Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Egipska groza w ameryce – recenzja książki „Anubis”

Jednym z najgłębiej zakorzenionych ludzkich uczuć jest strach. Strach przed ciemnością, strach przed nieznanym. Właśnie na tej bazie pisarze są w stanie stworzyć poczytne opowieści grozy. Trudniej jest jednak sprawić, aby obraz był przerażający do tego stopnia, by strach zaczął fascynować. Czy „Anubis” Wolfganga Hohlbeina jest jedną z takich książek?

Główny bohater, Mogens VanAndt, miał w życiu dużo pecha. Choć skończył uczelnię z bardzo dobrymi wynikami, wylądował jako profesor historii w zaściankowym college’u, w zapomnianej przez cywilizację miejscowości. A wszystko to za sprawą jednego nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. I to właśnie główny winowajca owego zbiegu wyrywa Mogensa z monotonii dnia codziennego. Jest nim dawny znajomy – doktor Graves. Dokonał on fenomenalnego odkrycia na niewyobrażalną skalę – odnalazł pozostałości egipskiej kultury na amerykańskim kontynencie. Jednak dzieli się tym sekretem nie po to, aby przebłagać VanAndta za błędy z przeszłości. Obu panom przyjdzie odkryć coś znacznie bardziej wstrząsającego.

Trzeba przyznać autorowi, że stanął na wysokości zadania. Hohlbein nie bez przyczyny ogłoszony został jednym z najbardziej poczytnych pisarzy fantastyki, tym bardziej, że wydał już przeszło 160 powieści i opowiadań. Sposób budowania scenariusza książki jest naprawdę godny podziwu. Akcja, choć rozwija się jest stopniowo, bardzo szybko nabiera tempa.

Pomimo wspomnianych zalet, konstrukcja zdań nieraz jest tak długa, że przeradzają się one w całe akapity. Najgorsze jest jednak to, że autor w jedną myśl wtrąca czasem zupełnie inną, odrębną, aby dopiero na koniec wrócić do tej pierwotnej. Takie zabiegi mogą na dłuższą metę zbić czytelnika z tropu, ale na szczęście w „Anubisie” nie zdarzają się one zbyt często.

Nie można zapominać, że „Anubis” to opowieść grozy. Tytuł ten z pewnością nie rozczaruje tych, którzy rozmiłowali się w tym gatunku i wysoko cenią utwory spisane ręką Lovecrafta lub Kinga. Gołym okiem widać wiele licznych nawiązań. Wolfgang Hohlbein straszy w bardzo podobny sposób jak Samotnik z Providence. Za kamiennymi bramami przeszłości skrywają się rzeczy, które napawają żyjących przerażeniem. Ich manifestacja jest zaprzeczeniem wszystkiego co racjonalne.

„Anubis” to lektura wartościowa i wciągająca. Autor straszy dotykając najgłębiej zakorzenionych, atawistycznych emocji. Dlatego też jego powieść fascynuje czytelnika.

Ocena: 4/5

Dyskusja