Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pochylenie nad romansem – recenzja książki „Światła pochylenie”

Współcześnie o romansie jako o gatunku literackim mówi się w gruncie rzeczy niewiele. Kojarzony jest głównie z wydaniami kieszonkowymi, czytanymi przez znudzone panie domu albo dojrzewające nastolatki. Dodatkowo modne zrobiły się całe cykle miłosnych opowieści (chociażby „Saga rodu Quinnów” Nory Roberts). Coraz częściej do wątków romansowych autorzy dodają elementy fantastyczne, co z powodzeniem czyni Margit Sandemo („Saga o Ludziach Lodu”). Gatunek ewoluuje.

„Światła pochylenie” Laury Whitcomb opowiada losy zmarłej kobiety, która z powodu jakiegoś grzechu trafia do swojego własnego piekła. Już Dostojewski pisał: „tam, gdzie nie ma Boga, tym bardziej nie ma człowieka, jest natomiast demon i dlatego piekło jest całkowitym brakiem miłości”. Cytat ten doskonale oddaje istotę wspomnianej powieści. Główna bohaterka, Helen, czasowo uwalnia się od cierpień piekielnych, kiedy nawiedza jakiegoś człowieka. Trwa to najczęściej do końca jego życia. Cały ten czas jednak cierpi, gdyż jest dla ludzi niewidzialna – nie może poczuć dotyku, smaku ani zaznać miłości czy współczucia.

Już na początku książki czytelnik dowiaduje się o zmianie, jaka zachodzi w nie-życiu Helen. Młody chłopak nie dość, że ją zauważa, to jeszcze dąży do spotkania z duchem. Okazuje się, że oboje mają więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. On także jest martwy. Od tego momentu powieść nabiera rumieńców, choć coraz mocniej przypomina romans okresu hellenistycznego, w którym początkowa rozłąka kochanków kończyła się szczęśliwym, wspólnym życiem. W przypadku kogoś, kto już jest martwy, jest to jednak nierealne zakończenie.

Autorka wprowadza w warstwę fabularną kilka dodatkowych elementów fantastycznych, poza pośmiertnym istnieniem bohaterów. Zarysowuje elementy rzeczywistości nadprzyrodzonej. Ukazuje czytelnikowi siły nieokreślone, ale jednoznacznie złe, jak również niektóre reguły, rządzące duchami. Pomimo tych detali nie da się jednak ukryć, że szata powieści fantastycznej jest tu tylko przykrywką dla rozwijającego się romansu.

„Światła pochylenie” napisane są w pierwszej osobie. Narrację od początku do końca prowadzi Helen i to jej oczami spoglądamy na pozostałe postacie. Opisy są dopasowane do rozwijającej się akcji, a ich dynamika zmienia się w czasie. Całość jednak opowiedziana jest tonem zarezerwowanym raczej dla refleksyjnych wspomnień niż bieżących wydarzeń. Niemniej, czyta się to przyjemnie, a historia nie nuży czytelnika.

Najnowsza powieść Laury Whitcomb powinna spodobać się tym, którzy lubią odkrywać tajemnice ludzkiej duszy. Z pewnością dokładny czytelnik doszuka się w niej ogólniejszego pytania o kondycję i złożoność relacji międzyludzkich. Polecam jednak zwłaszcza miłośnikom wątków sercowych.

Dziękujemy wyd. Initium za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Dyskusja