Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja gry „Watchmen 2 The End Is Nigh Part 2”

Gdyby zapytać dziś pecetowców o dobre bijatyki na ich platformę, większość zapewne wskazałaby tytuły sprzed co najmniej dziesięciu lat. Bo faktycznie, premiery takich gier jak „Virtua Fighter”, „Urban Chaos” czy „Fighting Force” miały miejsce ponad dekadę temu. W obliczu drastycznego niedoboru podobnych tytułów (nie licząc średnio udanych produkcji, które i tak można by policzyć na palcach jednej ręki), każda zapowiadana komputerowa bijatyka rozbudza w środowisku pecetowców duże nadzieje. Nie inaczej było z „Watchmen”, egranizacją kultowego komiksu DC Comics.

Druga część gry jest jeszcze krótsza od poprzedniej. Aby ją ukończyć, wystarczy przejść przez trzy etapy, w których odwiedzimy klub ze striptizem, opanowane przez gangi miasto i rezydencję niejakiej Twilight Lady. To ona miała porwać do domu publicznego dziewczynę, którą należy uratować. Fakt, wszystkie trzy poziomy są dosyć rozbudowane i przejście każdego zajmuje mniej więcej godzinę, jednak w ostatecznym rozrachunku daje to zaledwie trzy godziny zabawy. To za mało, by można było „Watchmen” ocenić odpowiednio wysoko.

A szkoda, bo tytuł ten jest niesamowicie grywalny. Chociaż rozgrywka sprowadza się do nieustannego biegania przed siebie i eliminowania kolejnych grup przeciwników, to trudno narzekać na nudę. Twórcy oddali w ręce graczy bardzo dobry system walki. Domyślnie używa się sześciu położonych obok siebie klawiszy oraz myszy, dzięki czemu sterowanie również nie przysparza kłopotów. Eksterminacja hord wrogów sprawia frajdę tym większą, że do dyspozycji gracza oddano kilkanaście różnych rodzajów combosów, co czyni walki bardziej dynamicznymi i efektownymi. Wcielić możemy się natomiast w jedną z dwóch postaci – Owla lub Rorschacha. Obaj posiadają inne specjalne zdolności, a ich styl walki jest diametralnie różny. Dzięki temu po ukończeniu gry np. Rorschachem można próbować przejść ją wcielając się w Owla i czerpiąc z gry nie mniejszą frajdę niż za pierwszym razem.

Krótko po premierze gry w prasie pojawiły się informacje na temat jej brutalności. Istotnie, aby ukończyć „Watchmen 2” należy przelać hektolitry krwi, a bohaterowie dokonują mordów z zaskakującą finezją i wyrachowaniem. Innym zarzutem, jaki wystosowano wobec „Watchmen 2” był fakt, że w trzecim epizodzie głównym przeciwnikiem naszych bohaterów są… prostytutki pracujące u Twilight Lady. Fakt, że aby ukończyć grę należy zabić cały harem kobiet, w chwili premiery gry budził duże kontrowersje. Długo można by dyskutować na temat zasadności, tudzież niezasadności stawiania przed graczem zadań tego typu, jednak niezależnie od wniosków, trzeba przyznać: „Watchmen 2 – The End is Nigh” to gra brutalna, w której rozgrywka sprowadza się właściwie tylko do walki z kolejnymi przeciwnikami. Z tego względu nie jest odpowiednim tytułem dla młodszych odbiorców, tym niemniej – jak wspomniałem na początku – zapotrzebowanie na tego typu tytuły istnieje, a w czasie, gdy bijatyk na pecetowym rynku praktycznie nie ma, nawet taki „Watchmen” jawi się jako łakomy kąsek.

Na osobną wzmiankę zasługuje oprawa techniczna gry. Panom ze studia Deadline Games należą się oklaski przede wszystkim za grafikę, która do dziś budzić może jedynie pozytywne emocje. Idealna gra świateł i cieni, niezwykle realistycznie wyglądające kałuże i latające tu i ówdzie śmieci, a także świetne modele postaci – wszystko to zdecydowanie może się podobać. Nienajgorzej jest także z oprawą dźwiękową. Muzyki wprawdzie jest tutaj jak na lekarstwo, jednak sytuację ratują niezwykle naturalnie brzmiące dźwięki i odgłosy.

Ocena drugiej części „Watchmen” nie jest łatwa. Gra Deadline Games jest niesamowicie grywalna. Bijatyki stoją tutaj na najwyższym poziomie, podobnie sprawa ma się z oprawą wizualną. Co z tego jednak, skoro cała zabawa kończy się najwyżej po trzech godzinach grania? Gdyby gra była dwukrotnie tak długa jak jest, nazwałbym ją godnym następcą takich tytułów jak „Urban Chaos” czy „Fighting Force”. Niestety, do dyspozycji graczy oddano marne trzy etapy, które w dodatku bardzo szybko się kończą. To zdecydowanie za mało, by wystawić grze przynajmniej czwórkę.

Dyskusja