Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „2012”

O „2012” było głośno już na długo przed premierą. Zwiastuny najnowszej produkcji Rolanda Emmericha kusiły widzów ponad pół roku przed tym, jak pojawił się na ekranach rodzimych kin. Wielu postanowiło pójść i na własne oczy zobaczyć, jak wali się budowana przez tysiące lat cywilizacja. Wśród nich byłem i ja, ale zawiodłem się niemiłosiernie.

Przed wieloma wiekami Majowie opracowali kalendarz, dokładnie wskazujący datę końca świata. Miało to nastąpić w grudniu 2012 roku. Akcja zaczyna się w 2009 roku, gdy naukowcy odkrywają na Słońcu silne burze, mające tragicznie wpłynąć na klimat Ziemi. Błyskawicznie opracowują plan ratunku dla ziemskiego globu, trzymając w tajemnicy przed ludzkością wiedzę o tym, co ma nastąpić. Tymczasem Jackson Curtis zabiera dwoje swoich dzieci na wycieczkę do parku Yellowstone. W trakcie zwiedzania są oni świadkami nietypowych anomalii klimatycznych. Curtis zdaje sobie sprawę, iż wieszczący apokalipsę ekolodzy mają niepodważalne dowody na poparcie swoich tez. Rozpoczyna się wyścig z czasem i naturą, w której stawką jest przeżycie Curtisa, jego rodziny, jak również całego rodzaju ludzkiego.

O Rolandzie Emmerichu i jego twórczości można by mówić wiele. Jedno jest jednak pewne: kolejne reżyserowane przez niego filmy są bardzo nierówne. W jego dorobku znajdują się niezłe „Dzień niepodległości” czy „Patriota”, natomiast zupełnie obok są przeciętne twory takie jak „Pojutrze” czy też totalny niewypał – „10.000bc”. Wiedząc o tym, do kina udałem się – przyznaję – przede wszystkim dla zapierających dech efektów, o których głośno było już od dawna.

Stało się tak jak myślałem. Efekty istotnie stały na wysokim poziomie. Obraz upadającej cywilizacji ukazany jest dosyć dosadnie. Zalewane wodami oceanu amerykańskie metropolie, sceny pękającej ziemskiej skorupy, czy niszczenia najwspanialszych zabytków światowej kultury materialnej, z bazyliką świętego Piotra w Rzymie na czele – wszystko to robi piorunujące wrażenie. Problem w tym, że dobre efekty nie wystarczą, by nakręcić zadowalający widza film.

Właściwie wszystko inne poza muzyką, stoi tu na niskim poziomie. Gra aktorów zdecydowanie nie powala. Żadna z ról nie została zagrana na tyle dobrze, by silniej zapadła mi w pamięć. Podejrzewam, że za kilka tygodni zapomnę o każdym z zaprezentowanych mi bohaterów. Wcielający się w Jacksona John Cusack wypada nieźle, choć obyło się bez rewelacji. Podobnie w kwestii ról dziecięcych i drugoplanowych. Trudno mieć do aktorów większe zastrzeżenia, ale zarazem niełatwo wytypować kogoś, kto wybijałby się pozytywnie na tle reszty. Gdybym musiał wybierać, byłby to wcielający się w postać Adriana Helmsley’a Chiwter Elijofor, choć nawet on, odgrywając praworządnego naukowca, nie ustrzegł się kilku drobnych błędów.

[img=left]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/2012_cusack_493x422.jpg[/img]Największą jednak bolączką filmu jest jego scenariusz. Na rozmaitych forach internetowych powstają tematy, w których kolejni użytkownicy wypisują te jego bzdurne aspekty, które zdołali wychwycić w trakcie seansu. Jest ich mnóstwo, zatem mijałoby się z celem wymienianie każdego z osobna. Dlaczego, kiedy Chińczycy tworzą arki przetrwania, ratowane na nich są żyrafy, słonie i inne tego typu zwierzęta, podczas gdy dla niezbędnych wręcz krów, kóz i świń nie znalazło się miejsce? Z jakiej racji owe arki budują tylko Chińczycy, skoro dużo więcej ludzi uratowałoby się w sytuacji, gdyby do projektu budowy przystąpiły także inne państwa? Wreszcie – dlaczego telefony komórkowe i stacjonarne działają doskonale, nawet pomimo zagłady całej światowej infrastruktury? Po co scena, w której cudownie uratowany zostaje piesek-maskotka ukraińskiej prostytutki? Czyżby katastrofizm miał celowo spotykać się z komedią? Podejrzewam, że na te pytania nie dostanę już odpowiedzi. Pewne jest natomiast, że „2012” to skrypt pełen dziur i nielogiczności. Tak wielka ilość przekazywanych widzowi bzdur, w pewnym momencie rodzi pytanie – czy reżyser przypadkiem nie bierze nas za idiotów?

[img=right]http://www.bestiariusz.pl/images/filmy/obrazki/2012_peet.jpg[/img]Jakby tego było mało, do całości dołożyć trzeba typowo amerykański, nachalny i po jakimś czasie straszliwie drażniący patos. Szczytem nonsensu jest scena, w której głowy państw G-8, poruszeni przemową naukowca postanawiają otworzyć bramy arki i wpuścić do środka większą ilość ludzi, ryzykując przy tym życiem mnóstwa ludzi i fiaskiem całej akcji ratunkowej. Twórcy silili się na wpychanie widzowi różnorakich moralnych przesłań, lecz w praktyce „2012” nie zmusza do myślenia. Wręcz przeciwnie, każdy myślący człowiek w pewnym momencie powinien owego myślenia zaprzestać, po to tylko, by móc bez bólu wytrwać do końcowych napisów.

Jestem zawiedziony. Nie spodziewałem się po „2012” zbyt wiele, jednak nie przypuszczałem, że film będzie aż tak słaby. Wszystko to za sprawą fatalnego scenariusza – odpowiedzialni za niego Roland Emmerich i Harald Kloser stworzyli historię pełną niedociągnięć i bzdurnych rozwiązań. Po totalnie nieudanym „10.000bc” przyszedł czas na nie tyle katastroficzny, co katastrofalny „2012”. Poziom dzieł Emmericha spada jak na równi pochyłej. Pytanie, czy pan Roland będzie w stanie nas jeszcze czymś pozytywnie zaskoczyć?

Ocena: 2/10

Tytuł: 2012
Tytuł oryginału: 2012
Reżyseria: Roland Emmerich
Scenariusz: Roland Emmerich, Harald Kloser
Muzyka: Thomas Wanker
Czas trwania: 158 minut
Data premiery: 2009-11-11 (Polska) , 2009-11-11 (Świat)
Kraj: USA
Obsada: John Cusack, Amanda Peet, Chiwetel Ejiofor, Thandie Newton, Oliver Platt, Thomas McCarthy, Woody Harrelson, Danny Glover

Ocena: 2/5

Dyskusja