Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Dystrykt 9”

„Dystrykt 9” stał się popularny jeszcze na długo przed wejściem do kin. Stało się tak dzięki zachęcającym trailerom oraz Peterowi Jacksonowi, który reklamował ten film swoim nazwiskiem. Udałem się więc nań do kina, licząc na seans pełen dobrej zabawy i mocnych wrażeń.

[img=left]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/district9_obcy.jpg[/img]Przed 28 laty ogromny statek kosmiczny zawisł nad Johanesburgiem, a z jego wnętrza na Ziemię wydostały się tysiące krewetkopodobnych istot. Szybko okazało się, że koegzystencja ludzi i obcych nie jest do końca możliwa, toteż kosmici zostali zamknięci na w wielkim obozie zwanym Dystryktem 9, gdzie żyli przez wiele lat. Nieoczekiwanie jednak, ludzie wkraczają do getta z zamiarem wyeksmitowania jego mieszkańców i przesiedlenia ich w inne – podobno bezpieczniejsze – miejsce. Nie spodziewają się, że niektóre krewetki stawią zdecydowany opór. Dowodzącym akcji jest Wikus Van De Merwe, który podczas wykonywania misji nieopatrznie zaraża się nieznanym nikomu wirusem. Wkrótce zauważa u siebie cechy typowe dla kosmity, a nieszczęsnym urzędnikiem wnet zaczyna interesować się wojsko, widząc w nim szansę na wykreowanie nowoczesnego superżołnierza.

Muszę powiedzieć już na samym początku: „Dystrykt 9”, pomimo wielu fabularnych niedociągnięć, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Właściwie jego jedynym, choć bardzo poważnym minusem są nielogiczności scenariusza. Z tego względu nie jest to film dla tych, którzy cenią sobie, kiedy wszystkie wątki sklejają się jak puzzle w logiczną całość i gdzie wszystkie zjawiska znajdują racjonalne wytłumaczenie. W „Dystrykcie 9” – trzeba to sobie uczciwie powiedzieć – czegoś takiego nie uświadczymy. Sam motyw ze statkiem kosmicznym, wiszącym nad miastem przez dwadzieścia lat i w ogóle niezbadanym przez człowieka wydaje się mocno przesadzony, nie mówiąc już o pozbawionych sensu niektórych poczynaniach bohaterów. Siedzący w mechu DeMerwe, atakowany przez żołnierzy, ucieka i ryzykuje śmiercią, zamiast po prostu rozprawić się z agresorami (a zważywszy na broń, do której w tej chwili ma dostęp, nie byłoby to zbyt dużym wyzwaniem). Ponadto, getto dla kosmitów, likwidowane między innymi z powodu przepełnienia, przez cały czas sprawia wrażenie raczej opustoszałego, zaś krewetki dopiero w końcowych scenach filmu stają do walki o swoje ziemskie domostwa. Podobnych przykładów można by jeszcze mnożyć. O dziwo jednak, mimo wielu rzucających się w oczy nieścisłości, można „Dystrykt 9” oglądać, nie zwracając na to większej uwagi. Sam dopiero po wyjściu z kina, po przeanalizowaniu wszystkiego od początku do końca, zwróciłem uwagę na owe niespójności. W kinie bowiem większą uwagę przykładałem do moralnego przesłania zawartego filmie.

Interpretacja filmu, a także jego poszczególnych scen, może być bardzo różna. Wielu twierdzi, że twórcy poruszyli tu przede wszystkim problem ksenofobii, strachu przed tym, co obce i niezrozumiałe. W mojej opinii jednak film pokazuje (co najlepiej widać po wypowiedziach na temat głównego bohatera w pseudoreportażowych scenach na początku i końcu obrazu), że częstokroć przyjmujemy sądy i opinie innych, nie zastanawiając się samodzielnie nad konkretnymi problemami. To także krytyka mediów, która często manipuluje odbiorcą, podając informacje niepełne lub niezgodne z prawdą, by odwrócić uwagę ludzi od istoty przedstawianych problemów. Doskonale obrazują to sceny, w których ludzie wymuszają na kosmitach podpisy na dokumentach dotyczących eksmisji, kiedy to wychodzi na jaw prawdziwy cel przesiedlania obcych – chodzi wszak o potężną broń, która dałaby ogromną przewagę temu państwu, które weszłoby w jej posiadanie, a której poszukuje się przy okazji wyrzucania obcych z ich domostw. Przykład małego kosmity – mającego pozornie niewielką rolę do odegrania – jasno pokazuje, że to właśnie ci najbardziej bezbronni, a więc dzieci i kobiety, najbardziej cierpią na wszelkiego rodzaju konfliktach.

Tak naprawdę jedynym aktorem, który miał tu do odegrania większą rolę, był Sharlto Copley. Copley zagrał wyśmienicie. Na przestrzeni niemal dwóch godzin projekcji filmu, doskonale oddał przemianę odgrywanego przez siebie bohatera, który z nieco przygłupiego, niedojrzałego trzydziestolatka, pod wpływem ekstremalnej sytuacji przechodzi metamorfozę, która zmienia go diametralnie. Rzeczywistość, w jakiej się znalazł zmusza go do postępowania niekiedy wbrew sobie, ale przede wszystkim do innego spojrzenia na problemy, które wcześniej przychodziło mu rozstrzygać ze zgoła innej pozycji. Jeszcze jednym godnym odnotowania punktem w obsadzie jest David James, wcielający się w rolę dowódcy najemników – w „Dystrykcie 9” bezwzględny, okrutny typ, dla którego zabijanie jest nie tyle obowiązkiem, co czystą przyjemnością.

[img=left]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/dystrykt_stop_obcym.jpg[/img]Technicznie „Dystrykt 9” prezentuje się tak, jak przystało na współczesną hollywoodzką produkcję. Pomimo stosunkowo małego budżetu (raptem 30 milionów dolarów), żaden z ważniejszych aspektów filmu nie posiada znaczących wad. Dobrze prezentuje się muzyka, należycie wkomponowująca się w tło. Jak przystało na tego typu produkcje, nie zabrakło kilku patetycznych melodii, co nie wszystkim może się podobać, lecz osobiście nie mam nic do patosu, pod warunkiem, że jego ilość utrzymana jest w rozsądnych granicach. Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie scenografia. Ogromne getto pełne jednakowych, skleconych z blach domostw przywodzi na myśl skojarzenia z południowoamerykańskimi slumsami, podobnie jak lokacje, w pobliżu których stacjonuje szef lokalnej mafii. Wszystko to przeplata się z obrazami ludzkich laboratoriów i naprędce wybudowanych przez kosmitów warsztatów, gdzie krewetki opracowywały technologie mające umożliwić im powrót na statek.

Ostatecznie, nieźle wyglądają efekty specjalne. Miłośnicy strzelanin z użyciem futurystycznych broni będą zachwyceni, gdyż tego typu scen jest w „Dystrykcie 9” całe mnóstwo. Z ogromną dbałością o detale zostały ponadto wykonane same krewetki, sprawiające wrażenie raczej oślizgłych, brzydkich monstrów aniżeli budzących respekt, zaawansowanych technologicznie przybyszów z kosmosów.

„Dystrykt 9” to film, który zdecydowanie warto zobaczyć. Z pewnością nie jest to dzieło, które pchnie gatunek na nowe tory, chociaż i takie opinie na jego temat można już gdzieniegdzie zasłyszeć. Żałuję bardzo, że scenariusz pełen jest niespójności i pozbawionych logiki rozwiązań, lecz na szczęście jego moralne przesłanie, zdaje się te braki rekompensować. Obraz Neilla Blomkampa nie stanowi żadnego arcydzieła, ale z całą pewnością warty jest obejrzenia, jest to solidnie zrealizowany film, dostarczający wiele dobrej zabawy.

Ocena: 7/10

Tytuł: Dystrykt 9
Tytuł oryginału: District 9
Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
Muzyka: Clinton Shorter
Czas trwania: 112 minut
Data premiery: 2009-10-09 (Polska), 2009-08-13 (świat)
Kraj: Nowa Zelandia, USA
Obsada: Sharlto Copley, Jason Cope, Nathalie Boltt, David James, Sylvaine Strike

Ocena: 7/5

Dyskusja