Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zagadki z wybrzeża – recenzja książki „Zimne wybrzeża”

Arktyka to jedyna część Ziemi, którą człowiek nigdy do końca nie zawładnął. Jest to ostatni kawałek świata, w którym uzbrojenie nie służy obronie przed innymi ludźmi lecz przed potężniejszymi stworzeniami. Królowie tej krainy są krwawi i znakomicie przystosowani do środowiska, w którym żyją.

Akcja powieści rozgrywa się w 1957 roku. W miasteczku Longyearbyen przebywa brytyjski naukowiec – John Smith. Codziennie wyprawia się on na długie przechadzki, poznając miasto i pobliską okolicę wraz z osadą rosyjskich górników. W tym samym czasie zaginął członek polskiej stacji badawczej. Jednym z zadań Smitha będzie rozwiązanie tej zagadki. Wraz z biegiem wydarzeń czytelnik poznaje przeszłość bohatera i wychodzi na jaw, że praca naukowca to przykrywka dla prawdziwego celu jego przyjazdu.

John Smith lubi samochody, książki i kobiety. Pod pewnymi względami jest on podobny do Vuko Drakkainenna, postaci z „Pania Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza. Łączy ich samotność w obcej, niebezpiecznej krainie oraz ważne zadanie do wykonania, jak również wyrzuty sumienia i nieprzyjemne wspomnienia. Obydwoje skrywają swoje pochodzenie przed innymi i wykonują powierzone im zadania bardzo skrupulatnie, nie pozwalając sobie na najmniejsze błędy. Różni ich natomiast wzbudzane przez Smitha zaufanie. Naukowiec działa według własnych, sprawdzonych metod, nie tak brutalnych jak u Vuko.

Realia panujące na wyspie można krótko opisać jako „zimno i niebezpiecznie”. Człowiek jest niemal bezbronny wobec trudów arktycznych warunków. Miasteczko tonie w ubóstwie. Wydawane są także kartki na alkohol, które mają na celu powstrzymanie pijaństwa. Wszędzie unosi się pył i sadza z kopalnianych kominów. Pomimo tego, odległe krajobrazy stają się malownicze i silnie działają na wyobraźnię czytelnika.

Twardoch stopniowo odsłania kolejne karty powieści, budując napięcie i klimat. Akcja ostrożnie nabiera tempa, a czytelnik jest coraz bardziej wciągany w wir zdarzeń. Jednak szybko przeczytana książka pozostawia po sobie pewien niedosyt. Zakończenie, choć odpowiednie, przychodzi nagle, zaskakując czytelnika.

Autor operuje lekkim piórem, dzięki czemu całość czyta się przyjemnie i szybko. Często wprowadza elementy obcojęzyczne, jako smaczek dodający powieści klimatu. W „Zimnych wybrzeżach” łączą się cechy powieści przygodowych, kryminalnych i szpiegowskich. Ponadto, w książce zostaje poruszony wątek typowo fantastyczny, przytoczony jako opowieść jednego z górników. Jest to niezwykle ciekawy pomysł. Szkoda tylko, że Twardoch bardziej go nie rozwinął.

Podsumowując, każdy w książce powinien znaleźć coś dla siebie. „Zimne wybrzeża” są dziełem lekkim. Jest to powieść, która nie zajmie czytelnikowi zbyt wiele czasu. Natomiast w pamięci pozostawia po sobie ślad na dłużej, jako naprawdę przyjemna lektura.

Tytuł: „Zimne wybrzeża”
Autor: Szczepan Twardoch
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: kwiecień 2009
Liczba stron: 240
ISBN-13: 978-83-245-8512-0
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195 mm
Cena: 24,90 zł

Dyskusja