Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zły kontra gorszy – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 10/2009”

Październikowy numer pisma to numer szczególny. Jeśli uwzględnić poprzednika magazynu „Gwiezdne Wojny – Komiks”, publikowanego przez Egmont w latach 1999-2000, to jest to już dwudziesty piąty zeszyt z przygodami bohaterów wykreowanych przez George`a Lucasa. Mija też równo rok od ukazania się pisma w obecnej formie.

Październikowy zeszyt zawiera tylko dwie historie, ale za to aż na sześćdziesięciu czterech stronach.
Pierwsza z nich, nosząca tytuł „Wskrzeszony”, zdominowała zawartość magazynu. Jest to długa opowieść, w której uczeń Palpatine’a, Darth Vader, spotyka swojego poprzednika. Tak! To nie pomyłka. Wyznawcy Ciemnej Strony Mocy zdołali wskrzesić wytatuowanego Lorda Sith znanego z filmu „Mroczne Widmo”. Historia skupia się przede wszystkim na ukazaniu walki obu uczniów Sidiousa i pretendowania o tytuł jedynego godnego nauk mistrza. Nie ma co ukrywać, że obaj to najbardziej znane schwarzcharaktery świata Star Wars. W zasadzie tylko na nich skupia się fabuła komiksu. Nie brak jednak mocnej pointy, która w pewnym stopniu rekompensuje brak głębszych wątków tej historii. Bardzo ciekawym elementem wydają się pogardliwe przytyki Maula, który wytyka swojemu przeciwnikowi jego szkolenie Jedi.

Gorzej prezentuje się graficzna strona opowieści. Rysunki w dużej mierze są szkicowe, a kontury choć grube, często tracą na ostrości. Nawet tatuaże Maula przy dużych zbliżeniach wydają się „poszarpane”. Podobnie jest z innymi twarzami wyznawców Ciemnej Strony. Jeszcze gorzej wyglądają hełmy szturmowców i Vadera. Bardzo często tracą swoją foremność i symetrię przez co wydają się kiczowate i jakby wykonane z gumy. Znacznie lepiej wypada za to kolor i cieniowanie. Zbroje naprawdę się błyszczą – widać każdy, nawet najdelikatniejszy odblask mieczy świetlnych. Całość utrzymana jest w ciemnej tonacji kolorystycznej z przewagą gam czerwieni, co dobrze podkreśla wulkaniczny charakter planety i aury zła, która otacza obu przeciwników.

Druga historia – „Jądro Ciemności” – autorstwa Paula Lee jest już trochę mniej ciekawa. Jej akcja dzieje się ponad 700 lat przed historią ukazaną w filmach. Przedstawiciel tej samej rasy co Yoda, zmaga się z Mrocznym Jedi. Walka ta nieprzypadkowo odbywa się na Dagobah, planecie którą wybrał znany z „Imperium Kontratakuje” mały mistrz Jedi. Miejsce w którym dochodzi do starcia, to ta sama jaskinia Ciemnej Strony, którą odwiedzi w przyszłości Luke Skywalker w trakcie swojego szkolenia.

Strona graficzna jest już znacznie ciekawsza. Odpowiada za nią w duet w postaci wspomnianego już scenarzysty oraz rysownika – Briana Hortona. Obrazy te przypominają w dużej mierze dzieła malarskie. Stworzone są poprzez, wydawałoby się, niedbałe i szybkie pociągnięcia pędzla. Zabieg ten jest jednak w pełni celowy. Tworzy bardzo mroczny i niepokojący klimat, jakby z pogranicza sennego koszmaru.

Reasumując dziesiąty numer nie jest rewelacyjny. Warto go jednak poznać chociażby ze względu na walkę dwóch Mrocznych Lordów Sith.

Dyskusja