Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Do akcji wkracza Samuraj! – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 2/2010”

Wydawnictwo Egmont idzie za ciosem. W kwietniu tego roku wydało drugi tom antologii komiksu pt. „ Fantasy komiks”. W ponad 168 stronach komiksu przybliżono, tak jak i poprzednio, trzy bestsellerowe sagi europejskie. Znalazło się miejsce także na trzy krótkie, humorystyczne stripy. A oto omówienie zawartości bieżącego numeru.

„Rozbitków z Ythaqu” czytelnik poznał już w pierwszym numerze. Kontynuacja losów bohaterów tego komiksu nosi tytuł „Bliźniaczki na tronie”. Na nikomu nieznanej planecie rozbija się moduł ratunkowy z międzygwiezdnego liniowca. Przeżyła tylko blond włosa pani oficer Granit, technik Narvant i snobistyczna pasażerka, Kalista. Jak się okazało pod koniec pierwszej części ich przygód, ta ostatnia została porwana. Uprowadzenia dokonali Mordenici – bezwzględni wojownicy na usługach władczyni Kreachu. Kaliście udaje się w finale pokonać jednak margrabinę i pod przebraniem zająć jej miejsce. Musi jednak przekonująco podtrzymywać tę rolę dopóki nie nadejdzie oczekiwany ratunek. Ta gra pozorów będzie o tyle trudna, że herszt Mordenitów, Dżokas, zaczyna się powoli wszystkiego domyślać.

Scenariusz Arlestona (twórcy m.in. świata Troy) to prawdziwy majstersztyk. Jest on bardzo przemyślany, złożony, a jednocześnie łatwy do przyswojenia przez czytelnika. Dworskie intrygi, mimo że skomplikowane, przedstawione są w klarowny sposób. Nie zanieczyszczają one wartkości akcji, która jest naprawdę dynamiczna. Bohaterowie z jednych opresji wpadają w drugie, jednak mogą też odpocząć– tak jak w normalnym życiu. Podczas tych krótkich popasów mają jednak okazję do nie tylko do słownych docinek czy pogłębienia wzajemnych relacji, ale także do odpowiedzenia sobie na kilka bardzo ważnych pytań, dotyczących ich aktualnej sytuacji.

Rysunki, autorstwa Flocha, nie zmieniły się względem poprzedniego numeru. Nadal prezentują estetyczną kreskę, klasyczną dla francuskiej szkoły komiksu. Postacie przedstawione są w sposób poprawny anatomicznie, a jednocześnie klarowny i przejrzysty. Lineart jest więc oszczędny, a kształty, które zakreśla jednoznaczny kontur, są właściwe. W „Bliźniaczkach na tronie” pojawiają się w większej ilości pojazdy kosmiczne, a ich wyobrażenie robi naprawdę duże wrażenie. Podobnie ma się rzecz z potworami – olbrzymimi jaszczurkami czy pająkiem – sposób ich przedstawienia naprawdę zapiera dech.

W kwietniowym numerze czytelnicy doczekali się także kontynuacji losów bohaterów opowieści pt. „Lasy Opalu”. Darko wraz z wujem i odnalezioną siostrą ścigani są przez wysłanników świętej inkwizycji. Trafiają do religijnej stolicy kraju – Przystani Światła. Niestety, tylko nazwa wskazuje na poprawność religijną, ponieważ duchowieństwo tej rzeczywistości dawno skostniało, zatracając się we własnych pragnieniach. Doskonałym przykładem na to może być przywódca kościoła, Pontyfik Xarchias, który sprawował władzę znacznie dłużej niż mógł na to pozwolić jeden ludzki żywot. Kościół jest tylko narzędziem w jego rekach. Darko musi się nadal ukrywać, ponieważ, wedle przepowiedni, to właśnie on może położyć kres zakłamanemu duchowieństwu.

Historię tę wykreował również Arleston, więc i ona olśniewa. Jest złożona i barwna, pełna tajemnic i sekretów. Bohaterowie odkrywają je wraz z czytelnikiem warstwami, krok po kroku. W momencie, kiedy już widzą rozwiązanie, okazuje się, że to dopiero czubek góry lodowej. Oczywiście nie brak dynamicznej akcji, jej nagłych zwrotów i wszystkich innych czynników, nadających prędkości rozgrywającym się wydarzeniom.

Kreska tego komiksu jest estetyczna, a jednocześnie bogata w detale. Nie tylko pierwszy plan obfituje w ilość nagromadzonych elementów, ale i drugi, i trzeci. Widać tu naprawdę wspaniały warsztat. To zasługa Pellet’a. Francuski rysownik, choć to jego debiut, bardzo sprawnie przedstawił świat lasów Opalu od strony wizualnej. Postacie ludzkie jak i obce rasy np.: Tytani, przykuwają oko. Podobnie ma się sprawa z budowlami i pejzażami. W końcowym kadrze, wodospad sprawia wrażenie, jak gdyby naprawdę się poruszał.
Ostatni pełnometrażowy komiks tego numeru to nowość. Jest to „Samuraj”, autorstwa duetu scenarzysty Di Giorgio i rysownika Geneta. To opowieść o samuraju Takeo. Wraz ze swym uczniem, Shiro, podjęli się niebezpiecznej misji dotarcia na Bezimienną Wyspę. Podczas ich przygody udało im się uratować pewną koreańską rodzinę. Bardzo szybko okazuje się, że jedna z ocalonych dziewczynek dokonała czegoś niezwykłego. Rozwiązała układankę, której żadna żywa istota nie powinna rozwikłać. Tym samym dokonuje się starożytna przepowiednia. To z kolei budzi czujność pewnych bardzo negatywnych sił. Wszyscy są teraz w niebezpieczeństwie.

Kultura dalekiego wschodu została tu bardzo dokładnie odtworzona w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe. Od potraw, podawanych na stoły karczm i zajazdów, po hierarchię samurajów i mnichów. Podobnie widać te dokładne odzwierciedlenia w rysunku. Grafik starannie przeanalizował nie tylko japoński styl ubierania danej epoki, ale zadbał i o adekwatne do niego fryzury. Kontury postaci są bardzo cienkie i delikatne, co sprawia, że w linearcie można było sobie pozwolić na więcej szczegółów i detali. Paleta kolorów specjalnie jest oszczędna. Brak wielu jasnych i żywych kolorów, aby jeszcze dokładniej oddać nie tylko realność świata ale i podkreślić mroczną aurę, która zdaje się nadciągać z każdym krokiem.

W drugim numerze tej antologii nie mogło zabraknąć humorystycznych stripów. Wśród nich jest jedna nowość i dwa dobrze znane z pierwszego numeru tytuły. Te drugie to „Gobliny”, opowiadające o tytułowych, zielonoskórych potworkach, które najgroźniejsze są dla siebie samych. Drugi znany tytuł to „Brzdące z Troy”, przedstawiające młodzieńcze lata Lanfeusta. Oba komiksy narysowane są prostą, karykaturalną kreską, co dobrze oddaje charakter dowcipnych i lekkich opowieści.

Debiutanckim tytułem jest zaś „Herois Pizza”. Ktoś, kto dostarcza pizze w świecie fantasy, pełnym magów, smoków i wszelkiej innej maści potworów, musi być prawdziwym herosem. Pomysłodawcą i rysownikiem tych zabawnych, jednostronicowych plansz, jest Augustin. Jego rysunki są bardzo wynaturzone: postacie mają przesadnie długie szyje czy przerost masy mięśniowej, olbrzymie nosy czy usta. Wszystko to po to, aby jeszcze mocniej podkreślić humorystyczny akcent tych opowieści.

Dodatkowe materiały, zawarte w numerze, tym razem przybrały formę rozrysowanej na dwie strony mapy świata Troy. To bardzo cenny i pomocny dodatek dla wszystkich fanów komiksowych serii, dziejących się na tej właśnie planecie. Ciekawsze miejsca zostały opatrzone nie tylko dokładniejszymi rysunkami, ale i szczegółowym komentarzem. Przybliża on związane z danym miejscem przygody Lanfeusta albo sympatycznych trolli.

Numer 2 „Fantasy Komiks” wypada równie dobrze jak pierwszy tom. Trzyma nadal bardzo wysoki poziom jeśli chodzi o prezentowane w nim tytuły. Należy mieć więc nadzieję, że żaden kolejny zeszyt nie okaże się gorszy od opublikowanych do tej pory. Jeśli tak będzie, polscy czytelnicy co miesiąc będą otrzymywać naprawdę rzetelnie dobrane, ciekawe historie komiksowe.

Dyskusja