Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

SW bardziej mroczne niż zawsze – recenzja komiksu „Star Wars. Mroczne Czasy. Tom I. Ścieżka donikąd”

Nie ma co ukrywać, że saga Gwiezdnych Wojen dla większości kojarzy się z szablonowym pojęciem dobra i zła. Ci pierwsi zawsze na końcu wygrywają, zło zaś jest szpetne, mroczne i odpychające. Rycerze ratują księżniczki i przy okazji ocalają świat. Nic jednak bardziej mylnego, a ostatnio wydany w Polsce komiks jest tego najlepszym przykładem.

„Ścieżka donikąd” to pierwszy tom nowej serii Star Wars, wydanej przez Egmont. Jej akcja rozgrywa się tuż po przejęciu rządów przez Imperatora, czyli po filmie „Zemsta Sithów”. Galaktyka spodziewa się zakończenia wojny, jednak nowy „porządek” jest równie straszny co krwawe walki. Dotyczy on bowiem każdego, a nie tylko klonów i generałów walczących na froncie. Nikt już nie może czuć się bezpieczny. Byle wzmianka o sympatii do Jedi może grozić politycznym więzieniem.

Komiks rozwija wątki przedstawione w historii: „W nieznane” (numer 9/09 miesięcznika „Star Wars – komiks”). Wojskami tubylców z planety Nowy Plymptom dowodzi Mistrz Jedi, Dass Jennir. Niestety, bitwa z Imperium kończy się klęską. Co więcej, uciekająca ludność cywilna, w tym żony i dzieci podległych Jennirowi wojowników, dostają się w ręce niewolników. Los nie oszczędził także żony i córki przyjaciela Jedi – Bomo, rdzennego mieszkańca planety. Obaj za wszelką cenę starają się je uwolnić.

Wydawać mogłoby się, że scenariusz Micka Harrisona nie odbiega w dużej mierze od większości historii ze świata Star Wars i innych opowiadań science-fiction. Jest jednak jeden bardzo ważny wyróżnik. Opowieść zawiera dużo realnych elementów. Nie w sensie przedmiotów, tylko w szeregu cech charakteru, a że to „Mroczne Czasy”, nie są one pozytywne. Do tego dochodzi niewolnictwo, malwersacje czy nawet skrajne okrucieństwo. Tu nie ma pretekstowego potraktowania tematu typowego dla popularnych, superbohaterskich komiksów. W „Ścieżce donikąd” można znaleźć dużo elementów nawiązujących do reżimów totalitarnych – w końcu tym właśnie jest nowe Imperium. Aby nie zdradzać zbytnio fabuły, należy tylko zaznaczyć, że album wcale nie kończy się happyendem.

Jennir staje się postacią tragiczną. Niczym w greckiej tragedii ciąży nad nim fatum. Jak na Jedi przystało, stara się podążać ścieżką Mocy, mimo to każda jego decyzja nieodwołalnie przeciąga go na Ciemną Stronę. W mrocznych czasach trudno zachować moralność i porządek własnego sumienia, kiedy w grę chodzi walka o życie własne i najbliższych. Czasami nawet trzeba poświęcić swoje przekonania. Nie jest łatwo uratować wszystkich i własną dusze za jednym razem.

W komiksie wewnętrzna walka Dassa, który zmaga się z własnym sumieniem, jest znakomicie przedstawiona. To jeden z najciekawszych elementów scenariusza tego albumu.
Z wątków pobocznych inną godną uwagi rzeczą jest wewnętrzna walka Lorda Vadera. Mimo że ostatecznie opowiedział się po stronie zła, nie brak w nim okruchów dobra. Jako były niewolnik, nie potrafi zrozumieć, że w nowym porządku rzeczy Imperator popiera to zjawisko.
Podobnie ma się rzecz z klonami. Je także trapią dylematy wewnętrzne. Co stanie się z nimi, skoro zostały stworzone do walki na wojnie z Separatystami, skoro tych już nie ma?

Od strony wizualnej, komiks prezentuje się naprawdę dobrze. Douglas Weatley zadbał o swoje rysunki w każdym detalu. Zatarte w nich kontury, realistyczne i kontrastowe barwy oraz światłocień sprawiają, że stają się one realistyczne. Nawet kreacje fantastycznie wyglądających obcych nabierają rzeczywistego obrazu. A tych w komiksie nie brak. Prace artysty doskonale oddają zarówno mroczną atmosferę komiksu, jak i pełen dynamizm fabuły. Rysownik zadbał nawet, aby na drugim i trzecim planie znalazło się dużo szczegółów. Niektóre kadry są tak różnorodne i bogate w detale, że wydają się tętnić własnym życiem.

„Mroczne Czasy: ścieżka donikąd” to tak zwane „musisz mieć”, nie tylko dla każdego fana Star Wars. Również miłośnicy szeroko pojętego komiksu, nawet ci nastawieni sceptycznie do gwiezdnej sagi, powinni rozejrzeć się za tym albumem. Jeśli drugi tom pt.: „Podobieństwa” utrzyma wysoki poziom, seria ta ma szanse stać się jedną z najlepszych na polskim rynku.

Dyskusja