Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Prawo do śmierci”

Od jakiegoś czasu, w salonach prasowych można znaleźć sprzedawane za kilkanaście złotych filmy z serii „Mistrzowie Horroru”. Cykl chlubi się tym, że w każdej odsłonie, na DVD znajdują się dwie miniprodukcje w reżyserii największych gwiazd kina grozy. Mimo to, poziom ich jest bardzo zróżnicowany, od tak zwanych perełek, po niegodne uwagi gnioty. „Prawo do śmierci” – jeden z takich filmów, nakręcony przez Roba Schmidta (tego samego, który kilka lat wcześniej odpowiedzialny był za „Drogę bez powrotu”) należy bez wątpienia do tej pierwszej grupy.

[img=right]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/right_to_die.jpg[/img]Młode małżeństwo – Cliff i Abby, prowadzą w miarę udane i spokojne życie, do czasu, gdy mężczyzna zaczyna romansować ze swoją asystentką. Gdy prawda wychodzi na jaw, Cliff próbuje ratować małżeństwo. Pewnego dnia, jadąc z Abby samochodem, jego nieuwaga doprowadza do tragicznego w skutkach wypadku. Cliff wychodzi cało, jednak Abby doznaje bardzo dotkliwych oparzeń. Jej życie staje pod znakiem zapytania. Wiedząc, że ciało Abby jest zwęglone, umysł pozostaje w śpiączce, a kobieta co rusz wpada w stan śmierci klinicznej, Cliff podejmuje trudną decyzję o odłączeniu żony od aparatury podtrzymującej życie. Tymczasem za każdym razem, gdy ciało Abby na chwilę umiera, jej dusza nawiedza osoby z najbliższego otoczenia mężczyzny. Wkrótce staje się jasne, że kolejne niewyjaśnione wydarzenia toczące się wokół sprawy Abby nie są wyłącznie dziełem przypadku.

„Prawo do śmierci” to tak zwany filmowy szort, a więc krótka produkcja, której czas projekcji zamyka się w niespełna godzinie. Z tego powodu twórcom trudno jest wnikliwie przedstawić problem, od początku do końca, z wyjaśnieniem przyczyn i płynnym doprowadzeniem fabuły do zakończenia. Rob Schmidt najwyraźniej zdawał sobie z tego sprawę. Fabuła „Prawa do śmierci” rozwija się faktycznie dość szybko, jednak w miarę upływu czasu, widz poznaje kolejne fakty dotyczące wydarzeń, mających miejsce na początku historii. Tuż przed zakończeniem okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, a opowieść otrzymuje kilka nieoczekiwanych zwrotów. Scenariusz nie jest zbyt przewidywalny, jednak spostrzegawczemu widzowi już na początku rzucą się w oczy pewne podejrzane detale, jasno sugerujące inny, potencjalny obrót spraw, w kilku wątkach.

Na dość wysokim poziomie stoi gra aktorska. Najważniejszym punktem w obsadzie jest z pewnością Cliff, który występuje w większości scen. Grający go Martin Donovan stanął na wysokości zadania, a w roli męża targanego wątpliwościami wobec decyzji o życiu lub śmierci żony, sprawdza się znakomicie. Bardzo dobrze spisały się także odtwórczynie najważniejszych ról kobiecych – Julia Anderson jako Abby, oraz Robin Sydney odtwarzająca kochankę Cliffa, Trish. Obie panie to aktorki tak samo zdolne, co urodziwe, jednak w kwestii aktorskiego talentu scenariusz pozwolił szczególnie wykazać się Sydney – w roli uwodzicielskiej, pozbawionej skrupułów i materialistycznej kochanki zaprezentowała się znakomicie.

Pozostałe aspekty techniczne stoją na przyzwoitym poziomie. Podczas oglądania nie zwraca się większej uwagi na muzykę czy dźwięk, w przypadku „Prawa do śmierci” są jedynie poprawne. To nie muzyka buduje w filmie Roba Schmidta napięcie. Robi to sugestywnie opowiedziana historia, w której, chociaż niewiele jest momentów mogących wprowadzić w autentyczne przerażenie, to niektóre sceny sprawiają, że włos jeży się na plecach. Trudno mieć także zastrzeżenia do takich elementów jak montaż czy scenografia – odpowiedzialne za nie osoby stanęły na wysokości zadania.

[img=left]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/140-euthanasia.jpg[/img]Film ma też drugie dno. W „Prawie do śmierci” poruszono dość głośny ostatnimi czasy problem prawa do eutanazji. Ukazano na przykładzie małżeństwa Cliffa i Abby wypaczenia, do których może doprowadzić jej pełna legalizacja. Twórcy w niezbyt wyszukany, lecz mocno oddziałujący na widza sposób, ukazali problem z różnych stron, zwracając uwagę na wartość ludzkiego życia, nieprzeliczalną na nic, co materialne. Film daje do myślenia – można go oczywiście obejrzeć jak zwyczajny horror, o lekkim psychologicznym zabarwieniu, jednakże wydaje mi się, że zmuszenie widza do refleksji było jednym z głównych celów artysty. Tytuł nie jest wszak bez znaczenia.

Słowem podsumowania, „Prawo do śmierci” to jeden z ciekawszych filmów grozy, jakie dane mi było ostatnio zobaczyć. Rob Schmidt w krótkim, bo niespełna sześćdziesięciominutowym obrazie przedstawił ciekawą historię z kilkoma nieoczekiwanymi zwrotami akcji, a także jasnym, moralnym przesłaniem. Wprawdzie po jego obejrzeniu, raczej nikt nie będzie lękał się schodzić po zmroku do piwnicy, to z całą pewnością jest to przykład dobrego, sprawnie nakręconego psychologicznego horroru, wartego odnotowania przez sympatyków kina gatunku.

Ocena: 8+/10

Tytuł: Prawo do śmierci
Tytuł oryginału: Right to Die
Reżyseria: Rob Schmidt
Scenariusz: John Esposito
Muzyka: ?
Czas trwania: 58 minut
Data premiery: 2007
Kraj: USA
Obsada: Martin Donovan, Julia Anderson, Robin Sydney, Anna Galvin, Corbin Bernsen

Ocena: 8/5

Dyskusja