Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Człowieczożerne rośliny – recenzja książki „Dzień Tryfidów / Poczwarki”

Rozmaici autorzy prezentowali przeróżne wizje świata po apokalipsie. Zdarzają się opowieści o planetach, zdominowanych przez maszyny, mutanty czy nawet małpy. Istnieje też historia o Ziemi, którą opanowały rośliny. Nie są to jednak zwykłe kwiaty i trawy, które znamy z naszych ogródków. Te rośliny są inne.

Wydany niedawno mini zbiór dwóch powieści, pt.: „Dzień Trydifów / Poczwarki”, autorstwa Johna Wyndhama, traktuje właśnie o rzeczywistości po zakładzie. Pierwsza z tych dwóch historii jest o świecie podbitym przez rośliny. Nie jest to jednak jedyna tragedia, która dotyka ludzkość.

Na skutek promieniowania meteorytów, wszyscy ludzie stracili wzrok. Dokładniej – prawie wszyscy. Niektórzy, za sprawą szczęśliwych zbiegów okoliczności, nie oglądali deszczu komet, który winny jest zbiorowej ślepocie. Jednym z owych szczęśliwców jest główny bohater powieści. Oślepiony był tylko chwilowo, przez wypadek, związany z Tryfidem. Trydify zaś to niesamowite rośliny. Potrafią chodzić, są w miarę inteligentne i… mięsożerne. Łatwo się przystosowują, wykorzystując czynniki zewnętrzne. Takie jak chociażby ślepota dotychczasowych władców planety.

Wyndham wykreował naprawdę przygnębiający świat post-apokaliptyczny. Oślepieni ludzie popadają w obłęd. Zabijają się nawzajem lub wykorzystują sytuację jako wymówkę do niemoralnych zachowań. Chaos, śmierć i inne okropieństwa w moment opanowują nie tylko Londyn ale i resztę globu. Nieprawdą jest, że w krainie ślepców jednooki jest królem. Tutaj jest odwrotnie.

Główne postacie są przeciętne. Jedynym ich wyróżnikiem jest to, że cudem zachowali wzrok. Tak naprawdę nadal są jednak szarymi ludźmi. Mimo to, w chwili kryzysu potrafią zachować zdrowy rozsądek i być nawet całkiem zaradni. Historia jest wprawdzie ciekawa, ale również nie olśniewa. Jest to lektura, która może zainteresować czytelnika. Można ją także potraktować jako swoisty wypełniacz czasu.

Podobnie rzecz ma się z drugim opowiadaniem, zawartym w zbiorku: „Poczwarki”. Zbliżone jest ono tematyką do poprzedniej opowieści. Świat również spotkała katastrofa, tym razem związana najprawdopodobniej z wojną atomową. Cały świat jest skażony, a ludzie przetrwali tylko w nielicznych enklawach, takich jak Labrador. Tam też zamieszkuje główny bohater, David. Jedyną pozostałością z dorobku ludzkości przed dniem zagłady jest Biblia. Fakt ten doprowadza do skrajnego fanatyzmu religijnego.

Na terenach napromieniowanych mutacje występują bardzo często. Natomiast na ziemiach zamieszkanych przez ludzi, wszelkie odmienności od normy, nawet te najdrobniejsze, jak na przykład dodatkowy palec u noworodka, są bezwzględnie unicestwiane.

David także jest niezwykły, ale jego odmienność nie jest natury fizjologicznej. Chłopak jest inny, ponieważ posiada pewne zdolności, związane z telepatią. Jest to o tyle niewygodne, że jego ojciec jest jednym z religijnych kaznodziejów, tępiących odmienność. Ujawnienie swoich mocy może grozić więc natychmiastową śmiercią Davida.

Wizja takiego świata jest o tyle przygnębiająca, że ta rzeczywistość rządzona jest prawami, które potępiają także jakąkolwiek kreatywność, nowatorstwo czy pomysłowość. Tylko ci, którzy sztywno trzymają się normalności, mają szansę spokojnie dożyć sędziwej starości.

Oba opowiadania nie są najwyższych lotów, ale można je śmiało zakwalifikować do porządnej, klasycznej fantastyki naukowej. Choć z perspektywy czasu obie powieści mogą wydawać się trochę naiwne i infantylne, to jednak warto się z nimi zapoznać.

Ocena: 6/5

Dyskusja