Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Strach się bać – recenzja książki „Legendy cyberkatakumb”

Napisanie niebanalnej recenzji tomu opowiadań jest rzeczą trudną. Tak naprawdę każde opowiadanie jest przecież miniaturką powieści, odrębną całością, którą należy ocenić zupełnie osobno. Dodatkowej ewaluacji może podlegać zbiór jako całość, koncept-album poświęcony konkretnej tematyce, ja natomiast nie zamierzam wystawiać 17 osobnych not, lecz potraktować książkę globalnie. „Legendy cyberkatakumb” poruszają kilka ważnych zagadnień z pogranicza filozofii, metafizyki oraz przede wszystkim nowoczesnych technologii i związanych z nimi zagrożeń. Czy powinniśmy już się bać?

Opowiadania zawarte w książce pochodzą z ostatniego dziesięciolecia, najwcześniejsze z roku 2001, natomiast ostatnie z roku 2007. Czasy aż tak bardzo nie zmieniły się: oprócz postępującej miniaturyzacji, coraz bardziej płaskich telewizorów i szybszego Internetu, można powiedzieć, że nie dokonał się spektakularny postęp. Nadal nie udało się uleczyć raka i większości śmiertelnych chorób, a dyski twarde niezmiennie okazują się zbyt małe. Autor ma świadomość postępującej ewolucji, ale w swoich opowieściach wybiega „znacznie” dalej. „Znacznie” to bardzo nieprecyzyjne słowo, bo też ciężko jest stwierdzić w jakich czasach dzieje się większość historii. Raz są to lata współczesne, innym razem nieokreślona przyszłość, która może zdarzyć się za 10, 100 czy 1000 lat. Ta niewiadoma paradoksalnie sprawia, że przekazywane treści są nam bliższe, bardziej przystępne, a przez to bardziej przerażające.

Ogólnoświatowa Sieć (ang. World Wide Web) to twór, który żyje własnym życiem. Nie ma na Ziemi osoby, która mogłaby stwierdzić, że kontroluje Internet. Oczywiście są olbrzymie koncerny takie jak Google, Microsoft czy Dell, które na pewno dużą część tej władzy mają, jednak nie istnieje żaden ośrodek centralny. Przy ilości nowo tworzonych stron WWW rzędu dwóch milionów dziennie i podobnej ilości wysyłanych e-maili, nie ma na tym świecie komputera, który potrafiłby to wszystko zliczyć i przeanalizować. Jeszcze nie ma, lecz z pewnością supermocarstwa nad takimi maszynami właśnie pracują. Kiedy prawie 10 lat temu w kinach pojawił się „Matrix” świat oszalał, a przy tym ludzie zaczęli zwracać większą uwagę na kwestie bezpieczeństwa i kierunku, w który zmierza podłączenie do cyberprzestrzeni.

Konrad Lewandowski nie jest nowatorem, większość pomysłów krąży już w popkulturze, jednak z pewnością nie można odmówić mu wizjonerstwa i literackiego polotu. Jako absolwent Politechniki Warszawskiej na kierunku Inżynieria Chemiczna i Procesowa oraz jako doktor filozofii, z pewnością ma wszelkie predyspozycje do pisania ciekawych książek. Podobnie jak Miroslav Zamboch, który z zawodu jest fizykiem jądrowym, a potrafił genialnie opisać świat po nuklearnej zagładzie w powieści „Mroczny Zbawiciel”. Tak więc autor pisze zajmująco, czytając wprost nie mogłem oderwać oczu, lecz rzeczą najważniejszą jak zawsze pozostaje przesłanie. Kiedyś wszyscy ludzie będą mogli przenieść się do wirtualnego świata, z dala od trosk świata doczesnego. Ten proces powoli staje się faktem, lecz technologia nadal jest niedoskonała. Mamy takie gry jak „World of Warcraft”, „Second Life” czy „Sims” – te symulatory stają się coraz lepsze, a każdy gracz wie, że potrafią wciągnąć na długie godziny. We wspomnianym wcześniej filmie braci Wachowskich, ludzie żyją w Sieci latami, nieświadomi swoich realnych, organicznych ciał. Lewandowski natomiast proponuje nam zupełnie świadomą transformację jaźni w ciąg binarny. Kiedy nasze doczesne życie będzie się kończyć, dostaniemy dwie możliwości: zapłacić firmie prowadzącej cyberkatakumby i przenieść się do cyber-realu, lub po prostu umrzeć ostatecznie, tak tradycyjnie i po staremu. Ta pierwsza opcja jest synonimem nieba, ponieważ możemy wgrać dowolny program, który będzie trwać po kres istnienia ludzkości, opcja druga jest niebytem, ale jest też opcja trzecia i czwarta, o których nikt nie wspomina…

Opowiadanie „Animista” jest historią hakera, który dla perwersyjnej przyjemności łapie zmarłych ludzi, czyli programy komputerowe w swoje sidła i dzięki pewnym narzędziom, implementuje ich w przedmiotach codziennego użytku. Ludzi bogatych stać na lepsze post-mortem zabezpieczenia, natomiast Ci biedniejsi „żyją” w publicznych cyberkatakumbach, które łatwo mogą stać się celem ataku. Autor pokazuje jak łatwo zmanipulować ludzkie działania i wytwory, to tak jak z kolejnymi wersjami Windows – Microsoft za każdym razem twierdzi, że nowa wersja jest odporna na działania. Najczęściej takie przechwałki są weryfikowane już kilka godzin po wypuszczeniu programu. Można więc sobie wyobrazić, jakie konsekwencje mogłoby mieć wpuszczanie ludzkiej świadomości do Sieci. Piekło.

Szczególnie utkwiło mi w pamięci opowiadanie „Zgon ekstremalny”. Są na świecie kluby multiagonistów, którzy podłączają się do programu komputerowego, aby przeżyć swoją własną śmierć. Prawdziwi koneserzy „zaliczyli” setki zgonów, najczęściej poprzedzonych torturami, które sobie zadają aby przeżyć w konsekwencji seksualne spełnienie. Jednostką siły odczuć są STOR-y, czyli standardowe orgazmy. Dobra śmierć potrafi mieć siłę kilkunastu STOR-ów, a to jest lepsze od najdroższych narkotyków i tak samo mocno uzależnia, do tego stopnia, że można się kompletnie zatracić, przeżyć zapaść i umrzeć w realu. Kolejne zagrożenie podłączenia do cyberprzestrzeni.

Jeszcze innym ryzykiem, jest możliwość włamania się hakera lub wirusa, do naszego mózgu. Gdy ludzie mają zainstalowane implanty i łączą się z Siecią bezpośrednio poprzez umysł, wzmacniany mikroprocesorami, staje się on wrażliwym celem agresji z zewnątrz. Tematykę mocno rozwinął Mamoru Oshii w kultowym anime „Ghost in the Shell”, Lewandowski natomiast przeniósł ją z gruntu androidów, na ludzi. Historia „Powołanie Besta” mówi o człowieku, który stał się bezwolną pacynką w rękach organizacji pseudokościelnej, która na dodatek okazała się zmutowanym wirusem komputerowym. Pisarz generalnie w kilku miejscach odwołuje się do Boga, Kościoła, czy jakiejś wiary i prawie zawsze jest to ukryta ironia lub sarkazm. Osoby mocno religijne na pewno wyczują lekko negatywny tembr skierowany w stronę chrześcijaństwa, lecz jest to podejście skłaniające do zastanowienia, a nie obrzucanie Boga błotem.

Tematyka opowiadań jest naprawdę interesująca i na czasie, autor porusza wiele moralnie trudnych kwestii i zmusza nas do rozważań. Na pewno nie można tego nazwać przełomem w science-fiction, bo o to trudno. Był już przecież Lem, Aasimov, Dick i wielu innych prekursorów futurologii. Lewandowski natomiast poddaje stare problemy ponownej analizie, rzucając na nie badawcze spojrzenie i trochę inne światło. W multum miejsc można natknąć się na odniesienia do klasyki literatury i kina s-f, co jako czytelnik odbieram jako hołd dla wielkich z przeszłości, a to tylko plus. Konrad Lewandowski nie puszy się na nowego proroka przyszłości, chociaż pierwsze opowiadanie pt. „Ultimathulium” jest w tej materii dość dwuznaczne, podobnie zresztą jak jego „Pochwała herezji”. Ma na swoim koncie kilka znaczących sukcesów literackich, jest w pełni ukształtowanym pisarzem o ciekawym poglądzie na świat i przede wszystkim – jest autentyczny. Kojarzy mi się z renesansowym naukowcem, z jednej strony filozof, z drugiej przyrodnik. Odpowiadając na pytanie z początku: Tak. Możemy już się bać.

Tytuł: „Legendy cyberkatakumb”
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawnictwo: Fantasmagoricon
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 312
ISBN: 978-83-925540-7-3
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195 mm
Seria: Odmienne stany fantastyki
Cena: 28,50 zł

Książka jest objęta patronatem Bestiariusza.

Dyskusja