Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nowa Komiksowa Antologia – recenzja komiksu „Fantasy Komiks 1/2010”

W naszym kraju od kilku już lat na rynku komiksowym istniała pewna luka. Chodzi o pismo, publikujące komiksy z prawdziwego zdarzenia. Owa luka pojawiła się po śmierci takich magazynów jak „Świat komiksu”, „Produkt” czy „AQQ”. Jednakże wydawnictwo Egmont postanowiło wreszcie ją zapełnić i wypuścić na rynek nowy tytuł poświęcony komiksom. Co ważniejsze, komiksom spod znaku fantasy. Jego tytuł jest więc logicznym opisem zawartości: „Fantasy komiks”.

Jak dowiadujemy się ze wstępniaka, każdy numer będzie publikować trzy tytuły z serii bestsellerowych komiksów europejskich. Będą one długie i kontynuowane przez co najmniej kilka numerów. Oprócz tego, jako dodatek w każdym miesiącu ta komiksowa antologia będzie zawierać jeszcze kilka jednostronicowych, humorystycznych stripów. „Magia, potwory, przygoda, humor” – tymi słowami reklamuje się komiks. A więc przekonajmy się, co tak naprawdę prezentuje pierwszy numer tego pisma.

Pierwszy tytuł, już dzięki samemu autorowi scenariusza, jest strzałem w dziesiątkę! Nazwisko Christophera Artesona powinno być bowiem wszystkim miłośnikom komiksu znane. Ten Francuz jest autorem jednego z najbardziej poczytnych cykli fantastycznych, opowiadających o świecie Troy. Tu jednak mamy szansę poznać jego inne dzieło – „Rozbitkowie z Ythaq”.

Od razu uderza czytelnika fakt, że ta historia jest tak naprawdę połączeniem dwóch koncepcji. Baśniowa fantastyka przenika i krzyżuje się z wymyślnym science-fiction. Historia rozpoczyna się na chwilę przed wypadkiem olbrzymiego, międzygwiezdnego statku turystycznego „Warkocz komety”. Statek jest dumą linii kosmicznych Silver Star Lines. Niestety, rozbija się, a jego szczątki zostają przyciągnięte przez atmosferę najbliższej planety. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, trzy osoby przeżywają katastrofę. Są to: blond włosa Granit, jak sama twierdzi, zdegradowana za karę ze stopnia porucznika do roli barmanki; młody członek załogi technicznej imieniem Narvart i rozkapryszona pasażerka Kalisto. Planeta, na której przyszło im się rozbić, jest zamieszkała przez całą gromadę przeróżnych istot. Zaskakujące jest to, że władają one tym samym językiem co trójka rozbitków.

Wśród rdzennych mieszkańców planety są lubujące się w rozprawach sądowych Morsądy, kochający wiedzę i książki Fengowie, a także wiele innych rozumnych i ciekawych ras. Niektórzy z nich potrafią władać różnymi żywiołami wedle swojej woli. Praktycznie wszystkimi, tylko moc panowania nad płomieniami od wielu pokoleń się nie ujawniała. Bohaterowie szybko dowiadują się, że najprawdopodobniej nie tylko oni przeżyli wypadek. Odnalezienie pozostałych przy życiu pasażerów nie będzie jednak ich jedynym problemem. Muszą jeszcze przeżyć.

Fabuła jest bardzo wartka i dynamicznie się rozwija. Narvart wraz z towarzyszami praktycznie z jednej draki wpada w drugą, bez dłuższej chwili na odpoczynek. Na tle licznych przygód budują się jednak wzajemne relacje między rozbitkami, a także zyskują oni nowych przyjaciół. Historia ta jest bardzo ciekawa, z pewnością nie da czytelnikowi szansy na znudzenie.

Za stronę graficzną tej opowieści odpowiada jeden z debiutujących rysowników, imieniem Adrian Floch. Jest to pierwszy tak duży projekt w karierze tego artysty. Wcześniejsze jego dokonania to ilustracje do krótszych opowieści np. „Slhock” czy „Fatal Jack”. Jego kreska powinna przypaść do gustu wszystkim miłośnikom komiksu z tak zwanej szkoły francuskiej. Prezentuje bowiem wszystko to, co dla niej najlepsze. Postacie są przedstawione w sposób poprawny anatomicznie, nie brak im jednak lekkości i zwiewności, charakterystycznych dla historii przygodowych i humorystycznych.

Drugą opowieścią, zawartą w pierwszym numerze tej antologii, jest „Legenda”. Stworzył ją prawdziwy gigant nie tylko formatu francuskiego, ale i światowej klasy: Swolfs. Znany jest polskiemu czytelnikowi głównie z doskonałej serii grozy „Książę ciemności”. Wśród innych jego prac warto jeszcze wymienić osadzoną w realiach dzikiego zachodu serię ” Durango”.

Akcja tego tytułu dzieje się w głębokim średniowieczu. W wyniku przewrotu zostaje wymordowana cała rodzina panującego władcy. Z całej rzezi ratuje się tylko syn. Niemowlę nie zginęło tylko za sprawą tajemniczego człowieka-wilka, który zajął się nim i wychował. Kiedy chłopak dorasta, okazuje się, że może być on bardzo niewygodny dla nowego władcy. „Legenda” łączy więc to, co w komiksie fantasy najlepsze: realia historyczne z wartką i dynamiczną akcją, intrygą a także nadprzyrodzonymi stworzeniami. A tych w opowieści nie brakuje. Las tętni naprawdę życiem, które czasami jest małe, skrzydlate i człekokształtne.

Scenarzysta tego komiksu to także jego rysownik. Linearty Swolfsa stały się już bardzo rozpoznawalne. Sylwetki ludzi i ich otoczenie zostały przedstawione w sposób realistyczny. Kontury zostały zaznaczone czarnym piórkiem, podobnie jak cienie, jednak nie zniekształcają przez to ani nie upraszczają rysunków. Są za to klarowne i przejrzyste w odbiorze. Kolorystyką zajęła się żona artysty. Podobnie jak rysunki, gama barw jest równocześnie bardzo oszczędna, a jednak za sprawą cieniowania i refleksów światła wydaje się złożona i pełna wielu odcieni.

Ostatnim pełnometrażowym tytułem są „Lasy Opalu”. Jest to humorystyczno- przygodowa opowieść, dziejąca się w jednym z wyimaginowanych światów, autorstwa Arlesona. Darko, syn szklarza, okazuje się spadkobiercą prastarej przepowiedni. Nieświadomy niczego chłopak nie wie nawet, że to za jego sprawą mają powrócić wygnani Tytani Światła – prastara opiekuńcza rasa. Musi jednak wyruszyć w niebezpieczną wędrówkę, ponieważ wypełnienie jego przeznaczenia kłóci się z prawami, narzuconymi przez skostniały Kościół. Instytucja ta już dawno nie żyje zgodnie z zasadami Światła, które sama głosi. Liczy się dla nich tylko władza i pieniądze. W swej przygodzie Darko nie będzie jednak sam. Towarzyszą mu jego wuj, bard imieniem Ulforld, i tancerka Sleilo. Otrzymuje także tajemniczą bransoletę, która będzie w stanie wyciągać go z opresji. Jest to o tyle cenny przedmiot, że inkwizytorzy kościoła depczą chłopakowi po piętach.

Akcja jest dynamiczna i wartka. Nie ma w niej praktycznie wolnej chwili na złapanie oddechu. Z jednej przygody bohaterowie wpadają w drugą. „Lasy Opalu” są więc typowym heroic fantasy. Jest tam motyw wędrówki, która może ocalić świat, powoli formuje się też mała drużyna bohaterów o odmiennych charakterach. Trzeba przyznać scenarzyście, że nie podszedł do tematu szablonowo i zadbał, aby jego historia odznaczała się oryginalnością i była w stanie zainteresować czytelnika.

Rysunki do tego komiksu stworzył znany z serii „LEs Guerriers” Philippe Pellet. Jego dzieła przykuwają oko odbiorców. Pełne są detali, bardzo dopracowanych jak na niewielkie kadry komiksu. Postacie ludzkie jak i te przedstawiające obce rasy wydają się być wiarygodne. Trzeba zaznaczyć także, że ich stroje to prawdziwy majstersztyk. Są odwzorowane w każdym drobiazgu, a przy tym wydają się stanowić zgrany komplet. Zupełnie jakby rysownik był także projektantem mody światów fantasy. Podobnie rzecz ma się z krajobrazami. Widać, że rysownik włożył w nie sporo pracy. Ponadto znajdują się one praktycznie w każdym kadrze, co świadczy tylko o dbałości plastyka o stronę wizualną komiksu.

Warto wspomnieć jeszcze, że w pierwszym numerze tego almanachu znajdują się także dwa humorystyczne stripy. Pierwszą z tych żartobliwych, jedno planszowych opowiastek są „Brzdące z Troy”, stworzone przez duet scenarzystów Arlestona i Dav’a oraz rysownika Traquina. Historyjki te traktują o dzieciństwie, znanego z innej serii komiksowej, Lanfeusta i jego przyjaciółki A C’ixi. W końcu oni też kiedyś byli młodzi. Plansze te są pełne lekkiego, a jednocześnie błyskotliwego humoru, co dobrze podkreślają ładne i proste rysunki o charakterze nieco karykaturalnym.

Drugim stripem, zawartym w marcowym numerze „Fantasy komiks”, są „Gobliny”. Jak sam tytuł sugeruje, plansze te opowiadają epizody z życia zielonoskórych potworków. Są one typowym mięsem armatnim dla poszukiwaczy przygód i bohaterów światów fantastycznych. Największe zagrożenie stanowią jednak same dla siebie, ponieważ są nie dość, że głupie to jeszcze zadziorne i kłótliwe. Ich życie przedstawiła para złożona ze scenarzysty Roulota i Martinage’a, który narysował plansze do tego komiksu. Historyjki te są drastyczne i pełne czarnego humoru.

W almanachu nie mogło zabraknąć też publicystyki. Artykuł, który znajduje się w pierwszym numerze, przybliża nam sylwetkę Chistopher’a Arlestona. Jest on nie tylko twórcą wspaniałego świata Troy, ale i autorem trzech historii, które opublikowane zostały w tym numerze „Fantasy Komiks”.

Można śmiało stwierdzić, że decyzja o wydaniu pierwszego numeru „Fantasy komiks” okazała się znakomitym posunięciem. Zawarte w niej historie to prawdziwe perełki. Dodatkowym atutem tego pisma jest jej stosunkowo niska cena, jak za ponad 160 stron naprawdę bardzo dobrych komiksów. Jeśli kolejne zeszyty okażą się godnymi następcami pierwszego tomu, to polski rynek zyska wspaniałą serię komiksową.

Dyskusja