Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Miał? – recenzja książki „Profesjonalny zwierzołak”

Bardzo możliwe, że życie większości z nas potoczyło by się zupełnie inaczej, gdybyśmy w danej chwili nie znaleźli się w „niewłaściwym miejscu i czasie”. Taki właśnie przypadek przytrafił się studentce Alinie. Też znalazła się nie tam, gdzie trzeba, a przez to jej życie zmieniło się nie do poznania. I to bardzo, ponieważ wiele elementów jej nowej egzystencji też jest „nie do poznania”.

Wracała właśnie z oblanego kolokwium. Oczywiście była wściekła. Ale nie tak wściekła jak wilkołak, który ją napadł. Wydawało by się, że takie istoty nie powinny przebywać w środku cywilizowanego miasta. No i w naszych czasach. W ogóle nie powinny istnieć. A jednak bestia zraniła dziewczynę. I to mimo interwencji dwóch tajnych agentów do zadań paranormalnych – Alexa w przebraniu Żyda i kota „Agenta 013” w przebraniu kota. Jak wiadomo, teraz i ona może stać się jednym z wilkopodobnych przemieńców. Jedyną na
to radą jest przyrządzenie serum z różnego rodzaju trucizn i wydzielin innych mitycznych potworów, które, jak się okazuje, istnieją realnie.

Alina naprawdę żałuje, że tego dnia nie obrała innej drogi powrotnej do domu. Przygoda rozpoczyna się. Cała trójka ma miesiąc, by uratować człowieczeństwo Aliny. Jak wiadomo, zadanie to nie będzie łatwe, a co krok rozpocznie się nowa przygoda. To bardzo typowe dla książek Andrieja Bielanina. Podobnie jak w poprzednich publikacjach, przerzuca on swoich bohaterów z jednego zadania w drugie, bez szans na
moment odpoczynku. Książka jest fabularnie ciągła, jednak składa się na nią kilka odrębnych misji i zadań. Główne postacie szukają bestii w czasie i w przestrzeni. Przyjdzie im podróżować po feudalnej Japonii, mroźnym Czukowie czy Szkocji.

Za każdym razem trójka agentów musi dostosować się do panujących warunków nie tylko pod względem specjalistycznego sprzętu, ale i wymogów kulturowych czy mody. Nie dość, że muszą się ubrać właściwie do epoki (często niewygodnie) ale i jeszcze mówić nie tylko w odpowiednim języku, ale i w odpowiedni sposób. W rezultacie doprowadza to do wielu przezabawnych scen i perypetii.

Humorystyczne heroic fantasy to coś, co zarówno Bielanin jak i Galina Czeaja umiłowali w swoich powieściach. Nie tylko problemy z odnalezieniem się w różnych rzeczywistościach sprawiają, że tę pozycję można uznać za zabawną. Jest nim również odmiana dowcipu postaciowego, zwłaszcza w osobie Agenta 013. Nie dość, że wspomniany kot umie mówić, to okazuje się, że ma tytuł naukowy, przerośnięte ego i wszystkie inne złe, kocie nawyki i cechy charakteru. Praktycznie więc od razu dochodzi do sprzeczki i licznych spięć z
główną bohaterką. Ani Alina, ani kocur nie chcą w swych słownych potyczkach ustąpić pola, co czyni historię całkiem zabawną.

Prosty i łatwo przyswajalny język powieści sprawia, że lektura idzie szybko i bezproblemowo. Podkreśla to jeszcze tematyka książki. Brak w niej elementów skłaniających do głębokich przemyśleń, refleksji czy zagadnień poruszających ciężką tematykę. Bohaterowie praktycznie od razu wzbudzają sympatię czytelnika i pozwalają mu się ze sobą utożsamiać.

Opisy światów, które odwiedza trio agentów, są bardzo barwne i rozbudowane. Mimo że zawarte w nich elementy są na ogół proste – np. drewniana chatka w górach Japonii, to właśnie dzięki takim detalom łatwiej czytelnikowi uwierzyć w realność świata nierealnego. Wszystko, co zostało wymienione powyżej sprawia, że „Profesjonalny zwierzołak” jest lekturą wręcz wyśmienitą. Jeśli uwierzyć zapewnieniom wydawcy, ma być to pierwszy tom serii, składającej się z pięciu książek. Jeśli utrzymają one doskonały poziom pozycji wprowadzającej w świat agentów do zjawisk paranormalnych, można się spodziewać naprawdę bardzo dobrej serii wydawniczej.

Ocena: 4/5

Dyskusja