Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z piekła rodem – recenzja komiksu „Hellboy: Nasienie Zniszczenia”

Hellboy w krótkim czasie stał się postacią bardzo rozpoznawalną wśród miłośników komiksów na całym świecie. Co sprawiło, że czerwonoskóry chłopiec z piekła zyskał aż taką popularność? Omówienie pierwszego wydanego w Polsce komiksu z jego przygodami może dać odpowiedź na to pytanie.

Naziści w swej przewrotności sięgali po przeróżne metody, aby przechylić szale zwycięstwa w Drugiej Wojnie Światowej. Nie zawahali się nawet zawezwać diabła do pomocy. Nie przewidzieli jednak, że coś pójdzie nie tak. Hellboy, bo to oczywiście o nim mowa, nie dość, że zostaje przywołany w nieodpowiednie miejsce, które znajduje się po alianckiej stronie frontu, to w dodatku jest chłopcem.

W „Nasieniu Zniszczenia” dorosły już bohater zmaga się z licznymi demonami z przeszłości. I to tym bardziej, że te ośmieliły się zagrozić przybranemu ojcu Hellboya. Pragnie on, wraz z dwuosobowym oddziałem Biura do Badań Spraw Paranormalnych, dociec prawdy, kto za tym stoi. I są to faktycznie demony, ale demony w ludzkim ciele. Hellboy nie zdaje sobie bowiem sprawy, kto tak naprawdę nadzorował proces jego przywołania na Ziemię.

Czterorozdziałowy scenariusz autorstwa Johna Byrne’a prezentuje się naprawdę ciekawie. Nie brak w nim dynamizmu i nagłych zwrotów akcji. Autor doskonale buduje napięcie, by doprowadzić do finałowego starcia. Mimo że jego wynik jest łatwy do przewidzenia, to nie brak na końcu niepokojącego wątku, będącego wprowadzeniem do kolejnych zeszytów serii.

Niewątpliwym wyróżnikiem serii Hellboy są rysunki Mike’a Mignola. Jego kreski absolutnie nie da się pomylić z jakimkolwiek innym komiksem. Główną cechą jego stylu są kanciaste, zgeometryzowane kontury postaci i otoczenia. Równie charakterystyczne są podstawowe, nieskalowane kolory i zdecydowanie odcinające się od reszty cienie. Nawet postacie często mają zacienione oczy, tak że ich nie widać. Te wszystkie czynniki razem sprawiają, że prace zyskują niepokojącą i mroczną atmosferę. Zabieg ten doskonale sprawdza się też w przypadku tła i otoczenia. Praktycznie każde miejsce wygląda jakby kryło jakąś mroczną tajemnicę. Scenerie nie przytłaczają jednak czytelnika. W momentach walk rysownik po prostu z nich zrezygnował na rzecz jednolicie kolorowych plansz.

Jedynym minusem komiksu jest zdecydowanie zbyt duża i częsta liczba tekstów w ramkach. To głównie one spowalniają dynamizm historii. Oczywiście należy sobie zdawać sprawę, że pewnych rzeczy nie da się przybliżyć inaczej niż przez tekst narratora. W przypadku „Nasienia Zniszczenia” zeszyt miejscami zdaje się jednak przeradzać w powieść z obrazkami a nie klasyczny, przejrzysty komiks.

W odpowiedzi na początkowe pytanie można wysnuć pewne wnioski. „Hellboy” to seria o niewątpliwie charyzmatycznym bohaterze, który przeżywa przygody z wieloma ciekawymi i nieszablonowymi wątkami. Mimo drobnych wad, tytuł ten słusznie zyskał niemałą sławę na rynku komiksowym. Dlatego też wszyscy miłośnicy komiksów oraz zjawisk nadprzyrodzonych czy po prostu dobrej akcji, powinni sięgnąć po „Hellboya: Nasienie Zniszczenia.”

Dyskusja