie, że ogląda się to głównie dla efektów. W scenariuszu więcej dziur niż na polskich drogach, aktorzy mogliby się bardziej postarać, a muzyka w sam raz dla fanów rockowych brzmień. Oceńcie sami, ja daję 5/10.

Ocena: 5/10

Tytuł: Oszukać Przeznaczenie 4 – 3D
Tytuł oryginału: The Final Destination
Reżyseria: David R. Ellis
Scenariusz: Jeffrey Reddick, Eric Bress
Muzyka: Brian Tyler
Czas trwania: 82 minuty
Data premiery: 2009-09-04 (Polska), 2009-08-26 (Świat)
Kraj: USA
Obsada: Bobby Canto, Shantel Vensanten, Nick Zano, Haley Webb, Mykelti Williamson, Krista Allen

Ocena: 5/5

Dyskusja