Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kąsająca książka – recenzja książki „Magia Kąsa”

Rzeczy niezwykłe, widowiskowe i niewytłumaczalne, od dawien dawna kojarzone są z magią. Ta wspaniała moc stanowi nieodłączny element szeroko pojętej fantastyki. Ukazywana bywa w świetle pozytywnym jako energia, która ułatwia człowiekowi życie, a także z negatywnej strony jako przestroga. Podsumowanie zalet i wad magii wypada na jej korzyść, gdyż sprawia, że żywot ludzki jest przyjemny i beztroski.

Małżeństwo, publikujące pod pseudonimem Ilony Andrews, nie darzy magii wielką sympatią. Ich powieść, „Magia Kąsa”, zdradza to już przez sam tytuł. Kąsanie nie kojarzy się z czymś przyjemnym i takie nie jest też dzieło amerykańskiej pary. Oprócz odwołania w tytule, książka nie ma w sobie ani krzty czaru, który przyciąga czytelnika na długie chwile i nie pozwala mu odejść.

Książka przedstawia niezbyt oryginalną historię, która zamiast bawić – irytuje. W wykreowanym świecie występuje magiczna energia, przypominająca morskie przypływy i odpływy. Niestety, poza świadomością, że moc istnieje, nie ma ona znaczącego wpływu na życie bohaterów. Centrum wydarzeń stawowi Atlanta, miasto zamieszkiwane przez ludzi, a także wampiry i zmiennokształtnych (głównie wilkołaki). Te niecodzienne istoty stanowią nieodłączny element życia zawodowego Kate Daniels, ponieważ jest ona najemnikiem, tropicielem magii. Najnowsze zlecenie bohaterki to rozwikłanie zagadki morderstw dotyczących obu nacji i jej wujka.

Z racji wykonywanego zawodu, bohaterka powinna być twarda i niewzruszona. Niestety, mimo wszelkich starań, Kate daleko do hardości. Strach i respekt innych próbuje wywołać poprzez stawianie się coraz ważniejszym personom. Mogłoby to dać choćby minimalny efekt, gdyby nie fakt, że co drugi mężczyzna wywołuje u bohaterki tęsknotę za czułością. Zamiast oczekiwanego szacunku, postawa ta budzi litość. Dziewczyna nie ma w sobie za grosz uroku, który mógłby wywołać czytelniczą sympatię i wzbudzić pozytywne emocje.

Fabuła może wydawać się wciągająca i z wieloma niezwykłymi zwrotami akcji. Niestety, nie jest taka w najmniejszym stopniu. Zdobywanie kolejnych dowodów idzie Kate bardzo mozolnie. Czytelnikowi brakuje akcji, zaczyna się nużyć. W niczym nie pomaga tutaj pierwszoosobowa narracja, której daleko do idealnej. Poznanie wydarzeń z perspektywy bohatera powinno sprawić, że czytelnik poczuje się jak ich uczestnik lub świadek. Taka narracja ma oczarować i grać wyzwolonymi uczuciami, tymczasem „Magia Kąsa” nie budzi prawie żadnych emocji.

Książka z pewnością nie należy do najprzyjemniejszych. Pomimo niewymagającego stylu, każda kolejna strona daje się czytelnikowi we znaki. Wina leży po stronie autorów, którzy nie wykazali się pomysłowością. Napomknięcie o magii i odstawienie jej to zły pomysł. Tylko rozbudza czytelniczą wyobraźnię, nie dając nic w zamian. Tworzenie opisów także nie wypadło najlepiej, bowiem większość z nich jest wtórna. Przykładem może być kolor zielony, wciskany w każde możliwe miejsce i sytuacje. „Zielono mi” – do przesady.

Podsumowując, kiepski styl, niesympatyczna bohaterka i nieoryginalna fabuła próbują przekonać czytelnika, że „Magia Kąsa”. Skutkiem tej próby jest wyjęte kilka godzin z życiorysu, które można przeznaczyć na coś innego, znacznie ciekawszego.

Ocena: 1/5

Dyskusja