Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Muzyka filmowa

Na sukces kasowy i artystyczny filmu składa się wiele czynników. Oczywiście podstawą jest ciekawy scenariusz, dalej perfekcyjne pokierowanie pracą na planie, czyli reżyseria, później dobór i gra aktorów, zdjęcia, montaż, całe zaplecze techniczne i w końcu muzyka.

Praca kompozytora filmowego to ciężkie zadanie, możliwe, że jeszcze trudniejsze od swobodnego pisania nut, mamy przecież ścisłe ograniczenia czasowe – timing poszczególnych scen. Od momentu powstania X muzy, w zasadzie zbyt wiele nie zmieniło się w kwestii kompozycji, nadal trzeba mieć do tego serce i talent, z tym, że praca z partyturami oraz żywe obcowanie z instrumentem teraz najczęściej zastępuje komputer.

Obrazek
Na samych początkach kina, od momentu stworzenia go przez braci Lumiere, obecność muzyki podczas seansu nie była oczywista. Były to całkowicie nieme pokazy, dopiero po kilkudziesięciu projekcjach, właściciel jednego z nicklodeonów wpadł na pomysł, aby zatrudnić pianistę. Co ciekawe, idea nie padła z pobudek artystycznych, ale czysto użytkowych. Muzyka miała zagłuszać głośną pracę urządzenia i rozmowy widzów, przecież film był głuchy, zupełnie bez fonii, a instrument miał funkcję odciągnięcia uwagi od szmerów.

Alicja Helman (filmoznawca) w książce „Na ścieżce dźwiękowej. O muzyce w filmie” pisze następująco:

Zadaniem pianisty, tzw. tapera, czy małego zespołu orkiestrowego nie było bynajmniej dostarczanie artystycznych wzruszeń, ale zagłuszanie terkotu aparatu projekcyjnego, odciążanie jednego, wyłącznie zaangażowanego zmysłu wzroku dostarczaniem słuchowi wrażeń, których odbiór nie wymagał najlżejszego wysiłku. Muzyka – tak jak w kawiarni – była tylko obecna, a to, w jakim stopniu będzie się na nią zwracało uwagę, zależało wyłącznie od dobrej woli odbiorcy. Dźwięk nie był częścią spektaklu, przepływał obok, nie wchodził w żaden związek z pantomimą cieni…

Z kolei Richard Davis (słynny jazzman, basista gitarowy i profesor) w swoim poradniku skierowanym do młodych kompozytorów „Complete Guide to film Scoring” napisał:

(…)nawet jeżeli muzyka pełni rolę tylko tła bez jakiegokolwiek dramatycznego znaczenia, twoje pierwsze wrażenie pustki, bezcielesności obrazu, przeradza się w bardziej kompletne doświadczenie. Dalej nie ma słów (…) Ale obecność muzyki w jakiś sposób sprawia, że obrazy wyświetlane na ekranie stają się bardziej kompletnymi, aniżeli tylko dwuwymiarowymi cieniami.

Obrazek
Co ciekawe, przecież od setek lat orkiestra była obecna w teatrze. Już w czasach starożytnej Grecji i wszystkich późniejszych epokach, muzyka była nieodzownym środkiem wyrazu podczas spektaklu. Przeniknięcie jej więc do świeżej formy, wydawało się naturalne. Dlaczego więc w nowej sztuce obchodzono się z nią po macoszemu? Prawdopodobnie wynika to ze złudnego zachłyśnięcia się nową technologią i początkową próbą całkowitego wyparcia teatru. „Telewizja” była traktowana przez ludzi z wyższych sfer jako szatański wynalazek, rozrywka dla motłochu. Może pierwsi twórcy chcieli maksymalnie odciąć się od teatru, albo uważali film niemy jako kolejne stadium ewolucji kulturowej? Czysta kontestacja techniki: taśma, projektor i ekran, a dźwięk jako zło konieczne. Trudno powiedzieć jaka myśl im przyświecała, ale na szczęście szybko się wycofano z tej drogi, co zaowocowało nową, piękną dziedziną sztuki.

Oczywiście z biegiem czasu, to czysto użytkowe podejście zmieniało się. Muzyka stała się integralnym i nierozerwalnym elementem filmu, a dzisiaj nie wyobrażamy sobie, aby mogło być inaczej. Twórcy w końcu zrozumieli, że „Na cichym ekranie muzyka musi przejąć zadanie mówionego słowa.” Banalne wręcz stwierdzenie, ale prawie sto lat temu ludzie musieli do niego dojrzeć. Stan obecny najtrafniej werbalizuje niemiecki psycholog Horst Meyerhoff, opisuję metodę działania muzyki filmowej następująco:

Najważniejsze jest to, że muzyka, która rozbrzmiewa równocześnie z rozwojem opowieści wizualnej, może wydatnie podnieść stopień współuczestnictwa widza, może spowodować wyrwanie widza z biernej postawy i silniejsze zaangażowanie go w ekranowe wydarzenia: muzyka podnieca jego pobudliwość.

Jeżeli miałbym wymienić dzisiejszych, największych kompozytorów, byłoby to zadanie niezmiernie trudne. Powstało wiele prac naukowych traktujących temat przekrojowo, z którymi nie zamierzam polemizować. Problemem pozostawał klucz doboru. Z oceanu produkcji, które obejrzałem w ciągu swojego krótkiego życia, postanowiłem wybrać kilka kultowych, a następnie sprawdziłem autora muzyki i jak się okazało, dało to w miarę przyzwoity, acz całkowicie subiektywny obraz tematu. Często też, konkretny reżyser kojarzony jest z konkretnym kompozytorem, co znacznie ułatwiło mi sprawę. Przykładowo, jeden z najbardziej znanych duetów to Steven Spielberg i John Williams, David Lynch i Angelo Badalamenti, Sergio Leone i Enio Morricone, chociaż takich tandemów jest oczywiście znacznie więcej. W niniejszym artykule skupiam się jedynie na twórcach znanych z Hollywood, chociaż pamiętać też należy o rodzimych gwiazdach, jak Wojciech Kilar, Zbigniew Preisner, czy Krzesimir Dębski.

Artyści

Angelo Badalamenti (urodzony 22 marca 1937 w Brooklyn, Nowy Jork, USA). Twórca większości ścieżek dźwiękowych do filmów D. Lyncha. Poznałem go w wieku 10 lat dzięki „Twin Peaks”, zakochałem się w głównym motywie serialu, później przyszedł czas na inne dzieła jak „Blue Velvet”, „Lost Highway” czy „Mulholland Drive”.

Posługuje się głównie fortepianem wzbogaconym o instrumenty smyczkowe. Często pojawiają się też instrumenty perkusyjne, przede wszystkim wibrafon. Chętnie balansuje między gatunkami – od ciężkiego rocka przez country, po jazz. Ukończył Eastman School of Music. W świat filmu wkroczył w pełni, kiedy jego przyjaciel, David Lynch poprosił go, aby udzielił lekcji śpiewu Isabelli Rossellini, przygotowującej się wówczas do roli w Blue Velvet. Ostatecznie Badalamenti skomponował cały soundtrack do Blue Velvet, pojawił się jako pianista w klubie jazzowym w tym obrazie oraz nawiązał stałą współpracę z reżyserem, która trwa do dziś.

Philip Glass (urodzony 31 stycznia 1937 w Baltimore, USA). Jego muzykę często określa się jako minimalistyczną. W wieku sześciu lat zaczął uczyć się gry na skrzypcach, w ośmiu na flecie. Ukończył matematykę i filozofię na uniwersytecie w Chicago (1956). Potem postanowił zostać kompozytorem i wstąpił do Juilliard School w Nowym Jorku.
Uzyskał stypendium Fulbrighta i w latach 1963-1965 studiował w Paryżu pod kierunkiem Nadii Boulanger. Tam odkrył muzykę indyjską, która wpłynęła na kształt jego późniejszej twórczości – „minimalistyczną” wizję muzyki. W 1965 poznał Ravi Shankara – wirtuoza gry na sitarze. To spotkanie skłoniło go do głębszych studiów nad tradycyjną muzyką Indii i Tybetu. W 1966 wyjechał do Indii północnych, gdzie spotkał się z uchodźcami z Tybetu. Wywarło to bardzo duży wpływ na jego pracę i nie tylko: został buddystą, a w 1972 spotkał się z Dalajlamą i stał się gorącym orędownikiem sprawy tybetańskiej. Glass zajmował się również muzyką północnej Afryki; w latach 80. zaczął współpracę m.in. z Foday Musa Suso – dzięki niemu na płytach Glassa zaczęły pojawiać się afrykańskie i arabskie motywy. Po powrocie do Nowego Jorku wykorzystał w swojej pracy orientalne techniki.

Popularność zyskał jako kompozytor muzyki filmowej do eksperymentalnych dzieł dokumentalnych Godfreya Reggio: Koyaanisqatsi (debiut w roli kompozytora filmowego), Anima Mundi, Powaqqatsi i Naqoyqatsi.
W monumentalnym, genialnym Koyaanisqatsi, możemy uświadomić sobie olbrzymi wpływ i nierozerwalność kosmosu filmowego z dźwiękowym. Polecam obejrzenie go na słuchawkach, lub naprawdę głośno. Sam film to temat rzeka, jeżeli ktoś nie widział, koniecznie musi nadrobić tą zaległość.

Basil Poledouris (urodzony 21 sierpnia 1945 w Kansas City w stanie Missouri, zmarł 8 listopada 2006 w Los Angeles) – kompozytor amerykański, autor muzyki m.in. do filmów: Conan Barbarzyńca, Conan niszczyciel, Polowanie na Czerwony Październik, Robocop, Czerwony świt i Żołnierze kosmosu.
Wszyscy pamiętamy charakterystyczne bębny i dźwięki oręża z „Conana barbarzyńcy”, może to właśnie ten film sprawił, że w wieku 8 lat zainteresowałem się fantastyką… Dopiero potem przyszedł czas na Tolkiena i resztę klasyków, a sama muzyka jest niezapomniana.

Ennio Morricone (urodzony 10 listopada 1928 w Rzymie). Studiował w Akademii Muzycznej św. Cecylii w Rzymie, w klasie trąbki, kompozycji i muzyki chóralnej. Rozpoczął pisanie muzyki filmowej w 1955 roku, ale jednocześnie pracował w dziedzinie klasycznej kompozycji i aranżacji. W 1964 roku rozpoczął współpracę z reżyserem Sergio Leone, a także z Bernardo Bertolucci. Dla Leone napisał muzykę do filmów Za garść dolarów i Dobry, zły i brzydki i szeregu dalszych, tzw. spaghetti westernów. Wkrótce ograniczył wszelkie inne zajęcia i zajął się wyłącznie komponowaniem muzyki filmowej – w sumie do ponad 400 filmów, w tym 30 westernów, które uczyniły go znanym.

Otrzymał szereg nagród, w tym pięć nominacji do Oscarów, m.in. za Misję i Nietykalnych. 14 grudnia 2006 Akademia Filmowa przyznała kompozytorowi statuetkę Honorowego Oscara za całokształt twórczości. Nagrodę odebrał podczas gali, która odbyła się 25 lutego 2007.
Pierwsza i najważniejsza w moim życiu kaseta magnetofonowa, jaką dostałem w wieku 6 lat od mamy, to był soundtrack do „Once upon a time in the west” Morricone. Kawał historii dla wielu ludzi na całym świecie.

Hans Zimmer (urodzony 12 września 1957 we Frankfurcie nad Menem). Gry na fortepianie uczył się sam, gdyż jego prywatny nauczyciel podobno zrezygnował z funkcji po tygodniu prowadzenia lekcji. Mimo to Hans wyjechał na studia do Londynu. Po ukończeniu nauki na uniwersytecie poznał Trevora Horna i Geoffa Downa, z którymi założył zespół The Buggles, tworzący muzykę pop. Grupa nagrała wielki przebój lat 80., Video Killed the Radio Star.
W świat muzyki filmowej Zimmer wszedł podczas długiej współpracy ze znanym kompozytorem, Stanleyem Myersem. Pierwszą ścieżkę dźwiękową napisał do filmu Fucha (Moonlight). Podczas pisania swoich utworów wykazał się błyskotliwością w łączeniu orkiestry z elektronicznym brzmieniem keyboardów i pracą na komputerach, co później stało się cechą rozpoznawczą Zimmera.

Jego wielka kariera rozpoczęła się w 1988 roku, gdy za ścieżkę dźwiękową do dramatu Rain Man, Zimmer otrzymał swoją pierwszą nominację do Oscara. W połowie lat 90. Hans zdobył Nagrodę Akademii za muzykę do animowanego filmu Disneya – Król Lew. Od tego czasu otrzymywał coraz więcej propozycji napisania muzyki do filmów. Jest autorem muzyki do takich filmów, jak Pearl Harbor, The Ring 1 i 2, Helikopter w ogniu, Hannibal czy Piraci z Karaibów oraz Mroczny Rycerz.

Łącznie prace Hansa zostały nominowane do 7 Złotych Globów, 7 Nagród Grammy oraz 7 Oscarów, dla Rain Mana, Króla Lwa, Gladiatora, Lepiej być nie może, Księcia Egiptu, Cienkiej czerwonej linii i Żony Pastora. Przez blisko 26 lat napisał muzykę do 124 filmów.

Twórca bez którego nie wyobrażam sobie współczesnej kinematografii. Arcymistrzostwo świata to przejmujący motyw przewodni z „Gladiatora” – Od wielu lat stały gość na mojej codziennej playliście.

Alan Silvestri (urodzony 26 marca 1950 r. w Nowym Jorku, USA). Studiował muzykę filmową na Berklee College of Music w Bostonie. Współpracował z Robertem Zemeckisem – skomponował muzykę do takich jego filmów jak Miłość, szmaragd i krokodyl (1984), trylogia Powrót do przyszłości (1985, 1989 i 1990), Ze śmiercią jej do twarzy (1992), Forrest Gump (1994), Kontakt (1997), Co kryje prawda (2000), Cast Away: Poza światem (2000), Ekspres polarny (2004), Beowulf (2007) czy Opowieść wigilijna (2009). Otrzymał nominacje do Oscara za Forresta Gumpa (najlepsza muzyka filmowa) i za Believe – piosenkę z Ekspresu polarnego (najlepsza oryginalna piosenka filmowa). Zdobył też dwie nagrody Grammy – za muzykę do Cast Away:Poza światem oraz za Believe.

Oprócz współpracy z Zemeckisem, Silvestri stworzył muzykę do takich filmów jak Predator, Predator 2, Moja macocha jest kosmitką, Ojciec panny młodej, Bodyguard, Nie wierzcie bliźniaczkom, Totalna magia, Lilo i Stich, Van Helsing.

James Horner (ur. 14 sierpnia 1953 w Los Angeles, USA). W wieku 5 lat rozpoczął grę na fortepianie i kontynuował ją w Royal Academy of Music w Londynie. W 1970 roku przeniósł się wraz z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Tam rozpoczął studia na Uniwersytecie Południowej Kalifornii, gdzie otrzymał tytuł magistra, a później przeniósł się na Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles. Zdobył tam tytuł doktora i przez wiele lat pracował jako wykładowca. W późnych latach 70. otrzymał od Amerykańskiego Instytutu Filmowego propozycję napisania muzyki do filmu The Drought.

Podczas pracy dla AFI spotkał Rogera Carmana – producenta nisko budżetowych horrorów i sci-fi. Horner w trakcie współpracy z nim napisał muzykę m.in. do Battle Beyond The Stars, Humanoids From The Deep czy Lady in Red. Z czasem jednak otrzymywał oferty do coraz większych produkcji.
Pierwszy znaczący sukces odniósł w roku 1982, kiedy to skomponował muzykę do filmu Star Trek II: Gniew Khana. Artysta zyskał wtedy dużą popularność i stał się jednym z najlepszych Hollywoodzkich kompozytorów. W roku 1987 Horner otrzymał swoje pierwsze nominacje do Oscara za muzykę do filmu Obcy – decydujące starcie i piosenkę do filmu Amerykańska opowieść.
Obecnie James Horner współpracuje z najlepszymi muzykami na świecie, w tym ze słynną London Symphony Orchestra i równie znanymi reżyserami: Steven Spielberg, James Cameron, Oliver Stone, czy Mel Gibson.

Brad Fiedel (urodzony 10 marca 1951 w Nowym Jorku, USA). Popularność zdobył w latach 80., pisząc muzykę do wielu znanych produkcji, głównie z gatunku filmów akcji oraz thrillerów. Jako pierwszy użył instrumentów elektronicznych w muzyce filmowej. Inspiracją dla twórczości była intensywnie rozwijająca się w latach 80. muzyka elektroniczna, propagowana najgłośniej w owym czasie przez brytyjski zespół Depeche Mode.

Działalność w branży rozpoczął w późnych latach 70, intensywnie tworząc muzykę do filmów telewizyjnych oraz mniejszych produkcji kinowych. W 1984 roku reżyser James Cameron zatrudnił Fiedela do prac nad filmem science fiction Terminator, co otworzyło kompozytorowi drogę do wielkiej kariery. Film okazał się jednym z największych hitów lat 80. Główny motyw muzyczny filmu stał się znakiem rozpoznawczym Fiedela.

Muzyk napisał muzykę do takich filmów, jak Postrach nocy (ang Fright Night, 1985), Postrach nocy 2 (ang. Fright Night 2, 1988), Wielki luz (The Big Easy (1987), Wąż i tęcza (The Serpent and the Rainbow, 1988), Oskarżeni (1988), Zimna stal (The Blue Steel, 1990), Terminator 2: Dzień sądu (1991), Mgnienie (Blink, 1994) oraz Prawdziwe kłamstwa (1994). Jednak w ostatnich latach jego działalność cieszyła się mniejszym zainteresowaniem. Ostatnie znaczne osiągnięcie datuje się na rok 1995 i, mimo że po filmie Terminator 3: Bunt maszyn w 2003 roku Marco Beltrami napisał orkiestralną aranżację jego muzyki, nie widać przesłanek nt. powrotu Fiedela do działalności w branży filmowej.

John Williams (urodzony 8 lutego 1932 w Nowym Jorku, USA). Stworzył muzykę do prawie stu filmów. W początkach swojej działalności tworzył głównie muzykę do seriali telewizyjnych. Jego pierwszym większym sukcesem było skomponowanie muzyki do filmu Zagubieni w kosmosie. Później pojawiło się wiele produkcji, do których Williams skomponował muzykę. Przełomem na pewno były Szczęki, a następnie Gwiezdne wojny. Napisał także muzykę do trzech pierwszych części ekranizacji książek o Harrym Potterze, więc dziś jego nazwisko znane jest także wśród dzieci i młodzieży.
Jego kompozycje znane są milionom ludzi na całym świecie. Wielu słyszało Marsz Imperialny z Gwiezdnych wojen, czy też motywy przewodnie z filmów o przygodach Indiany Jonesa lub Szczęk, nie każdy jednak kojarzy je z nazwiskiem Williamsa.

Do dnia dzisiejszego otrzymał czterdzieści pięć nominacji do Oscara, z czego pięć zamieniło się później w złoty posążek (za muzykę do filmów: Lista Schindlera, Szczęki, E.T., Gwiezdne wojny, część IV: Nowa nadzieja, oraz adaptację musicalu Skrzypek na dachu). Otrzymał także wiele innych prestiżowych nagród, m.in. Saturna oraz Grammy, Złoty Glob, czy nagrodę BAFTA.

***

Byłoby niemożliwym umieszczenie w takim artykule chociażby 10% światowych twórców, mam jednak nadzieję, że tekst ten będzie dla Was wskazówką i zachętą do zgłębienia wiedzy w tym temacie. Dla mnie była to przyjemna podróż do czasów beztroskiego dzieciństwa.

Podczas pisania tego tekstu, korzystałem z Wikipedii (biografie), serwisów Filmweb i Stopklatka oraz ze strony FilmMusic.pl.

Dyskusja