Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Sarmacka wyprawa – recenzja książki „Samozwaniec”

Przedstawicieli nurtu sarmackiego siedemnastowiecznej Polski ukazywano z różnych stron. Raz wyodrębniano i chwalono te dobre cechy, znów innym razem ganiono za złe obyczaje. W pozytywnym świetle przedstawiano odwagę oraz poczucie patriotyzmu sarmatów, ich zapał do walki i dobrej zabawy czy też niegasnący szacunek do Boga i Króla. Z drugiej strony, potępiano za porywczość, pijaństwo, niechęć do obcych, egoistyczną postawę oraz rozrzutność.

Wspomniane cechy sarmatów łączyły się z honorem, który w ówczesnych czasach stanowił o poważaniu jednostki w społeczeństwie. Dobre imię i szacunek wśród szlacheckiego kręgu były często ważniejsze od własnego życia, a próby oczyszczenia rodzinnego nazwiska dla wielu śmiałków kończyły się śmiercią lub przynajmniej groziły utratą życia.

Jacek Komuda w pierwszym tomie serii „Orły na Kremlu”, opiera fabułę właśnie na motywie zmycia skazy z rodzinnego herbu. Główny bohater, Jacek Dydyński, zgodnie z wolą ojcowskiego testamentu, musi udać się do Moskwy, by odnaleźć tam swego stryja, jego rodzinę lub dowody ich śmierci. Długą drogę przyjdzie mu pokonać wraz ze zbieraniną, popierającą Dymitra I, tytułowego samozwańca, który pragnie odzyskać tron, należny mu po śmierci ojca – cara Iwana Groźnego.

Z Dydyńskim i Dymitrem czytelnik poznaje się już podczas czytania początkowych rozdziałów, gdy ten pierwszy ratuje tego drugiego. Odważny Jacek stawia czoło porywaczom, pokonuje ich w walce, by zaraz potem ukazać swą nieufność wobec porwanego i go zbesztać. Takie i temu podobne sytuacje, ukazują czytelnikom wielowymiarowość postaci, gdy dobre cechy mieszają się z tymi złymi, a na wierzch wychodzą wewnętrzne rozterki, plany i marzenia bohaterów. Niestety, tak dobrze zarysowane postaci są tylko do momentu rozpoczęcia wyprawy. Narracja na kolejnych stronach sprawia, że wyrazistość bohaterów się zaciera, a pierwsze skrzypce grają zachowania i emocje panujące w armii. Autor odstawia pojedyncze postaci na bok.

Już od pierwszych stron czytelnika wciąga i niesie wir ciekawych wydarzeń. Historia rozpędza się w zawrotnym tempie, co sprawia, że o książce nie można zapomnieć. Niestety, w przełomowym momencie powieści akcja zwalnia, a każde kolejne zdanie zaczyna się dłużyć. Gdy nużący fragment minie, opowieść znów przyspiesza, ale tylko po to, by niemal natychmiast zwolnić. Rzecz jasna, dłużące się momenty można pominąć, bo głównie przedstawiają pakowanie wozów na wyprawę, bądź opisują konie na pastwisku. Czytając te fragmenty można jednak dostrzec wielką wiedzę Komudy o tych zwierzętach i sprawność z jaką porusza się w tym temacie.

Takie stopowanie powieści mocno irytuje, a mimo to czytelnik nie może oderwać się od lektury. Z pewnością wpływ na to ma lekki styl Komudy, który sprawia, że opisywane wydarzenia szybko i bezproblemowo kształtują się w czytelniczej wyobraźni. Dodatkowym czynnikiem, który wpływa na odbiór „Samozwańca” jest język, jakim został on napisany. Autor posługuje się stylizacją językową, stosując często zwroty, powiedzenia i terminy, które dawno odeszły w zapomnienie, co buduje niezwykły klimat powieści i pozwala się wczuć w epokę. Kilkadziesiąt końcowych stron to słowniczek wyjaśniający wszystkie zwroty (ponownie widać wielką wiedzę Komudy w temacie).

Nie warto przekreślać książki z powodu kilku słabszych fragmentów. Każdy, kto po nią sięgnie, nie powinien czuć się zawiedziony, bo powieść jest naprawdę dobra. Przedstawia wciągającą przygodę, osadzoną w tle historycznych wydarzeń jednej z ciekawszych epok. Pierwszy tom otwierający nowy cykl Jacka Komudy, godny jest polecenia i przeczytania.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja