Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Łowca też ma sekrety – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 1/2010”

Gwiezdnowojenni miłośnicy Mandalorian i łowców nagród mogą być zadowoleni. Ostatni numer specjalny magazynu Star Wars Komiks w 2009 roku był poświęcony Jango Fettowi. W styczniu 2010 pojawia się zaś jego syn – Boba. To właśnie jego znajdziemy na okładce magazynu. Na czytelników czeka ponadto kolejna historia z Wojen Klonów i zabawna przygoda C-3PO.

Pierwsza z opowieści nosi tytuł „Pole rażenia”. Pojawi się w niej Obi-Wan i Mroczna Jedi, Asaji Ventress oraz łowca nagród Durge. Dla tych, którym spodobała się seria „Obsesja”, ponowne spotkanie z Mistrzem Kenobim i Asaji na pewno będzie ciekawym uzupełnieniem tamtej historii. Komiks, w formie retrospekcji, skupia się jednak na postaciach czterech legendarnych Jedi, którzy razem z Obi-Wanem pojawili się na planecie Queyta, by zdobyć antidotum na opracowaną przez separatystów broń biologiczną. Przelotnie zobaczymy także Anakina i Mace Windu.
Najmocniejszym punktem scenariusza nie są jednak znani nam już bohaterowie, a czterej nowo poznani Mistrzowie Jedi. Każda z tych postaci jest charakterystyczna i zapada w pamięć, choć pojawiają się oni na krótko. Niestety, scenarzysta zmarnował potencjał drzemiący w czwórce Jedi i zbyt łatwo się ich pozbył. Było to oczywiście konieczne, by ukazać wpływ wojny na Zakon. Opowieść jest jednak zbyt chaotyczna. Liczy się w niej akcja, a treść schodzi na drugi plan, przez co historia ta staje się dość przeciętną i mało przekonującą opowiastką o biednych Jedi z okresu Wojen Klonów. I to taką, w której trudno wczuć się w losy bohaterów. Kwintesencją tego jest moment, w którym pokazano płaczącego Obi-Wana. Choć z jego punktu widzenia, sytuacja rzeczywiście była dramatyczna, to dla czytelnika może się ona wydać naciągana i sztuczna.

Komiks jest ładnie rysowany i jego twórcy przyłożyli się do tego, by przenieść czytelnika w świat Star Wars. Kadry dokładnie, bez przerysowań, w naturalny sposób przedstawiają bohaterów. Kreska jest delikatna, a kolory – zwłaszcza na Queycie – podkreślają dynamizm opowieści i po prostu cieszą oko. Sama planeta kojarzyć się może z Mustafarem. W opowieści brak jednak jakiegoś charakterystycznego ujęcia, czy kadru, który zapadał by w pamięć. I to nawet pomimo upiększenia niektórych elementów obrazu komputerową obróbką w programach graficznych (miecze świetlne, wybuchy).

Choć kolejne dwie historie pochodzą z serii Star Wars Tales, to jednak tylko jedna z nich – „Przelicytowany, lecz niepokonany” – jest uznawana za kanoniczną. Warto to podkreślić, jest ona również jedną z ważniejszych jeśli chodzi o losy Boby Fetta. Dowiadujemy się z niej dość istotnej rzeczy o życiu tego łowcy nagród i poznajemy Sintas Vel. Kim ona jest i co kryje tajemniczy pojemnik, który oboje próbują odzyskać z rąk przestępcy, Pizztova? Tego musicie dowiedzieć się czytając komiks. Jeśli jednak nie przeglądaliście życiorysu Boby, możecie być zaskoczeni.
Komiks rysowany jest w podobnym stylu jak „Pole rażenia”. Tu jednak nie ma komputerowo poprawianych elementów, a tła zawierają mniej szczegółów. Więcej jest gry ze światłocieniem, a układ plansz jest bardziej odważny i ciekawy. Niektóre kadry mają nieregularne kształty. Na uwagę zasługuje dbałość z jaką oddano wygląd zbroi Fetta. W tym komiksie rysownicy skupili się głównie na postaciach i choć podobnie jak poprzedzająca go historia jest on dynamiczny, to nie zapomniano tym razem o podkreśleniu obrazem charakteru bohaterów i odczuwanych przez nich emocji.

Na koniec został jeszcze króciutki komiks z C-3PO, a właściwie z „Kapitanem C-3PO”. Ze względu na karykaturalne, nieforemne rysunki (np. stosunek wielkości R2D2 do swego towarzysza), zaburzenia perspektywy, samą kreskę mocno podkreślającą kontury, ale zarazem oszczędną, oraz kolory nakładane w komputerze, od razu mamy wrażenie, że historia ta to tylko żart; że to opowieść na zasadzie „co by było gdyby”. Na nieszczęście, jej scenariusz jest tak niewiarygodny i absurdalny, że czytelnik z trudem może go zaakceptować. Wyobrażacie sobie tchórzliwego C-3PO dowodzącego innymi robotami i ratującego statek transportowy przed piratami i łowcami nagród? A jeśli na dodatek wygłasza on motywacyjno-patriotyczne gadki do zwycięskich droidów? Oczywiście, niby kwestia zachowania się androida jest wytłumaczona i ma swoje uzasadnienie (a Artoo ma w tym spory udział), ale mimo to i tak trudno w nie uwierzyć. Nic dziwnego, że komiks nie trafił jak do tej pory do kanonu.

Ostatnia historia jest najsłabsza z całej trójki. Fanom Star Wars na pewno przypadną do gustu dwie pierwsze opowieści. Mimo dość sztampowego scenariusza, ciekawe postacie i ich ilość w „Polu rażenia” oraz dynamiczna akcja, sprawiają, że zapoznanie się z tą historyjką usatysfakcjonuje czytelników. „Przelicytowany, lecz niepokonany” ze względu na ukazanie Boby Fetta od strony innej niż jako łowcy nagród, jest nie tylko najlepszą opowieścią w tym numerze magazynu, ale i utworem, który fani Star Wars powinni zobaczyć. Styczniowa edycja „Star Wars – Komiks” nie jest jednak aż tak porywająca, jak poprzednie wydania. Jesienne numery i ostatnia, grudniowa opowieść o Yodzie wraz z numerem specjalnym wysoko wywindowały poprzeczkę oczekiwań i trudno będzie ją przeskoczyć.

Dyskusja