Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Eden Log”

Na pierwszy rzut oka „Eden Log” wygląda jak klasyczny horror science-fiction ze zmutowanymi potworkami. Owszem, wszystko to, co można zobaczyć w trailerze, czyli mroczna stylistyka, ograniczona w zasadzie tylko do brudnej szarości paleta barw, operowanie mocnym kontrastem i budowanie atmosfery światłem, liczne zbliżenia na twarze bohaterów, a do tego nastrojowa muzyka, zwraca uwagę i może się podobać, ale podobne zabiegi widzieliśmy w wielu innych filmach. Scenariusz również nie wydaje się zbyt oryginalny: jest tajny kompleks; jest tajemnicza roślina, która wyrwała się spod kontroli; jest bohater, którego jedynym celem jest przetrwać – standard.

Tyle, że „Eden Log” to nie jest standardowe kino. „Eden Log” zaskakuje i nie pozostawia obojętnym.

Już sam początek, choć wykorzystuje mało wyszukany koncept, jest dowodem na to, że mamy do czynienia ze szczególnym filmem. Główny bohater (Clovis Cornillac) budzi się pod ziemią w kałuży wody, cały ubłocony i przemarznięty. Wokół ciemność i tylko w oddali błyska latarka. Migające światło utrudnia widzowi orientację. Prędko okazuje się, że nasz bohater również nie bardzo wie co się dzieje. Nie wie ani tego kim jest, ani tego gdzie się znajduje. Pragnie tylko jednego: uciec na powierzchnię. Widz pragnie natomiast poznać odpowiedź na pytanie, o co tu chodzi?

Co ciekawe, reżyser tak prowadzi opowieść, by to właśnie widz stał się głównym bohaterem i uczestnikiem wydarzeń. Wydaje się, że tylko obserwujemy to co się dzieje na ekranie. Cały czas musimy jednak aktywnie odbierać obraz, by – razem z postacią graną przez Cornillaca – móc rozwikłać zagadki kompleksu Eden Log. Bez umiejętności myślenia i kojarzenia faktów się nie obejdzie. W innym wypadku widz albo nie zrozumie filmu i uzna go za twór kiepski, albo będzie musiał szukać wyjaśnienia w internecie.

Problem jednak w tym, że „Eden Log” rzeczywiście jest trochę zbyt zagmatwany, a przez to nieczytelny. Sens opowieści zaciera się, a zakończenie wydaje się, pozornie, sztuczne i niezrozumiałe. Wypracowanie więzi między widzem, a opowieścią, zostało tu maksymalnie utrudnione. To co oglądamy pozostaje obce i nieprzystępne. Istnieje więc ryzyko, że zamiast zareagować emocjonalnie, widz przyjmie postawę obojętną wobec wydarzeń na ekranie. Całość jest jednak wewnętrznie spójna i trudno doszukiwać się w scenariuszu większych nieścisłości. Przed widzem odsłonięto tylko to, co było konieczne. Nie wiemy nawet w jakich czasach dzieje się historia, ani gdzie znajduje się kompleks Eden Log. Nie wiemy też skąd wzięła się w nim roślina. Takie zresztą było założenie reżysera, Francka Vestiela. Znajomość tych faktów i tak nie jest istotna.

To co tak naprawdę jest w tym filmie najciekawsze, to nie przesłanie, ani skomplikowana fabuła. Do obrazu przyciąga jego klaustrofobiczna, mroczna atmosfera. Vestiel tak dobrał środki techniczne, by ją podkreślić: od wybrania odpowiedniej lokacji na plan zdjęciowy (podziemny kompleks i kanały), przez wykorzystanie odpowiedniej palety barw oraz metody kręcenia z ręki, a nie na statywach, aż po nerwowy montaż. W połączeniu z muzyką Alexa Cortésa robi to spore wrażenie i jednak wyróżnia się na tle innych filmów. „Eden Log” cechuje przy tym minimalizm, bez którego nie udałoby się nakręcić tej historii równie sugestywnie. Niektórzy widzowie przyzwyczajeni do efekciarstwa w kinie i w science-fiction, po seansie mogą stwierdzić, że jest to piętą achillesową filmu i z większym budżetem byłby on lepszy. W praktyce tylko scena, w której widzimy wzrost rośliny (także na trailerze), mogłaby zostać lepiej zrealizowana jeśli chodzi o efekty komputerowe.

Film z powodzeniem mógłby się zresztą stać kanwą gry video. Survival horror? Mroczna przygodówka? A może skradanka? Czemu nie. „Eden Log” zawiera wszystkie elementy charakterystyczne dla tego rodzaju rozrywki. Znajdą się w nim również odniesienia do franko-belgijskich komiksów w rodzaju „Metal Hurlant” (odpowiednik amerykańskiego „Heavy Metal”). Można też poczuć pewien wpływ Luca Bessona, czy Jean-Pierre Jeneuta („Miasto Zaginionych Dzieci”). „Eden Log” to film specyficzny, bliższy dokonaniom Darrena Aronofsky’ego (zwłaszcza „Pi”), czy Terry’ego Gilliama („12 Małp”), niż typowemu kinu science-fiction. Rdzeń stanowi jednak schemat klasycznej, cyberpunkowej opowieści utrzymany raczej w konwencji thrillera, niż horroru.

„Eden Log” to dzieło nietuzinkowe i intrygujące, ale i trudne do oceny. Większości widzów film ten prawdopodobnie się nie spodoba. To ile się z niego wyciągnie zależy od percepcji i zaangażowania oglądających. Film po prostu wymaga skupienia i nie nadaje się do oglądania jeśli ktoś nam co chwila przeszkadza. Nawet wtedy trudno jest jednak nadążyć za opowieścią, nie mówiąc już w ogóle o utożsamianiu się z bohaterami. Zasiadając do „Eden Log” trzeba pamiętać o tym, że to „ciężki” film, który nie ułatwia widzowi odbioru. Może to właśnie to jest w nim najbardziej urzekające.

Ocena: 7/10

Tytuł: Eden Log
Tytuł oryginału: Eden Log
Reżyseria: Franck Vestiel
Scenariusz: Pierre Bordage, Franck Vestiel
Muzyka: Alex Cortés
Data premiery: 2007-12-26 (Świat)
Czas trwania: 98 minut
Kraj: Francja
Obsada: Clovis Cornillac, Vimala Pons, Zohar Wexler

Ocena: 7/5

Dyskusja