Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

O tym jak powstał Generał Grievous – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 3/2010”

Marzec tego roku został zdominowany w świecie komiksów Gwiezdnych Wojen przez jedną postać – generała Grievousa. To właśnie on, jeszcze przed metamorfozą w cyborga, zdobi okładkę najnowszego numeru miesięcznika „Star Wars – Komiks”.

Numer, tak jak wszystkie dotychczas wydane egzemplarze, prezentuje trzy odrębne historie. Pierwsza z nich, zatytułowana „Nienawiść i strach”, opisuje wydarzenia, których akcja toczy się w szesnastym miesiącu Wojny Klonów. Jest to kontynuacja opowieści, przybliżonej czytelnikom naszego kraju w pierwszym numerze wydania specjalnego „Star Wars – Komiks: Bitwa o Jabiim”. W ostatniej scenie tamtej historii widzimy porwanego Obi-Wana. Jego ciało krępują łańcuchy, zaś twarz zakrywa tajemnicza maska, będąca specjalnie spreparowanym przedmiotem, który służy wyznawcom Sith do wymyślnych tortur. Generał Kenobi popadł bowiem w niewolę Asaji Ventress – uczennicy Hrabiego Dooku. W tym komiksie czytelnik pozna dokładnie jej historię i pochodzenie.

Scenarzysta, Haden Blackman, udowadnia jak złożona jest postać Asaji. Początek jej dziejów jest bardzo traumatyczny. Nie dziwi więc czemu tak szybko skłoniła swą duszę ku Ciemnej Stronie Mocy. Niemniej Obi – Wan potrafił dostrzec w niej coś więcej, co nawet sama Asaji ukrywała przed sobą.

Warto wspomnieć, że autor tej opowieści, Haden Blackman, znany jest fanom świata Star Wars również jako scenarzysta innego, ciekawego komiksu, pt.:”Obsesja”. Jest on także szefem projektu multimedialnego, związanego z grą „The Force Unleashed”.

Od strony graficznej „Nienawiść i strach” opracował rysownik Tomas Giorello. On także znany jest polskim czytelnikom, zwłaszcza z drugiego i trzeciego numeru specjalnego „Star Wars – komiks”. Jego pracę naprawdę przykuwają uwagę. Są jednocześnie realistyczne i bardzo komiksowe, a ta mieszanka w gwiezdnej sadze zawsze się sprawdza. Tradycyjny rysunek został podretuszowany komputerowo, co w rezultacie sprawia, że efekt światła i rozbłysków jest niezwykle atrakcyjny w odbiorze.

Druga, zawarta w tym zeszycie opowieść, wizualnie jeszcze bardziej oddziałuje na czytelnika. Strony „Oczu rewolucji” to prawdziwe majstersztyki malarstwa. Każdy kadr wydaje się wspaniałym obrazem, godnym powieszenia w galeriach sztuki. To zasługa artysty o imieniu Warren Fu, który w swoich pracach w sposób bardzo ciekawy bawi się barwami, światłocieniem i kontrastem. W pewnych momentach twarze dobrze znanych pierwszoplanowych postaci, np. Darth Sidiousa, wydają się żywcem wyrwane z filmu.

Fabularnie historia ta to jednak nic rewelacyjnego. Ot, opowieść o tym, jak Grevious stanął po stronie separatystów. Mimo że postać generała jest ciekawa, to opowieść o tym, jak stał się cyborgiem, nie jest warta większego zainteresowania. Co więcej, wydaje się banalna i w zasadzie sprowadza się do wmanipulowania generała w plany mrocznych lordów Sith.

Ostatnia historia, „Zaginiony miecz”, to swoisty dodatek, który raczej należy traktować żartobliwie niż jako poważną opowieść fabularną. Tym bardziej, że historia ta jest niekanoniczna. Zawarte w niej wydarzenia nie miały miejsca w głównym nurcie historii świata Star Wars, są tylko luźną wariacją na jej temat. Tytuł ten przedstawia dzieje miecza świetlnego, którego Luke Skywalker stracił wraz z ręką w Mieście w Chmurach, w piątym, filmowym epizodzie. Oręż przechodził z rąk do rąk, zmieniając ciągle właścicieli.

Rysunki tego tytułu dobrze odzwierciadlają luźną koncepcję opowiedzianej historii. Są proste, szablonowe i oszczędne. Kolor jest ubogi, a jego rola sprowadza się tylko do wypełnienia konturów. Postacie też wykreowane są w sposób nieco karykaturalny.

Przy podsumowaniu marcowego numeru komiksu trzeba bardzo dokładnie rozważyć wszystkie wady i zalety zawartych w nim pozycji. Pierwsza jest bardzo dobra, zarówno pod względem artystycznym i fabularnym, zaś druga tylko pod względem artystycznym. W sumie tylko dla tych dwóch atutów warto zapoznać się z trzecim tegorocznym zeszytem.

Dyskusja