Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowieści o sojuszach i rozłamach – recenzja komiksu „Star Wars: Dziedzictwo. Sojusz”

Od klasycznej trylogii Star Wars minęło ponad 130 lat. Władzę w galaktyce przejął znowu zwolennik Ciemnej Strony Mocy, samozwańczy Lord Sithów – Darth Krayt. Tylko potomek Luke’a imieniem Cade Skylwalker może go powstrzymać. Jednak czwarty tom serii „Dziedzictwo” nie opowiada o nim.

„Sojusz”, podobnie jak druga część serii, opowiada o postaciach drugoplanowych, tworzących tło dla przyszłości świata „Gwiezdnych Wojen”. Nie można jednak powiedzieć, że ich role są nieważne, stanowią bowiem istotny element dla rozgrywającej się fabuły. Zeszyt ten podzielony jest na trzy części, a każda z nich opowiada o innych bohaterach.

Dwa pierwsze tytuły: „Nieustraszony” i „Sojusz” są ze sobą spójne chronologicznie. Generał Stazi obejmuje dowództwo nad zdziesiątkowaną flotą Sojuszu i dzielnie stawia czoła Imperialnym siłom. Za wszelką cenę, nawet poświęcenia osłabionej armady, próbuje uchronić sojuszników z planety Kalmar.
W pierwszym rozdziale czytelnik ma okazje poznać losy Staziego od momentu, kiedy objął on władzę, aż do wielkiej bitwy, którą przyjdzie mu stoczyć z imperialnymi siłami. Drugą stroną dowodzi admirał Dru Valan. W scenariuszu autorstwa Johna Ostrandera (jest on autorem wszystkich trzech opowieści), doskonale ukazane są zmagania obu dowódców, a także motywy jakie nimi kierują. Stazi chce przede wszystkim chronić tych, którzy zawierzyli mu swoje życie. Nawet za cenę własnego. Imperialny dowódca kieruje się za to jedynie strachem przed przełożonymi Sithami. Nie zawaha się więc poświęcić swoich żołnierzy.

W „Sojuszu” zmieniają się główni bohaterowie. W tej krótszej historii pierwsze skrzypce grają imperialni rycerze, oddani do końca prawowitemu Imperatorowi, który utracił tron na rzecz Sithów. Muszą się więc sprzymierzyć z przedstawicielami Sojuszu, w myśl zasady „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Historia ta to niewątpliwie wstęp do większych wydarzeń i jako taki należy ją traktować. Krótka fabuła nie oferuje bowiem nic więcej, jak odrobinę wartkiej akcji i ukazanie postaci drugoplanowych.

Ostatnia historia jest oderwana od reszty i dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach przedstawionych w trzecim tomie serii, pt.: „Smocze szpony”. Darth Wyyrlok – sługa nowego, mrocznego przywódcy galaktyki wyrusza w niebezpieczną misję. Głównym celem Sitha jest znalezienie remedium na trawiącą jego mistrza chorobę. Aby tego dokonać nie zawaha się nawet spenetrować grobu złowrogiego Mrocznego Lorda Andeddu, który potrafił oszukać śmierć. Uczeń nie przewiduje jednak jak wiele niebezpieczeństw i zagadek czeka na niego w mauzoleum.

Jeśli chodzi o stronę graficzną to druga opowieść od razu przykuwa oko czytelnika. Pierwsze co można powiedzieć o stylu rysowania Alana Robinsona, to to że jest on oryginalny. Postacie choć poprawne anatomicznie mają w sobie coś niemalże karykaturalnego. Zapewne jest to sprawa zgeometryzowanych konturów. Są one ostre i schematyczne, praktycznie ograniczone do prostych linii. Rysownik w ten sposób nawiązuje do bardziej klasycznego ujęcia komiksu, niż do odwzorowywania rzeczywistości.
Grafiką w dwóch pozostałych opowieściach w tym albumie zajął się Omar Francia. Jego styl również jest klasycznym ujęciem komiksowym, ale bardziej imituje realny świat. Kolory są żywe, a światłocienie ostre i wyraźne. Czasami tylko niektóre plansze wydają się zbyt szkicowe. Duże wyrażenie robią za to plansze przedstawiające momenty walki w przestrzeni kosmicznej. Są one wypełnione detalami i dynamiczne. W ten sposób można doznać uczucia, że samemu bierze się udział w walce. Panoramy są naprawdę bardzo widowiskowe. Pełno w nich wybuchów i świetlistych promieni wystrzałów.

Czwarty tom „Dziedzictwa” to zakup, nad którym warto się chwilę zastanowić. Zeszyt jest cieńszy od poprzednich, za to fabuła w nim zawarta dobrze uzupełnia historie z poprzednich komiksów. Osoby, którym nie zależy na zbytnim zgłębianiu tajemnic świata Star Wars, mogą się jednak pokusić i na ten komiks. Oczywiście, o ile nie chcą przerywać ciągłości wydarzeń i dobrze zrozumieć wszystkie niuanse tej serii.

Dyskusja