Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Chińszczyzna na wynos? – recenzja książki „Xiao Long – Biały Tygrys”

Kultura Dalekiego Wschodu od zawsze fascynowała nas – Europejczyków. Kojarzyliśmy ją przede wszystkim z ceremoniami parzenia herbaty, rytualnymi samobójstwami czy feng shui. Mało komu przyszło by do głowy, aby kraje kwitnących wiśni i wschodzącego słońca łączyć z fantastyką, postrzeganą zwykle przez pryzmat cywilizacji zachodniej. „Xiao Long – Biały Tygrys”, autorstwa Dawida Juraszka, pokazuje dobitnie, że fantastyka, osadzona w klimatach kultury Dalekiego Wschodu, również ma się świetnie.

Tytułowy bohater, Xiao Long, właśnie zakończył szkolenie na sądowego bakałarza. Sądził, że jego przyszłość będzie bezproblemowa i prosta. Żywił nadzieję, że będzie zwyczajnie nudna. Jak łatwo się domyślić, wszystko potoczy się zupełnie inaczej. Jego życiem, do tej pory ustalonym i monotonnym, wstrząśnie szereg wydarzeń, które wywrócą jego światopogląd do góry nogami. Przez pomyłkę lub własną wścibskość i nierozwagę, bohater zostaje wplątany nie tylko w cudze kłopoty. Wetknie nos nawet w sprawy najwyższej wagi państwowej. Bakałarz pozna też świat pełen magii i tajemnic. Po raz pierwszy w życiu stawi czoła żywym głowom czy lisim sukubom. Zgłębi też tajemnice różnorakich klasztorów Świętej Góry Cesarstwa Środka.

Mimo że książka jest formalnie powieścią, nie można oprzeć się wrażeniu, iż jest to jednak zbiór opowiadań, poświęconych jednej postaci. Juraszek publikował już wcześniej większość historii, dotyczących Xiao Longa, w różnego rodzaju gazetach, traktujących o literaturze fantasy („Nowa Fantastyka”, „Science – Fistion”). Zabieg ten ma jednak więcej minusów niż plusów. Nie chodzi tu tylko o fakt, że polski czytelnik miał szansę wcześniej poznać przygody sądowego pisarza.

Po pierwsze – luźne połączenie przeżyć Longa skutkuje tym, że fabuła wydaje się być nierówna, jakby poszarpana. Czytając trudno jest jednoznacznie określić, ile czasu upłynęło między każdym opowiadaniem. Poszczególne wątki bardzo rzadko mają jakieś wspólne mianowniki, poza postacią głównego bohatera. Czasami jest to jakiś detal, np.: miecz, który bakałarz znalazł wcześniej, czasami coś innego. Ale mimo to, czytając „Białego Tygrysa” ma się wrażenie, jakby to były jednak niezwiązane ze sobą elementy, a główny bohater był cały czas inną postacią niż w poprzedniej historii.

O ile postacie poboczne są bardzo ciekawe i barwne, to Xiao wydaje się być wykreowany w sposób dość płaski. Postać ta w ogóle się nie rozwija, cały czas myśli w podobny sposób, zdaje się nie uczyć na błędach. Wprawdzie można zauważyć w nim kilka charakterystycznych cech, ale nie wydaje się, by zmieniały się one w jakikolwiek sposób na skutek przeżytych wydarzeń.

Każda opowieść ma swoje rozpoczęcie i kulminację, gorzej jednak z jednoznacznym zakończeniem. Czytelnik spodziewa się, że w kolejnym rozdziale zdobędzie upragnione rozstrzygnięcie tajemnic, a tu zaczyna się zupełnie nowa opowieść. Mogło by się wręcz wydawać, że bohater jednego dnia znajduje się w jednym, ściśle ustalonym miejscu, a drugiego już zupełnie gdzie indziej. Książka jako całość wiele na tym traci. Brak jej fabularnej myśli przewodniej.

Autor nadrabia jednak te minusy doskonałą kreacją świata przedstawionego w powieści. Widać, że Dawid Juraszek doskonale zna się na kulturze Dalekiego Wschodu. Nic w tym dziwnego, autor nie dość, że napisał kilka esejów, poświęconych chińskiej historii, to spędził w tym kraju cały rok, badając literaturę i mitologię Wschodu. Choć podczas lektury ani raz nie padło jednoznacznie określenie, że Cesarstwo Środka jest faktycznie Chinami, to bardzo łatwo jest się tego domyślić. Książka jest wręcz po brzegi przesiąknięta nawiązaniami do wschodniej mitologii.

Świat „Białego Tygrysa” przesiąknięty jest więc samurajami, mnichami, demonami Wschodu, a także…wierszami! Tak, to właśnie wiersze, wtrącone tu i tam, sprawiają, że powieść ta nabiera wiele autentyczności.

Autor zastosował jeszcze jeden ciekawy zabieg. Mianowicie w zakończeniu każdego rozdziału zawarł jakby zapowiedź następnego. Dzięki temu intryguje i zachęca czytelnika do przewrócenia strony dalej. Dzięki temu, czytelnik odnosi wrażenie jak gdyby brał udział w słuchowisku radiowym lub wydarzeniu interaktywnym, które zwraca się bezpośrednio do czytelnika.

„Biały Tygrys. Xaio Long” jest lekturą przyjemną i łatwą w odbiorze. Napisana prostym językiem, serwuje nam niewymagającą rozrywkę. Lektura tej książki to dobry wypełniacz czasu, jednak nic poza tym. Można śmiało polecić ją wszystkim tym, którzy lubią poczytać w autobusie, pociągu lub w kolejce. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że kontynuacja losów Xiao – „Czerwony Ptak”, będzie o wiele więcej bardziej wymagającą i złożoną lekturą.

Ocena: 2/5

Dyskusja