Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Darth Maul odgrzewany po raz kolejny – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 4/2010”

Czwarty tegoroczny numer miesięcznika „Star Wars” komiks ozdobiony jest wizerunkiem Darth’a Maula. To właśnie jemu – jednej z najbardziej ciekawych postaci pierwszego, filmowego epizodu, została zadedykowana jedna z zawartych w tym zeszycie opowieści.

„Stare Rany” jest historią zemsty, którą chce spełnić Darth Maul na swoim oprawcy – Obi-Wanie Kenobim. Choć od starcia obu wojowników minęło szesnaście lat, serce Maula nadal przepełnione jest nienawiścią. Ale zaraz – wydawało by się, że wytatuowany uczeń Sith zginął w „Mrocznym Widmie”. Jim Kruger, scenarzysta tego komiksu, postanowił przywrócić go do życia. Okazuje się, że Maul nie zginął od ciosu miecza świetlnego, który rozpołowił go na pół. Teraz jego dolną połowę stanowią mechaniczne kończyny o szponiastych palcach. Ta historia jest oczywiście niekanoniczna.
Niestety, choć pomysł na komiks jest bardzo ciekawy, to na tym zalety scenariusza się kończą. Opowieść sprowadza się tylko do walki Obi-Wana z Maulem i nic więcej. Koncepcja naprawdę świetna, ale niestety nie została należycie rozwinięta i cała akcja kończy się już po kilku stronicach.

Wizualnie komiks ma się jednak bardzo dobrze. Rysownikiem tego tytułu jest ta sama osoba, która napisała do niego scenariusz: Aaron McBride. Sposób, w jaki przedstawił Dath Maula zasługuje na dużą uwagę a nawet podziw. O ile pamiętamy jego wizerunek z filmu: wytatuowane na czarno-czerwono ciało, rogi i żółte ślepia, to w komiksie wygląda on jeszcze straszniej. Rogi urosły i stały się bardziej demoniczne, oczy pałają nienawiścią, a wspomniane wcześniej nogi przypominają kończyny zapożyczone od jakiegoś drapieżnika.

Inni bohaterowie tego komiksu też przedstawieni są bardzo wiarygodnie. Od „Zemsty Sithów” minęło już 3 lata, więc Obi-Wan posunął się trochę w latach. Może nawet przesadnie, bo bliżej mu do wizerunku siwowłosego starca z czwartego epizodu, niż z filmu wieńczącego nową trylogię. Młody Luke, który również pojawia się w tej historii, przypomina za to bardzo młodego Anakina.

Układ Kadrów w tym komiksie jest bardzo ciekawy. Nie wszystkie postacie trzymają się ramek i ich konturów, czasami z nich wychodząc. Kolorystyka, mimo że podstawowa, dzięki cieniowaniu i punktowemu oświetleniu wydaje się bardzo złożona. Wspomniane już cienie nie tylko podkreślają porę dnia – zachód słońc, ale i mroczną aurę postaci, wokół której zbudowano historię tego komiksu.

„Dzikie serce”, autorstwa Paula Andersona, traktuje o przygodach, jakie przeżył Darth Vader tuż po awaryjnym lądowaniu swojego myśliwca TIE. Maszynę tę pamiętamy z filmu „Nowa Nadzieja”, w której to Mroczny Lord brał udział w bitwie o Yavin. Po zestrzeleniu, Sith zmuszony był wylądować na jednej z peryferyjnych planet galaktyki. Wprawdzie znajduje się na niej stacja przekaźnikowa Imperium, ale droga do niej jest długa i niebezpieczna. Vader musi ją przebyć, stawiając czoła nie tylko licznym bestiom, ale i własnemu człowieczeństwu. I na tym w zasadzie kończy się cała fabuła tej opowieści.

Artysta Raul Trevino w interesujący sposób przedstawił graficznie tę opowieść. Mianowicie do kolorowania swych prac użył…pasteli! Ten nietypowy dla komiksów zabieg wypadł bardzo korzystnie, zwłaszcza przy kreowaniu tła. Wysokie trawy czy efekt dymu dzięki pastelom wyglądają niezwykle realistycznie. Co do kolorowania pozostałych obszarów, trudno jednoznacznie ocenić, czy takie wypełnienie jest dobre w komiksie. Gładkie powierzchnie czy materiały mundurów wydają się mieć dużą ziarnistość, co wygląda specyficznie.

Same linearty nie są z kolei wysokiej klasy. Ludzkie postacie wyglądają na niezbyt dopracowane. Twarze są pucułowate, a wąskie szparki oczu tylko to podkreślają. Niedokładność widać także w mundurach Imperium, które odbiegają bardzo od filmowych pierwowzorów. Ortodoksyjnym fanom świata Star Wars może się to nie spodobać.

Ostatni komiks kwietniowego numeru zatytułowany jest „Niedobitki”. Akcja historii napisanej przez Jima Krugera dzieje się na 47 lat przed filmem „Nowa Nadzieja”, a więc 15 lat przed „Mrocznym Widmem”. W opowieści tej poznajemy młodego Mace Windu (częstego gościa „Star Wars komiks, któremu zresztą poświęcony zostanie kolejny numer). Uczestniczy on dopiero w długiej drodze do uzyskania tytułu Mistrza Jedi i miejsca w Radzie. Mace jest na tropie bezwzględnego dyktatora, imieniem Uda-Khalid. Jest on winien śmierci wielu istnień, co do tej pory uchodziło mu płazem. Zakon Rycerzy Jedi postanowił położyć temu kres.

Fabularnie ta historia to znowu nic więcej jak tylko dynamiczna akcja. Mace wchodzi do dobrze strzeżonego pałacu dyktatora i po prostu robi swoje, bez większych problemów czy zwrotów akcji. Historia ta jest dowodem na to, że dla Rycerzy Jedi niewiele jest rzeczy, które są im w stanie realnie zagrozić. Takie historie na dłuższą metę zaczynają już nużyć.

Graficznie historia ta trzyma całkiem niezły poziom tego numeru. Kreska Kagana McLeoda jest charakterystyczna. Z pozoru wydaje się naturalna, jednak w momentach, kiedy akcja nabiera dynamizmu, rysunki także się zmieniają. Postacie wydają się wyginać, a nawet lekko „falować”, robiąc tym samym ciekawe sztuczki z perspektywą. Podobnie ma się rzecz z cieniowaniem. Mimo że jest ono bardzo bogate, to zachowuje się wbrew naturze. Normalnie kolory przechodzą swobodnie jedne w drugie, tu jednak jest zupełnie inaczej. Plamy barw oddzielone są od siebie wyraźną granicą, co w rezultacie okazuje się również bardzo ciekawym zabiegiem artystycznym i nadaje unikatowy charakter pracom McLeoda.

Podsumowując, kwietniowy numer „Star Wars – Komiks” bez wahania można stwierdzić, że jest on nastawiony na dynamiczną akcję, akcję i jeszcze raz akcję. Historie zawarte w tym numerze fabularnie niezbyt wiele wnoszą do głównego nurtu świata Gwiezdnych Wojen. Pod tym względem numer ten wypada trochę bladziej na tle swoich poprzedników. Strona graficzna ratuje jednak ten zeszyt. Każda opowieść wizualnie jest atrakcyjna na swój sposób i godna uwagi czytelnika.

Dyskusja