Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W mroku z Mace Windu – recenzja komiksu „Star Wars – Komiks 5/2010”

Co tak naprawdę wiemy o Mace Windu? Oczywiście poza tym, że w filmie grał go Samuel L. Jackson, że był Mistrzem Jedi zasiadającym w Radzie i zginął przy próbie aresztowania Palpatine`a. Tak naprawdę to chyba niewiele. W filmach postać ta, choć istotna dla Jedi i Republiki, pojawia się raczej epizodycznie. Podobnie jest z komiksami. A właściwie – było. Redakcja magazynu Star Wars Komiks, zdecydowała się poświęcić majowy numer właśnie tej postaci.

Komiks jest częścią serii zeszytów o Mistrzach Jedi z czasów Wojen Klonów. W numerze 12/2009 ukazał się już album z tego cyklu przedstawiający epizod z udziałem Mistrza Yody. Tak jak poprzednio, tak i tym razem jeden z Mistrzów Jedi będzie musiał udać się w odległe rubieże kosmosu z misją dyplomatyczną, która okaże się pułapką. Tym razem zadania podejmie się właśnie Mace Windu. Stawką jest jednak rozłam w Zakonie, a nie w siłach Republiki. Wydaje się więc, że dostajemy typową, gwiezdnowojenną historię i do pewnego stopnia jest to prawda. Standardowo, niektóre sytuacje tu przedstawione rażą naiwnością i wydają się nieco naciągane (np. przemiana Rhada Tarna czy chwila, w której Mace Windu orientuje się w sytuacji i jego późniejsze tłumaczenia). Trzeba jednak przyznać, że komiks ukazuje ważny epizod i – niezależnie od wspomnianych wyżej wad – scenariusz jest interesujący. Choćby ze względu na zwrot akcji w połowie opowieści.

To co sprawia, że komiks ten wyróżnia się na tle innych, to postać Mace Windu. Tu wszystko jest jej podporządkowane – od mrocznej kolorystyki, przez mocno zarysowane kontury i cienie, zachowanie miękkiego światła i realistyczne odwzorowanie postaci, aż po scenariusz, który nie tylko pozwala poznać tego Mistrza Jedi, ale i odzwierciedla emocje, jakie odczuwa. Wspominając o warsztatowej stronie komiksu, warto zwrócić uwagę na dbałość o szczegóły i specyficzną manierę rysownika (Jan Duursema), który z upodobaniem wykorzystuje kilka planów. Eksponuje otoczenie, umieszczając na pierwszym planie detale, a akcję komiksu prowadzi w głębi kadrów. W budowaniu odpowiedniego, nieco posępnego nastroju opowieści, Duursema pełni ogromną rolę. Brak popularnych ostatnio w świecie gwiezdnych wojen komputerowych, rozświetlonych efektów graficznych, także dodaje całości specyficznego uroku.

Pytanie co wiemy o Mace Windu nie padło na początku tej recenzji bez powodu. W komiksie zadaje je, w trochę innej formie, jedna z bohaterek. Czy dowiemy się zatem jaki tak naprawdę jest Mistrz Jedi, Mace Windu? Nie, ale opowieść rzuca trochę światła na jego mroczną i charyzmatyczną postać. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nie pokuszono się o nadanie mu odpowiedniej głębi i spłycono temat. Ale i tak każdy fan Star Wars powinien rzucić okiem na ten komiks. No, chyba że ma dość Asajj Ventress w każdym numerze, a na postacie Sory Bulq i Quinlana Vosa reaguje alergicznie.

Do opowieści o Mace Windu dołączony jest krótki, dwustronicowy żart komiksowy. Historyjka nosi tytuł „Bez dobrego wywiadu nie ma udanej kampanii” i pokazuje co się dzieje, gdy imperialna flota zachowuje się zbyt arogancko, przeszkadzając „zwykłym rolnikom” w ich codziennej pracy. Komiksy to jednak nie wszystko, co można znaleźć w majowym numerze „Star Wars Komiks”. W związku z pojawieniem się na polskim rynku nowej, gwiezdnowojennej serii albumów „Rycerze Starej Republiki”, zdecydowano się przybliżyć jej realia czytelnikom. W ten sposób do naszych rąk trafia opis postaci, miejsc, historii i tła akcji tego komiksu oraz garść informacji o rodzimych publikacjach odnoszących się do wydarzeń z tego okresu. Dla wydawcy jest to doskonały materiał promocyjny, który może skusić niezdecydowanych. Dla czytelników teksty te są świetnym uzupełnieniem pierwszego albumu serii lub miłym dodatkiem, w chwili gdy nie będą chcieli go kupić.

Dyskusja