Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nędzna dusza – recenzja książki „Anima Vilis”

Mówi się, że najtrudniej jest czytelnika rozbawić, zaś najłatwiejszą sztuką wśród powieściopisarstwa jest tworzenie horrorów. To popularna teza, którą jednak liczni twórcy opowieści grozy z zapałem starają się obalać. Krzysztof T. Dąbrowski w swojej twórczości zdaje się lawirować pomiędzy tymi stanowiskami, łącząc klasyczne zagrania mistrzów grozy z przekornym mruganiem do czytelnika.

„Anima Vilis” to zbiór siedmiu opowiadań, spośród których niektóre związane są ze sobą koncepcyjnie, bądź też poprzez osobę głównego bohatera, inne zaś stanowią odrębną całość. Tytuł zbiorku oznacza z łaciny „nędzną istotę” bądź „podłą duszę”, co znakomicie oddaje charakter nie tylko pierwszego opowiadania, ale też całej książki. Autor nie tworzy w niej rozbudowanych teł, główny nacisk położony został raczej na sylwetki pojawiających się postaci.

Bohaterowie opowiadań Dąbrowskiego są niejednoznaczni. Trudno zarzucić im niekonsekwencję, z drugiej jednak strony czasami sprawiają wrażenie nienaturalnych. Szczególnie jasno widać to w kreacji sześcioletniej Martynki, która czasami zachowuje się tak, jak przystało na dziewczynkę w tym wieku, innym jednak razem nie można oprzeć się uczuciu, że jest to tylko wyobrażenie dorosłego o tym, jak powinno myśleć dziecko. Na ten problem, choć w nieco innym kontekście, zwracał uwagę chociażby Rafał Kosik, podkreślając, że dorośli często nie potrafią poprzez literaturę dotrzeć do dzieci, gdyż traktują ich niepoważnie. Jeśli problem ten przetransponować na płaszczyznę stworzenia wiarygodnego wizerunku młodego człowieka, to wychodzi nam właśnie poprawnie zbudowany bohater, który jednak nie do końca przekonuje swoim autentyzmem.

Twórczość Krzysztofa T. Dąbrowskiego niewątpliwie ciągle ewoluuje. Widać znaczącą poprawę warsztatu w stosunku do debiutu, jednak wciąż nie jest to mistrzostwo. Autor używa klasycznych trików na zbudowanie swojego horroru – mamy tu garść niesamowitości, trochę elementów turpistycznych i uczucie swoistego fatalizmu. Wszystko to jednak pozostawia po sobie pewien niedosyt i gustów wybrednych czytelników w pełni nie zadowala.

Warto jednak zwrócić uwagę także na bardziej humorystyczny akcent książki. Opowiadanie pt. „Uprowadzenie” sprawia, że czytelnik wręcz musi się uśmiechnąć, czytając o groteskowych poczynaniach bohaterów. Jest to niewątpliwie miły przerywnik wśród, jak można by rzecz, tradycyjnych opowieści grozy.

Największym minusem książki jest grafika na okładce, wykonana przez Henninga Van Ludvigsena. Kobieca postać, oplatana przez płomienie, wygląda może i groźnie, ale nade wszystko tandetnie. O wiele lepiej z treścią opowiadań korespondowałaby grafika prostsza w formie, za to nie uderzająca tanim horrorem.

Oceniając całość publikacji należy powtórzyć przede wszystkim to, że Krzysztof T. Dąbrowski stworzył kilka niezłych opowiadań grozy. Miłośnicy gatunku powinni przeczytać tę książkę z sympatią (właściwą dla horrorów), jednak bez okrzyków podziwu czy wciskania głowy w oparcie fotela. Niemniej jest to kilkaset stron przyzwoitej lektury.

Dziękujemy wyd. Initium za udostępnienie darmowego egzemplarza do recenzji.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja