Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja filmu „Martyrs. Skazani na strach”

Podobno cierpienie uszlachetnia. Po obejrzeniu „Skazanych na strach” hasło to staje się jednak puste i całkowicie irracjonalne. Ten francuski horror pokazuje co się może dziać, gdy człowiek doznaje bólu. I wierzcie, w cierpieniu nie ma nic wspaniałego, niezależnie od tego jak dużo dobra miałoby ono przynieść. „Skazanych na strach” warto jednak obejrzeć z innego powodu. Tak sugestywnej i mrocznej atmosfery ze świecą szukać w wielu innych horrorach.

Nie ma w tym jednak nic dziwnego. W końcu to europejskie kino, które w większym stopniu niż amerykańskie produkcje stawia nacisk na nastrój. Film nie jest aż tak widowiskowy jak horrory zza Wielkiej Wody, ale jest nie mniej emocjonujący. W „Skazanych na strach” intryguje już pierwsza scena, w której małej dziewczynce – brudnej i posiniaczonej – udaje się uciec z sali tortur. Kim jest? Skąd ucieka i przed kim? A to tylko początek i pytań, i emocji. Chwilę potem widzimy bowiem tę samą bohaterkę, tym razem już dorosłą, w brutalny sposób przerywającą sielskie, rodzinne śniadanie. Sekwencja ta jest równie dramatyczna co „interwencja” policjanta Stansfielda u rodziny Matyldy z „Leona Zawodowca”, a przynajmniej równie krwawa. Dalej jest jeszcze bardziej intensywnie, a jako że scenariusz obfituje w zwroty akcji, nieładnie byłoby zdradzić coś więcej z fabuły.

Scenariusz to zresztą jeden z bardziej wartościowych elementów tego filmu. Przede wszystkim jest on inny, niestereotypowy i w pewnym sensie – odwrócony. Tu bowiem napięcie nie jest budowane stopniowo. Od samego początku widzowi towarzyszy niezwykle gęsta atmosfera osaczenia. Jednak w pewnym momencie akcja wyhamowuje, zmienia się konwencja, a co za tym idzie także nastrój filmu. Dynamiczna opowieść staje się statyczna i z klasycznego slashera przeistacza się w metafizyczne torture porno. Subtelna gra konwencjami to zresztą kolejny atut „Skazanych na strach”. Miłośnicy horroru znajdą tu nawiązania do filmów o zombie, japońskiego kina grozy w stylu „Kręgu”, czy „Dark Water”. Wymieszanie różnych rodzajów kina udało się i nie tylko nie zaburzyło to spójności obrazu, ale ubarwiło go i uatrakcyjniło, choć w pewnym momencie widz się gubi i zaczyna zastanawiać do czego ta opowieść zmierza.

Żeby jednak nie było tak wspaniale: zakończenie filmu okazuje się nazbyt trywialne i płytkie. Scenarzysta zbyt wcześnie decyduje się pokazać karty udzielając odpowiedzi na początkowe pytania. Na koniec wyciąga jeszcze kilka kart z rękawa, ale nie ma wśród nich asa. Miało nim być uzasadnienie wszystkich wydarzeń oraz obecnego w filmie sadyzmu i brutalności. Wydaje się ono jednak bezsensowne i może zrazić tych, którzy od kina oczekują rozrywki. Ci bardziej wymagający stwierdzą natomiast, że zakończenie jest naciągane i niepotrzebnie ucieka w metafizykę. Paradoksalnie, nawet jeśli przesłanie miało być inne, a końcówkę zrobiono by na siłę dodać głębię, to odczytanie ostatniej sceny jako zaprzeczenia sensu cierpienia i poświęcenia męczenników w nim pokazanych, służy filmowi i sprawia, że trudno o nim zapomnieć.

Na tle innych produkcji film wyróżnia się ponadto znakomitym warsztatem. Pod tym względem nie ma tu słabych stron. Zarówno montaż, zdjęcia jak i scenografie doskonale dopasowano do scenariusza, tak, że jest on jeszcze bardziej wiarygodny i przerażający. Warto również zauważyć, że korzystając z różnych stylów, reżyser nie popada w przesadę i umiejętnie stosuje klasyczne zagrywki i typowe motywy, na przykład to, że otwarte drzwi, nagle nie chcą się otworzyć. Atmosferę buduje także dobre aktorstwo. Oglądając film nawet przez jedną chwilę nie mamy wrażenia, że to co widzimy to tylko gra. Bohaterowie są autentyczni, a ich emocje znakomicie uwidocznione.

„Skazani na strach” to zdecydowanie jeden z lepszych horrorów jakie ostatnio można było zobaczyć. To intrygująca opowieść, która nie powiela schematów, za to świetnie je wykorzystuje, a na dodatek daje pretekst do przemyśleń. Nawet jeśli metafizyczna strona „Martyrs” nie wypada najlepiej, to film po prostu dobrze się ogląda. Obraz ten nie zdobył aż tak dużej popularności jak produkcje hiszpańskie, ale to kolejny dowód na to, że to na naszym kontynencie w tej tematyce rozdaje się teraz karty.

Ocena: 8/10

Tytuł: Martyrs. Skazani na strach
Tytuł oryginału: Martyrs
Reżyseria: Pascal Laugier
Scenariusz: Pascal Laugier
Muzyka: Alex Cortés
Data premiery: 2009-03-13 (Polska), 2008-05-12 (Świat)
Czas trwania: 99 minut
Kraj: Francja, Kanada
Obsada: Morjana Alaoui, Mylene Jampanoi, Juliette Gosselin, Xavier Dolan

Ocena: 8/5

Dyskusja