Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

O dwóch takich orkach co ukradli elfkę – recenzja książki „Powrót orków”

Literatura spod znaku „heroic fantasy” zazwyczaj skupia się na przedstawicielach ras powszechnie uznawanych za dobre. Są to szlachetne elfy, bohaterscy ludzie czy wojownicze krasnoludy. W powieści „Powrót orków” autor, Michael Peinkofer, na postacie pierwszoplanowe postanowił wykreować duet orków.

Para ta to bracia (orkowie na swój sposób pielęgnują więzi rodzinne), Balbok i Rammar. Pierwszy z nich jest młodszy, chudy i doskonale umie strzelać z łuku. Jest jednak trochę naiwny i daje się sterować starszemu bratu. Ten zaś to tchórzliwy grubas, który non stop wyżywa się na chudzielcu. Mimo to nie da się ukryć, że, choć żaden się do tego nigdy nie przyzna, wiąże ich braterska więź. Żaden z nich nie opuści za nic w świecie tego drugiego.

Podczas bitwy z innymi stworami chaosu – gnomami, dowódca orków poległ. Jako jedyni, którzy wyszli cało z tej potyczki, bracia winni byli donieść do rodzinnej wioski łeb ich kapitana, by tam, zgodnie z honorami, mógł zostać zmumifikowany. Nieszczęsna część ciała jednak zniknęła, a bez niej orkowie nie mają czego szukać w domu. Próba odnalezienia czerepu popycha Rammara i Balboka w wir przygód ,których żaden z nich wcale sobie nie życzyłby w najgorszych nawet koszmarach.

Bohaterom przyjdzie zmierzyć się z pająkami-gigantami czy ghulami, a także zaprzyjaźnić się z przedstawicielką elfiej rasy. Aby odzyskać zaginioną czaszkę orkowie będą musieli wydrzeć tajemnice mapy Shakary, strzeżoną przez Alannah – arcykapłankę elfiego rodu. Ta, znudzona trwającymi obrzędami, zrobi wszystko, aby wyrwać się ze świątyni. Przystanie nawet na porwanie. A to dopiero początek wielkiej przygody.

Nie sposób odmówić tej powieści dynamizmu. W „Powrocie orków” praktycznie brak statecznych scen. Orkowie z jednego niebezpieczeństwa pakują się niemal od razu w następne tarapaty. Czytelnik nie powinien więc narzekać na nudę. Mimo że powieść jest bardzo opasła to czyta się ją lekko i z przyjemnością. Nie utrudniają tego nawet drobne potknięcia korekty czy tłumaczenia. Czytelnikom przyzwyczajonym do klasyki gatunku może jednak dziwnym wydać się określenie Alannah „elfinią”. Ponadto, w przeciwieństwie do tych przedstawianych w kanonie, gnomy to bardziej zielonoskóre, okrutne stwory chaosu, a nie skrzaty lub istoty pokrewne krasnoludom.

Wyraźnie widać jak wielką inspiracją dla pisarza były powieści J.R.R. Tolkiena. Kraina zwana Lądem, stworzona przez Peinkofera, żywcem przypomina Śródziemie. Geneza pochodzenia orków jest identyczna, a i los elfów, odpływających na Daleki Brzeg, to pomysły przekalkowane z kart „Władcy pierścieni” i „Sillimalirionu”. Nie mniej jest to zabieg potrzebny dla rozwoju fabuły, cała reszta książki to jak najbardziej oryginalne, autorskie pomysły.
Zwłaszcza przedstawienie życia w społeczności orków. Kreacja tej drugiej, „mrocznej” strony konfliktu jest intrygująca i ciekawa, gdyż w literaturze fantasy autorzy przedstawiają orków zwykle jako anonimowych przeciwników, a nie głównych bohaterów.

Powieść Peinkofera dzieli się na dwie księgi, a każda z nich na rozdziały. Ich tytuły zapisane są w mowie orków, odszyfrowanie ich słów ułatwia dodatek, zawierający słowniczek. Drugim dodatkiem jest przepis na jedną z orczych potraw i stanowi kolejny, drobny element humorystyczny tej powieści.

„Powrót orków”, mimo kilku uchybień, to dobra lektura na długie, jesienne wieczory. Książka ta jest przyjemna w odbiorze. Z całą pewnością może zaoferować czytelnikom dużo dobrej rozrywki. Odnajdą się w niej zwłaszcza zagorzali fani „heroic fantasy” i świata Śródziemia, wykreowanego przez Tolkiena.

Tytuł:Powrót Orków
Autor: Michael Peinkofer
Wydawnictwo:Red Horse
Liczba stron: 514
Data Wydania: Październik 2008
ISBN: 978-83-60504-58-1
Cena: 34,99

Dyskusja