Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Problem z brakiem wiarygodności – recenzja książki „Zbieracz Burz, tom 1”

Kiedy ma się przyjaciół, dom i zajęcia, a wszystko inne wydaje się być w największym porządku, można przypuszczać, że życie jest całkiem znośne. Złudzenie takie trwa do chwili, kiedy się to wszystko utraci. Potem zaczyna się piekło. Piekło, które przydarza się nawet aniołom.

Maja Lidia Kossakowska osiągnęła sukces jako pisarka na polskim rynku już kilka lat temu. Przyczyniła się do tego przede wszystkim opowieść zatytułowana „Siewca Wiatru”. A kto sieje wiatr, ten burzę zbiera. Tak więc powieść ta doczekała się i kontynuacji, noszącej tytuł „Zbieracz Burz”.

Bóg opuścił niebiańskie królestwo, porzucając tym samym archaniołów i inne byty, powołane przez siebie do życia. Jest to najpilniej skrywana tajemnica w całym Królestwie, wiedzą o niej tylko nieliczni. Zarządzanie Niebem, Piekłem, Ziemią i całą resztą wszechświata to nie lada wyzwanie dla osamotnionych archaniołów.

W poprzednim tomie cyklu anielskiego, skrzydlaci zmagali się z Antykreatorem. Teraz wróg jest jeszcze groźniejszy, ponieważ trudno ustalić, kim on tak naprawdę jest. Może być nim każdy, nawet osoby, które do tej pory uważano za najwierniejszych przyjaciół. Główny bohater powieści, Frey Daimon, jest aniołem zagłady – Abbadonem. Po walce ze złem, zmęczony dotychczasową pracą (czyli niszczeniem samorodnych, kalekich planet i wszechświatów) „zaszywa się”, aby oczyścić myśli. Spokój przerywa sam Pan, który zleca mu zniszczenie ukochanej planety – Ziemi. Aniołowi nikt jednak nie wierzy, iż dostał takie polecenie.

I tu zaczyna się prawdziwe piekło. Książka porusza kilka tematów. Do najważniejszych należy kwestia zaufania i przyjaźni. Moment, w którym wierni towarzysze odwracają się od nas i traktują jak szaleńca, jest z pewnością jednym z najdramatyczniejszych przeżyć, jakie mogą spotkać człowieka. Stany lękowe, paniczny strach, brak zaufania do kogokolwiek, zmożona, obsesyjna wręcz ostrożność i ciągła niepewność – to tylko kilka uczuć, które towarzyszą głównemu bohaterowi pierwszego tomu „Zbieracza burz”.

Fabularnie książka ustępuje niestety pola swojemu poprzednikowi. Można uznać wszak, że pierwsza część tej historii to tylko wprowadzenie i kolejne mogą być ciekawsze. Niemniej tom I wypada dość blado przy „Siewcy wiatru”. Scenariusz historii jest wprawdzie nietuzinkowy i wciągający, jednak nie może się równać z poprzednimi przygodami Daimona. Mimo to, w „Zbieraczu burz” nie brak mocniejszych momentów, które z całą pewnością zafascynują czytelnika. Można zaliczyć do nich te sceny, w których dawni przyjaciele Freya, przekonani o słuszności swojego postępowania, sięgają do metod drastycznych i skrajnie radykalnych.

W powieści widać ewolucję postaci. Czasami trudno zdecydować, czy podjęte dla dobra Królestwa kroki są etycznie i moralnie poprawne. Czy zdrada przyjaciela może być usprawiedliwiona dbaniem o interesy ogółu? Archanioł Gabriel i mistrz magów, Razjel, zmagają się z tym wątpliwościami przez cały czas trwania opowieści.
Przeciwnie zachowuje się dowódca anielskich zastępów, Michał. Ten archanioł przekonany jest o bezbłędności swoich decyzji. W rezultacie postać ta zmienia stanowisko, z pozytywnego przechodzi na drugą stronę barykady moralności.

Warto wspomnieć, że „Zbieracz burz” jest powieścią wielowątkową. Obok głównego nurtu historii, autorka utkała wiele pobocznych opowieści. Ich zabarwienie jest o wiele lżejsze i łatwiejsze w odbiorze. Do takich zaliczyć można niewątpliwie kilka przytoczonych faktów z życia Asmodeusza, który, znużony współrządzeniem w Otchłani, postanawia zakosztować trochę „szarego i nudnego” życia śmiertelnika. Epizody te można zakwalifikować jako dość zabawne, pełne humoru scenki.

Zabiegi te sprawią, że odbiór całości książki jest przyjemniejszy i nie wymaga większego wysiłku. Dodatkowym atutem, który ma na to wpływ, jest język, jakim posługuje się Kossakowska. Jest on prosty i zrozumiały, a jednocześnie złożony i barwny. Dzięki temu lektura staje się czystą przyjemnością.

Tom I „Zbieracza burz” nie jest może równie wciągający jak bestsellerowy „Siewca wiatru”, niemniej jest jednak godną uwagi pozycją. Z całą pewnością można stwierdzić, że jest to lektura zajmująca, o nietuzinkowo wykreowanych charakterach, ciekawej akcji i odrobinie ironicznego humoru.

Ocena: 7/5

Dyskusja