Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Hypnos i Oneiros we współczesnej kinematografii

Do napisania niniejszego tekstu zainspirowało mnie najnowsze dzieło Christophera Nolana „Incepcja”. Zastanawiając się nad recenzją, zrobiłem sobie krótki przegląd filmów odnoszących się do onirycznej stylistyki i wyszło tego całkiem sporo. Na przestrzeni prawie stu lat, niezliczeni twórcy podejmowali temat snu w swoich produkcjach, z bardzo różnym skutkiem i w przeróżnych konfiguracjach, jednak motyw ten niczym bumerang powraca w coraz nowszych odsłonach. Jest to oczywiście jeden z podstawowych toposów, powtarzających się w kulturze i sztuce już od czasów antycznych tragedii, podobnie jak miłość, zdrada, przyjaźń i inne archetypiczne uczucia. Bez względu jednak na aktualne trendy, Hypnos i Oneiros towarzyszą nam od tysięcy lat.

Sen może być główną częścią utworu, stanowić istotną część fabuły, lub być jedynie stylistycznym narzędziem, dodatkiem służącym głębszemu wyrażeniu ekspresji przez twórcę. Dla przykładu, wiele wydarzeń w wybitnych dziełach polskiego Romantyzmu, ma miejsce podczas snu. Duża część „Dziadów III” Mickiewicza, wizje w „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego, zresztą twórczość romantyków w swojej specyfice, odnosiła się przecież do tego, co ukryte, tajemnicze, na granicy światów. Akcja całej komedii „Snu nocy letniej” Williama Szekspira jak się na końcu okazuje, wydaje się być „jeno marzeniem”, „Boska Komedia” Dantego, która jest przecież rozbudowaną wizją, „Opowieść Wigilijna” Karola Dickensa… zapędziłem się, bo nie to jest clue tego eseju.

Podobnie jak w literaturze, tak i w filmie, sen może być ważnym elementem fabuły, np. wampira można zabić tylko podczas jego odpoczynku w ciągu dnia, motyw snu w trumnach, sen regenerujący siły, sen-hibernacja jak w „Aliens”, „Avatarze” czy rodzimej „Seksmisji”. Niektórzy artyści posługują się natomiast oniryczną formą przekazu bardziej globalnie, czego najlepszym przykładem może być David Lynch. W „Zagubionej autostradzie” i „Mullholland Drive” często nie wiemy, co jest rzeczywistością, a co majakiem, wytworem chorej wyobraźni. Tak samo w kultowym serialu „Twin Peaks”, gdzie świat mrocznych, koszmarnych iluzji miesza się z rzeczywistym, a główny bohater, agent FBI Dale Cooper, otrzymuje wskazówki do rozwikłania zagadki morderstwa, podczas snów i wizji.

„Incepcja” Nolana traktuje sen dosłownie, tam praktycznie cała akcja filmu dzieje się podczas snu. Stan ten wykorzystywany jest przez bohaterów do wykradania tajemnic swoim obiektom, lub, jak wskazuje tytuł, imputowaniu im myśli. Kultowe już „Memento” ze świetną rolą Guy’a Pearce’a (również Ch. Nolan) jest natomiast typowym przedstawicielem narracji onirycznej. Główny bohater cierpi tam na niezwykle rzadką przypadłość, pozbawiony jest pamięci krótkotrwałej, czyli pamięta wszystkie główne wydarzenia ze swojego życia, ale potrafi zapomnieć, o czym rozmawiał minutę wcześniej. Fakt ten dość znacząco (nawet bardzo) utrudnia mu odnalezienie zabójców jego żony, toteż wszystkie odnalezione powiązania tatuuje na sobie, by nie zapomnieć. Film dzięki tak niezwykłemu zabiegowi jest niestandardowy, z pozoru zwyczajny film akcji, przeradza się w psychologiczny thriller, gdzie głównym przeciwnikiem bohatera jest jego własny umysł. Innym przykładem jest „Sanatorium pod klepsydrą” Wojciecha Jerzego Hasa, gdzie również cała akcja dzieje się w oparach iluzji, sam mistrz często posługiwał się taką konwencją, z czego zresztą jest znany.

Witkacy, Vincent Van Gogh, to artyści, którzy swoje dzieła często tworzyli pod wpływem środków halucynogennych, opium, absyntu. Zastanawiam się, czy współcześni reżyserzy również nie sięgają po tego typu specyfiki. Oglądając „Avatara” czy też najnowszą wersję „Alicji w Krainie Czarów”, mam wrażenie, że twórcy nie żałowali sobie LSD, zresztą na forach pełno jest komentarzy, że tak bajecznie kolorowa sceneria to jawny wynik narkotycznych uniesień. Przypomnijmy sobie „Akademię Pana Kleksa”, tam praktycznie wszystko dzieje się w umyśle małego Adasia Niezgódki, a piosenki w stylu „Święto pierwszej pigułki”, czy też regularne zażywanie piegów, kojarzą się jednoznacznie. Ale powróćmy do tematu, zastanówmy się nad zgubnym wpływem braku możliwości snu.

Jedną z tortur znaną od lat, jest zmuszanie więźnia do ciągłej świadomości. Gestapowcy na zmianę bili i polewali zimną wodą więźniów, nie pozwalając im omdleć, co w konsekwencji prowadziło do psychicznego załamania i zdradzenia skrywanych informacji. Kilka lat temu głośna była akcja z wykryciem zgody rządu amerykańskiego, na stosowanie tortur, w tym wielogodzinnego (nawet 48 godzin bez przerwy) puszczania osadzonym muzyki na cały regulator. Człowiek po kilku dniach staje się całkowicie wyprany, można wmówić mu wszystko, łącznie z przyznaniem się do winy oraz wydobyć każdą tajemnicę. W czasach wojny w Wietnamie, naukowcy z USA prowadzili szereg tajnych eksperymentów, jednym z nich było stworzeniem super-żołnierza, który nie będzie miał oporów moralnych, przed wykonaniem nawet najbardziej niehumanitarnego rozkazu.

Efektem dodatkowym i pozytywnym w tej sytuacji, był znaczny wzrost agresji. Adrian Lyne w „Drabinie Jakubowej” (1990) pokazał koszmar weteranów z Wietnamu, którzy brali udział w tym programie. Wycięto im odpowiadające za funkcję snu fragmenty rdzenia kręgowego, w rezultacie czego, nie spali oni od kilku lat. Nieustanne halucynacje, stany lękowe i depresyjne, liczne samobójstwa. Mózg nie jest w stanie poprawnie pracować w takich warunkach. W podobnej sytuacji był Trevor Reznik, tytułowy „Mechanik” (2004), w którego fenomenalnie wcielił się Christian Bale. Poprzez notoryczny brak snu, jego życie miesza się z halucynacjami, w końcu sam nie wie, co jest prawdą, a co fałszem, wytworem jego schorowanej podświadomości. Adekwatną sytuację obserwujemy w „Podziemnym Kręgu” (2000) Davida Finchera. Główny bohater poprzez chorobliwą bezsenność, doznaje rozszczepienia osobowości, sam staje się swoim największym wrogiem, ale w końcu i wybawcą. Klasyczny przykład.

O tym, że sen może być śmiertelnie niebezpieczny, wiedzą wszyscy fani „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Freddy Krueger atakuje tylko we śnie, ale obrażenia, które zadaje, oczywiście są zabójcze w rzeczywistości. Tak samo jak w „Matriksie” braci Wachowskich, z tym, że tutaj mamy do czynienia z pewnego rodzaju transem. Podobne rozwiązanie zastosował już wcześniej Tarsem Singh, w swoim filmie „Cela” (2000) z Jennifer Lopez w roli głównej. Piękna pani psycholog wnika do umysłu groźnego, psychopatycznego mordercy, aby rozwikłać sprawę zaginięć i morderstw kobiet. Tak jak we wspomnianym „Matriksie”, tutaj też zaawansowane urządzenia techniczne służą do połączenia się z innym, fantastycznym światem, a odniesione tam rany, są realne.

Ostatnim przykładem, jaki chciałbym przytoczyć jest „Miasto zaginionych dzieci” (1996) w reżyserii Jean-Pierre Jeunet’a. Tutaj twórca zastosował jeszcze coś innego, film ukazuje historię człowieka cierpiącego z powodu braku marzeń sennych. Fizycznie spał, ale brak marzeń doprowadzał go do rozpaczy. W tym celu porywał dzieci, podłączał je do skonstruowanej przez siebie maszyny i w ten sposób kradł ich fantazje.

Temat jest niezwykle rozległy, w bardzo wielu filmach można znaleźć takie odniesienia. Jak wspomniałem powyżej, śnienie bywa kanwą całej fabuły lub tylko jej wycinkiem. Nie wspomniałem o bardzo wielu dziełach, o twórczości Darrena Arronofsky’ego, o pozostałych filmach Lyncha, o horrorach i innych wybitnych twórcach kina. Motyw ten z pewnością jest fascynujący, powtarza się od lat i z pewnością powtarzać się będzie jeszcze długo. Warto zastanowić się nad głębszym kontekstem tego zjawiska, na co, mam nadzieję, zwrócił uwagę ten tekst.

Dyskusja