Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Powrót do Wiecznego Miasta – recenzja książki „Dziki Mesjasz”

Debiut wrocławskiego pisarza, Rafała W. Orkana, miał miejsce w lutym 2009 roku, gdy Fabryka Słów wydała „Głową w mur”, pierwszy tom trylogii „Paramythia Vakkerby”. Książka pełniła rolę wprowadzającą w mroczny i brutalny świat, stworzony przez Orkana. Zrobiła to na tyle skutecznie, że większość czytelników z wypiekami na twarzy sięgnie po kolejny tom – „Dzikiego Mesjasza”.

Tym razem dzieło Orkana przyjęło formę powieści. Poprzednio był to zbiór opowiadań, a większą jego część stanowiły teksty powstałe na przestrzeni kilku ostatnich lat. Sprawiło to, że podczas czytania dało się odczuć naprawdę dużą różnicę w poziomie utworów, było niewygodne, a także utrudniało ocenę książki i stylu autora.

Dopiero „Dziki Mesjasz” pokazuje czytelnikom na co stać wrocławskiego pisarza. Pierwsza rzecz, która przykuwa uwagę czytelnika, to budowa powieści. Orkan podzielił książkę na cztery „stadia” (odpowiedniki rozdziałów), które spajają historie bohaterów. Trzeba także zaznaczyć, że tym razem gama postaci jest zdecydowanie bardziej rozbudowana. Wydarzenia poznać można, np. z perspektywy dziewczynki, która para się wlepownictwem (pobicia i kradzieże dokonane przez gangi dzieci).

Autor odważył się również nieco poeksperymentować z narracją. Bowiem gdy zmienia się bohater opowieści, to zmiana zachodzi także w perspektywie, z jakiej czytelnik śledzi wydarzenia. Forma pierwszoosobowa, przekształca się w trzecioosobową i na odwrót. Niektórym takie przeplatanie już teraz może wydać się uciążliwe, lecz w czasie czytania zaczyna się dostrzegać zalety takiej rotacji. Przede wszystkim zabita zostaje monotonia, a tekst staje się bardziej oryginalny.

Wspomniane rotacje sprawdzają się również dlatego, że Orkan postawił na akcję. Dzieje się sporo, a wydarzenia następują po sobie dość szybko. Przedstawienie ich z różnych perspektyw budzi w czytelniku ciekawość i wyciąga na wierzch jego emocje. Choć jest to rozwiązanie dobre, to ma swoją wadę, gdyż wzmożona akcja stawia Vakkerby w cieniu. Dzielnice miasta zostają przedstawione bardzo skromnie, a zwyczaje mieszkańców ledwie wspomniane w kilku krótkich zdaniach.

Pierwsze skrzypce gra pół jednorożec Bythra i tytułowy mesjasz Gebhen, dwójka bohaterów znana czytelnikom z „Głową w mur”. Orkan rzuca ich w sam środek niespokojnych wydarzeń, gdyż to na ich barkach spoczął obowiązek przygotowania religijnego wiecu buntowników. Trzeba dodać, że znajomość pierwszego tomu jest obowiązkowa, gdyż kontynuacja rozwija zapoczątkowane wątki. W innym wypadku trudno będzie połapać się w
historii Gebhena i buntu.

Podsumowując, druga książka w literackim dorobku Orkana wypada o niebo lepiej w porównaniu z poprzedniczką. Eksperymenty autora z narracją i budową powieści jak najbardziej się udały. Czytelnik otrzymuje dzieło lekkie, wciągające, napisane wspaniałym językiem, który potrafi zadziałać na wyobraźnię. W oczekiwaniu na trzeci i ostatni tom, pozycja ta staje się obowiązkową do nadrobienia. Polecam!

Ocena: 4/5

Dyskusja