Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W wilczej skórze – recenzja komiksu „Dylan Dog: Gdy nadchodzi pełnia”

Komiksy, tak jak i książki czy filmy, bywają różnego gatunku: kryminalne, fantasy lub spod znaku horroru. Zdarza się, że swobodnie łączą wyżej wymienione klimaty. Doskonałym na to przykładem może być komiks ”Dylan Dog”. Jego tytułowym bohaterem jest detektyw specjalizujący się w zjawiskach paranormalnych.

W kolejnym zeszycie o przygodach Dylana (w Polsce to już piąty tom), zatytułowanym „Gdy nadchodzi pełnia”, bohater zostanie skonfrontowany z wilkołakami. Sugeruje to nam chociażby okładka, na której detektyw zmaga się z bestią.

Scenarzysta, Tiziano Sclavi, zadbał o to, by przygody wykreowanego przez niego detektywa nie były banalne i szablonowe. Dylan praktycznie od razu zostaje rzucony w wir akcji. Trafia do Niemiec, gdzie z żeńskiej szkoły ginie jedna z wychowanek. Zaniepokojony ojciec prosi Doga o pomoc. Ten, wraz ze swym przyjacielem i pomocnikiem, Groucho, udaje się w niebezpieczną podróż w leśne ostępy by zbadać sprawę.

Niemal od razu obaj mężczyźni stają oko w oko z wilkiem, a kolejne tajemnice zdają się piętrzyć z każdą kolejną stroną. Zwroty akcji są więc nagłe i bardzo dynamiczne. Tempo toczącej się fabuły nie zwalnia ani na moment. Czytelnik nie powinien narzekać na nudę.

Postać Dylana Doga, podobnie jak historia, zaprezentowana w tym zeszycie, nie jest sztampowa. Główny bohater jest tak naprawdę zwykłym młodym mężczyzną. Ma swoje upodobania i dziwactwa, a nawet małe hobby: grę na klarnecie. Nie posiada żadnych super mocy ani psychicznych zdolności. Oczywiście nie licząc ciągłego pecha i nadnaturalnej zdolności do pakowania się w kłopoty.

Groucho jest sylwetką niezwykle przykuwającą uwagę. To facet wiecznie opowiadający nie do końca śmieszne dowcipy, który zdecydowanie nie potrafi brać życia na poważnie. Nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia, nie potrafi zrezygnować z ironicznej docinki czy cynicznego komentarza. Jego wygląd również wiele mówi o charakterze tego człowieka. Przyjaciel Doga nie tylko imieniem przypomina komika Groucho Marxa. Podkreśla to nawet nieodłączne cygaro.

Rysunek dobrze oddaje ducha komiksu. Graficy Montanari i Grassani postawili na czarno-biały lineart. Żadnych kolorów, żadnych odcieni szarości, tylko mocne kontrasty bieli i czerni. Dodatkowo uwydatniają to mocno zaznaczone kontrasty. Światłocień zaznaczony jest tylko kilkoma liniami, sugerującymi kierunek padania światła. Choć postacie są realistyczne to nie brak w nich karykaturalnie zaznaczonych szczegółów: duży nos Groucha, mocno zaciemnione policzki Dylana czy zmarszczki wokół oczu dyrektorki internatu dla dziewcząt. Dzięki tym zabiegom, choć komiks wydano w oryginale w 1997, to przywodzi on na myśl znacznie starsze komiksy bądź stare horrory. Zabieg jest celowy i ma lepiej podkreślać mroczny aspekt przygód Doga jak i realia lat, w których dzieje się ta historia.

Podsumowując, publikacja ta jest ciekawą pozycją. Choć oryginalny zabieg rysunkowy nie wszystkim może przypaść do gustu, to „Gdy nadchodzi pełnia” jest komiksem godnym polecenia

Dyskusja