Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rozmiar nie ma znaczenia – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 12/2009”

W grudniowym Star Wars Komiks nie ma Świętego Mikołaja. Jest za to inny staruszek i to nie byle kto, bo sam Wielki Mistrz Jedi: Yoda. Warto zauważyć, że wydawca magazynu po raz kolejny zdecydował się opublikować opowieść z okresu Wojen Klonów. Prezentowana historia dzieje się między „Atakiem Klonów”, a „Zemstą Sithów”. Jest częścią cyklu o Mistrzach Jedi z tego okresu Starej Republiki, a opublikowano ją w 2004 roku.

W komiksie ukazano początek kryzysu w sektorze planety Thustra. Jej król, Alaric, stary przyjaciel Yody, decyduje się na odłączenie od Republiki. Wielki Mistrz Jedi, chcąc zapobiec eskalacji konfliktu, udaje się więc na planetę z misją dyplomatyczną. Od powodzenia jego negocjacji zależeć będzie los wielu istnień.

Opis scenariusza sugeruje dość sztampową historyjkę, typową dla Gwiezdnych Wojen. Bardziej jednak niż „sztampa” pasuje słowo „klasyka”, bo chociaż schemat powielono, to historia nie jest pozbawiona pewnej głębi. Do tego koncept ten zrealizowano rzetelnie i fabularnych wpadek czy nieścisłości tu nie ma. Opierając się na prostych rozwiązaniach udało się stworzyć wiarygodną i przekonującą historię.

Atrakcyjność komiksu na pewno podnosi obecność Mistrza Yody. Postać ta idealnie nadaje się do pokazania moralnych rozterek, które trapiły Jedi, zmuszonych do czynnego udziału w wojnie. Zderzenie dwóch postaw: agresywnych negocjacji w stylu Anakina i pokojowej dyplomacji, reprezentowanej choćby właśnie przez Yodę, jest tym co sprawia, że komiks ten jest interesujący. Opowieść ta ukazuje rozkład nie Republiki, choć i wątek korupcyjny się pojawia, ale Zakonu Jedi, który zatraca swoją tożsamość i zmierza ku upadkowi. Nawet Yoda nie jest w stanie tego procesu zatrzymać i nawet on przestanie być pewny tego czy postępuje słusznie.

„Klasyczność” tej historii sprawia jednak, że nie jest aż tak fascynująca jak powinna. Nie wnosi też zbyt wiele do kanonu, choć dobrze ukazuje problemy Jedi z okresu Wojen Klonów. To właśnie przedstawienie ich jest największym atutem tej opowieści.

Komiks jest przy tym ładnie narysowany. Tła są szczegółowe i sugestywnie przedstawiają Thustrę. Świetnie komponują się z nimi dymki z tekstem. W odpowiednich momentach zrezygnowano ze szczegółowego tła, by podkreślić wypowiadane przez bohaterów słowa. Postacie ukazano w sposób realistyczny. Lekko podkreślone kontury i miękkość rysunku, a także niektóre kadry, sugerują jednocześnie wpływ mangowej stylistyki. Bliżej im jednak do filmowych Wojen Klonów, co zresztą rzuca się w oczy zwłaszcza ze względu na użycie komputerowego cieniowania i nakładania kolorów. Może się to nie podobać, bo w połączeniu z cienkimi konturami obrazki wypadają trochę sztucznie. Miękkość też w niektórych momentach przestaje pasować. Twarz Yody staje się przez nią płaska i pozbawiona zmarszczek. Jest jednak kilka kadrów, które mogą zapaść w pamięć i ogląda się z dużą przyjemnością. Na uwagę szczególnie zasługuje scena na Coruscant, gdzie Mistrz Jedi rozmawia z Obi-Wan Kenobim, obaj skąpani w złotych promieniach zachodzącego słońca. Trzeba jednak podkreślić, że choć rysunki są profesjonalnie przygotowane, to jest to jednak tylko rzemieślnicza robota. Mają one podkreślać charakter historii i stanowić dla niej przekonujące tło.

Oprócz opowieści o Yodzie zamieszczono jeszcze króciutką historię z czternastego numeru niekanonicznego magazynu Star Wars Tales, wydanego na zachodzie przez Dark Horse Comics w 2002 roku. Głównymi bohaterami tego shorta o tytule „Przemytniczy splin” są Han Solo i Chewbacca. Akcja dzieje się w kantynie Mos Eisley, tuż przed spotkaniem przemytnika z Lukiem i Kenobim. Han szuka okazji do zarobku. W końcu musi jakoś spłacić Jabbie dług, a przewóz osób wydaje się szybką drogą do wzbogacenia. Oczywiście potencjalni klienci nie przypadną Hanowi do gustu i będzie zmuszony pomóc Jedi.

Scenariusz shorta opiera się na humorystycznej grze z filmami. Komiks ten jest pełen aluzji do Starej Trylogii. Niektórym może się wydawać nimi przeładowany, przez co dowcipy staje się dla takiej osoby naciągane i dodane na siłę. Taki jednak był zamysł i jeśli komuś podobają się postmodernistyczne zabawy, to nie powinien narzekać. Karykaturalne, przerysowane postacie nadają tej opowieści lekkiego i zabawnego charakteru, a rysunek podkreślony jest grubymi konturami, co efekt ten tylko uwydatnia.

Grudniowy numer być może nie porywa tak jak niektóre Star Warsowe historie. Mimo wszystko opowieść o Yodzie nie pozwala o sobie łatwo zapomnieć. Zarazem „Przemytniczy splin” to przyjemna, odprężająca historyjka, odsłaniająca zakulisowe wydarzenia z filmowej „Nowej Nadziei”. Dwunasty zeszyt roku 2009 jest więc dość interesującą pozycją dla fana Gwiezdnych Wojen.

Dyskusja