Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Parodia z dreszczykiem – recenzja książki „Błękitny Księżyc”

Problem z powieściami, które da się zaliczyć do jednego, określonego gatunku, polega na tym, iż ciężko silić się na oryginalność, kiedy wszystko już zostało powiedziane. Najgorzej pod tym względem ma klasyczne fantasy. Wiadomo, jaki jest utrwalony wizerunek elfów, krasnoludów, bohaterów i księżniczek. Niemniej pół biedy jeszcze, kiedy autor pisze schematycznie do bólu, jednak z wartką akcją i żywymi bohaterami. Literacka tragedia powstaje wtedy, gdy pisarz porywa się z mieczem na ustandaryzowaną parodię.

Początek „Błękitnego Księżyca” zapowidał tego typu klęskę. Na pierwszych stronach powieści poznajemy niezbyt rozgarniętego księcia, który wyrusza by zabić smoka. Czyni to, ponieważ jest młodszym synem króla i wie, że cały dwór liczy na jego śmierć, by w przyszłości nie wystąpił problem braterskich walk o tron. Całość jest okraszona słabym humorem, który między wierszami mówi czytelnikowi: „uciekaj”. Jednak, ku zdziwieniu i uldze wytrwałego miłośnika fantastyki, powieść następnie nabiera tempa, bohaterowie dojrzewają, a natrętne mruganie do czytelnika przestaje przeszkadzać. Co więcej, w pewnym momencie zaczyna stanowić o uroku całej publikacji.

Główną osią powieści jest rozrastanie się Czarnoboru – posępnej puszczy, kryjącej niebezpieczne demony i potęgującej strach w każdym żywym stworzeniu. Mieszkańcy okolicznych ziem obawiają się, iż zbiża się niezwykle rzadkie zjawisko, w trakcie którego na niebie pojawia się niebieski Księżyc. Jest to zły omen, oznaczający wyzwolenie pierwotnej magii i powrót Księcia Demonów. Aby przetrwać, należy odnaleźć wygnanego Arcymaga – ostatnią nadzieję ginącego w mroku królestwa.

Wbrew pierwszemu wrażeniu, powieść Simona R.Greena nie jest parodią. Książka okazuje się dobrą fantasy, w dodatku nie do końca kanoniczną. Z jednej strony mamy do czynienia z przeobrażeniem nieudacznika w prawdziwego bohatera. Na przeciwległym biegunie znajdziemy jednak tchórzliwe gobliny, wojowniczą i bardzo pyskatą księżniczkę oraz znudzonego długim życiem smoka. Mimo to efekt końcowy jest niezwykle przyjemny. Taka eklektyczna konstrukcja powieści pozwala pisarzowi lawirować między różnymi stylami narracji i swobodnie przeskakiwać od heroicznych opisów do zupełnie absurdalnych sytuacji. Dzięki temu „Błękitny Księżyc” nie dłuży się, nie nudzi, a nawet potrafi zaskoczyć czytelnika niespodziewanym zwrotem akcji.

Od strony wydawniczej książka prezentuje się bardzo estetycznie. Opisy na okładce podkreślają raczej humorystyczny akcent powieści, minimalizując przy tym rolę fabuły. Jest to o tyle mylące, iż tak skrótowy opis nie zachęci do sięgnięcia po książkę tych, ktorzy pragną dreszczyka emocji. Na szczęście, sama treść nadrabia te zaległości.

Jeśli więc ktoś zastanawiał się nad kupnem lub pożyczeniem „Błękitnego Księżyca”, ale zrezygnował z powodu obaw o jego wartwę fabularną – spokojnie może po tę książkę sięgnąć. Nie jest to perełka literatury światowej, ale dwa tomy powieści Simona R. Greena pozytywnie zaskakują.

[img=left]http://ksiazki.wp.pl/k/i/k/150/978-83-7574-108-7_14183_F.jpg[/img]Autor: Simon R. Green
Tytuł: „Błękitny Księżyc” t. 1 i 2
Tytuł oryginału: „Blue Moon Rising”
Język oryginału: angielski
Liczba stron: 352
Miejsce wydania: Lublin
Rok wydania: 2009
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195 mm
Wydawca: Fabryka Słów
ISBN: 978-83-7574-108-7
Seria: Obca krew

Dziękujemy wyd. Fabryka Słów za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Dyskusja