Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Miecz jest przedłużeniem ręki – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 2/2010”

Lutowy numer magazynu „Star Wars – Komiks” wita czytelnika wizerunkiem mrocznego lorda Sith, Dartha Vadera. To wokół jego postaci zbudowana jest fabuła pierwszej historii.

„Wzorowy oficer”, bo taki nosi ona tytuł, rozgrywa się na krótko po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, czyli po wydarzeniach przedstawionych w filmie „Nowa Nadzieja”. Po tym jak Imperium odkryło położenie ich poprzedniego schronienia, rebelianci zmuszeni są znaleźć nowy lokalizację dla swej bazy operacji. Ich tropem rusza imperialny pościg pod wodzą samego Vadera. Jego podwładni, niekompetentnie wypełniając rozkazy, raz po raz niweczą akcję wzięcia rebeliantów żywcem. A może stoi za tym coś więcej niż tylko niekompetencja? Scenariusz Johna Jacksona Millera nie należy może do najwybitniejszych gwiezdnowojennych historii, potrafi jednak zaciekawić, zwłaszcza że pointa jest zaskakująca.

Rysunki do komiksu przygotował, znany wszystkim fanom komiksów spod znaku Star Wars, grafik, Brian Ching. Jego prace są bardzo estetyczne i przykuwają oko. Artysta opracował swoje plansze bardzo dokładnie, tak, że nawet odbłyski w hełmie Mrocznego Lorda wydają się realne. Mimo to rysunki nie tracą nic a nic z komiksowego stylu. Rysownik bardzo sprawnie przeprowadził syntezę dwóch rodzajów grafik: realistycznych z tymi tak charakterystycznymi dla historii obrazkowych.

Druga opowieść nosi tytuł „Broń Jedi”. Komiks ten przedstawia jeden z incydentów, który miał miejsce w czasie szkolenia młodego Anakina Skywalkera. Uczeń nazbyt pewny siebie nie posłuchał swojego mistrza Obi-Wana, czym wpędził się w nie lada problemy.
Historia ta jest lekka i przyjemna w odbiorze, ale nie wnosi wiele do historii świata Star Wars. Ukazuje za to kilka istotnych elementów, jakie musi opanować padawan, aby stać się prawdziwym Jedi. Historia ta ma więc pewne wartości moralizatorskie, pokazuje bowiem, jak wielu kłopotów można uniknąć dzięki pokorze i posłuszeństwu.

Stroną plastyczną zajął się tym razem Manuel Garcia. Jego rysunki są zdecydowanie wyraźniejsze niż te zaprezentowane w pierwszym tytule tego numeru. Na ostrość wpływają bowiem zdecydowanie zaznaczone, czarne kontury postaci. Również cienie są zaczernione, co stało się już dla wielu rysowników komiksów standardem. Kolorystyka „Broni Jedi” jest oszczędna, praktycznie podstawowa. Skutkiem tego komiks jest czytelny i przejrzysty, zaś układy kadrów i całych plansz to niewątpliwy plus dla tego tytułu. Są zaplanowane w taki sposób, że historia nie traci nic na dynamizmie, ponieważ ujęcia jasno wynikają z poprzednich.

Ostatnim tytułem numeru jest „Raczej ciemność widmowa”. Trzecia pozycja przedstawia jedną z kolejnych potyczek toczących się w Wojnach Klonów między Republiką a Separatystami. Wojnie zawsze towarzyszą liczne dramaty osobiste. To one zostały przedstawione w tym komiksie. Mamy tu więc rozterki wewnętrzne uczennicy Jedi, Obs Kaj, która przerażona okrucieństwem wojny pragnie opuścić zakon na zawsze. Rozterki trapią też jednego z przedstawicieli ludu, który w konflikcie stanął po stronie separatystów. Nie jest on przekonany czy zastawienie pułapki na Jedi nie przyniesie zagłady jego ziomkom. Obojgu przyjdzie słono zapłacić za swoje wątpliwości i zwłokę w podejmowaniu decyzji.

Rysunki w tym komiksie wyglądają niestety najgorzej ze wszystkich historyjek zaprezentowanych w numerze. Prace Grega Tocchini nie są tak szczegółowe i pełne detalu, jak inne zawarte w tym magazynie. Uwagę przede wszystkim zwracają twarze. Praktycznie żaden bohater nie wygląda dokładnie tak samo jak na sąsiednich kadrach. Ten brak konsekwencji widać zwłaszcza na przykładzie Obs Kaj. Jako przedstawicielka obcej rasy na twarzy posiada zielone bąble lub łuski. Te raz znikają z jej policzka, raz się pojawiają. I nie chodzi tu o ukazanie tej postaci z dalszej perspektywy. W niektórych ujęciach nie widać tych detali, mimo że padawanka jest na pierwszym planie.
Z kolorystyką sprawa ma się jednak znacznie lepiej. Balans kolorów przedstawia całą gamę odcieni, co bardzo ładnie podkreśla światłocień. Refleksy świetle wystrzałów i mieczy świetlnych są dzięki temu ciekawie przedstawione.

Drugi, tegoroczny numer magazynu zawiera więc trzy historie zbliżone do siebie poziomem scenariuszy. Każdy z nich jest tak samo ciekawy, każdy z nich zawiera jakiś morał końcowy i myśl przewodnią. Jest to doskonały dowód na to, że komiksy nie tylko dają nam chwilę relaksu, ale i mogą uczyć. Zeszyt dzięki temu jest więc godny uwagi, podobnie jak poprzednie numery.

Dyskusja