Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czystej krwi kryminał – recenzja książki „Bo kombinerki były brutalne”

Konrad T. Lewandowski – jeden z najpopularniejszych i najciekawszych pisarzy fantastycznych. Prowokujący i bulwersujący. Inżynier i filozof. Metafizyk i człowiek niepokorny. Największe uznanie czytelników zdobyły jego nowele o perypetiach dziennikarza Tomaszewskiego z brukowej gazetki „Obleśne Nowinki”. Za „Notekę 2015” otrzymał w 1995 r. nagrodę im. Janusza A. Zajdla (a był sześciokrotnie nominowany). Równie słynna jest saga fantasy o kotołaku Ksinie. Napisał: „Most nad Otchłanią”, „Bursztynowe Królestwo”, „Czarną psychozę” oraz cykl kryminałów, których akcja dzieje się w międzywojennej Polsce. W „Pochwale herezji” (2008) przedstawił własną teorię metafizyczną. W 2009 r. ukazały się ironiczno-niepokojące, makabryczno-punkowe „Legendy cyberkatakumb”.
(Informacja Wydawcy)

Po przeczytaniu „Legend Cyberkatakumb” co sił pobiegłem do księgarni po „Most nad Otchłanią”, kiedy skończyłem i to, niespodziewanie, ku memu szczęściu, w moich rękach znalazło się kolejne dzieło Lewandowskiego – „Bo kombinerki były brutalne”. Nie wiedząc jeszcze w co się pakuję, a snując jedynie domysły, zabrałem się do lektury, by po niespełna kilku dniach napisać tę recenzję. Lubię ten styl, zmagania naukowo-metafizyczne jakie snuje autor, trafiają na mój inżynierski grunt niczym ziarnko fasolki na mokry gazik dziecięcego eksperymentu. Książka opowiada o przygodach redaktora Radosława Tomaszewskiego (alter ego samego Konrada Lewandowskiego), czyli wpisuje się w cykl „Noteka”.

Czy wiecie czym są prionukleofuleroidy? Ja wolę bardziej swojską nazwę, czyli Bystrzaki. W wielkim skrócie są to super-inteligentne stworzonka, kombinacja fulerenów, sztucznego DNA i białek prionowych o wielkości i zdolnościach wirusów, dosyć niedawno stworzone w tajnym polskim laboratorium przez docenta Parzygębę i doktora Bielanko. Odkrycie to może globalnie zrewolucjonizować technikę i życie na całej kuli ziemskiej, ale coś poszło tragicznie nie tak. Bystrzaki w postaci pryszcza na tyłku pana Tomaszewskiego, całkiem przypadkiem, wydostały się z okowów probówek, erlenmajerk i szalek Petriego i powędrowały wprost na warszawskie ulice. Tytułowymi kombinerkami próbował usunąć je z własnego zadka, lecz zadanie to przerosło możliwości zwykłego człowieka. W ciągu kilkudziesięciu godzin Bystrzaki samodzielnie wydzieliły się całkowicie i już nieskrępowane, rozpoczęły swoją własną kampanię. Żeby skomplikować trochę sprawy, do akcji włączyły się tajne służby w postaci ABW i kilku innych, a nieszczęsny redaktor został postawiony dosłownie w oku cyklonu.

Perypetie dziennikarza są przekomiczne, poziom absurdu momentami przekracza normy wytyczone przez Terry’ego Pratchett’a i Monty Pythona, ale wszystko okraszone jest naszymi polskimi realiami. Fabuła nurza się w przaśnych potokach polityczno-gospodarczo-ekonomiczno-społecznych (i pewnie paru innych), a wszystko zdrowo doprawiono pieprzykiem alkoholu i seksu. Słuszne są skojarzenia z „Przenajświętszą Rzeczpospolitą” Jacka Piekary, lecz dzieło Lewandowskiego jest bardziej spójne, mniej przeładowane, przy czym ma tradycyjną budowę jako forma literacka. Jest to prawie czystej krwi kryminał, czyta się znakomicie. Jedynym minusem jest dość skąpa objętość, co znacząco ogranicza nam ilość wątków i postaci, ale do tego jestem już przyzwyczajony z poprzednich jego książek – jakość nie ilość!

Jak zwykle u tego autora, w powieści natkniemy się na pewną dawkę antyklerykalizmu, bardzo dużo odniesień do nauki, ale też ogólnie przyjętych norm społecznych. Lewandowski jawnie ośmiesza światek pisarski i dziennikarski, czego apogeum obserwujemy podczas garden party u Adama Michnika. Ciekaw jestem jak do dzieła odnoszą się ludzie zawodowo związani z „branżą”, bo mam wrażenie, że parę mostów tam spalono. Z drugiej strony, marka Konrada Lewandowskiego – „inżyniera filozofii”, jest już tak niezaprzeczalna, że nikomu w pas się kłaniać nie musi.

Niezależność to od wieków bandera prawdziwych artystów, a pisarz tym dziełem po raz kolejny już udowodnił, że do nich właśnie się zalicza. Polecam ten tytuł ze względu na lekkość przekazu, humor i szereg trafnych spostrzeżeń nad naszym społeczeństwem, nad zwykłym życiem.

Ocena: 4/5

Dyskusja