Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie krzyżować – atomować! – recenzja książki „Zabijcie odkupiciela”

Historia Jezusa Chrystusa od samego początku poruszała rzesze ludzi. Tworzono liczne ewangelie, opowiadające o losach tego niezwykłego człowieka. I choć do biblijnego kanonu weszły tylko cztery, fakt ten nie zniechęca kolejnych autorów do tworzenia własnych apokryfów. Powieść Grzegorza Drukarczyka „Zabijcie Odkupiciela”, z pewnym marginesem tolerancji, także można włączyć do nurtu literatury, bazującej na motywach chrześcijańskich.

Mamy tu do czynienia z niemal klasyczną wizją przyjścia Mesjasza na świat. Zmieniły się jednak realia i zmianie uległa mentalność ludzi. Wysoko rozwinięte społeczeństwo żyje w futurystycznych miastach, zaś ludzie coraz bardziej przypominają automaty stworzone tylko po to, by konsumować. Wyjątkiem są grupy degeneratów, alkoholików i złodzieji, którzy we własnym towarzystwie kultywują swoją odmienność i zachowania odbiegające od akceptowalnych społecznie.

Jak mówią natchnione pisma, Chrystus przybył najpierw do prostaczków i biedaków, gdyż bogaci nie potrafili go zaakceptować. Także w tym świecie przyszłości historia się powtarza. Nowego Proroka wszyscy uważają za wyrzutka społecznego i tylko banda obszarpańców jemu podobnych rozpoznaje, z kim tak naprawdę mają do czynienia. Mimo to, posługując się hasłem, którym wydawca reklamuje książkę – „wszystko da się zabetonować, nawet Dobrą Nowinę”. Tym bardziej więc da się zabetonować Jezusa, zamkniętego w elektrowni atomowej.

Fabułę tej powieści można tak naprawdę zawrzeć w opisie jej bohaterów. Wielcy Powaleni, jak sami siebie nazywają, pomimo tego, że są brudni i po przejściach, wzbudzają sympatię czytelnika. Zapewne niebagatelne znaczenie ma tu przedstawiony kontrast między bezmyślnym społeczeństwem, a tymi postaciami. Każdy menel ma swoją historię, zwykle tragiczną. Drukarczyk bezwzględnie to wykorzystuje i wplata w fabułę opisy przeszłości bohaterów, najczęściej wykreowanej przez nich samych. Całość tworzy barwną mozaikę i pozwala lepiej zrozumieć przeżycia bohaterów i motywy ich działań.

Pomimo niewątpliwej sprawności literackiej, autor popełnił kilka fabularnych błędów. Przede wszystkim – powieść pozostawia po sobie niezdrowy niedosyt. Nie taki, który czuje się po skończeniu świetnej lektury, tylko ten rozczarowujący, który wiąże się ze świadomością, że niezłe pomysły pozostały niewykorzystane. Niezadowolenie z lektury narasta wraz z kolejnymi stronami. Po wciągającym początku czekają na nas poucinane wątki i całkiem dobre, choć nie do końca pasujące do całości zakończenie.

„Zabijcie Odkupiciela” została w 1992 roku nominowana do nagrody Zajdla w kategorii Powieść, zaś obecne wydanie Fabryki Słów jest wznowieniem tej książki. Wydaje się to dobrą decyzją, gdyż pomimo wspomnianego niedosytu, jaki zostaje po lekturze, powieść jest dobrze napisana. Narzuca czytelnikowi kilka refleksji, niezależnie od tego, czy komuś się myśl przewodnia książki podoba czy nie. Także okładka najnowszego wydania współgra z treścią i intryguje potencjalnego czytelnika.

Reasumując, debiutancka powieść Grzegorza Drukarczyka z 1992 roku, pt. „Zabijcie Odkupiciela” jest lekturą wciągającą, choć niepozbawioną pewnych wad. Mimo to warto ją przeczytać – choćby uznając za swoiście biblijny trend w literaturze fantastycznej.

Ocena: 3/5

Dyskusja